Marcin Feddek: Nawet nie będę Cię pytał, jak wyglądał mecz z Twojej perspektywy. Jeśli masz dystans do siebie, a wiem, że masz, to muszę przyznać, że to była piękna bramka, rzadko się takie zdarzają.

 

Kamil Glik: Oczywiście, że mam. Zagrałem średni mecz. Zdarzały mi się lepsze w tej reprezentacji. Bramka rzeczywiście rzadkiej urody. Ostatnio lubię strzelać. No cóż, zdarza się, to nie pierwsza i może nie ostatnia taka bramka w mojej karierze. Zdarzają się takie mecze, najważniejsze, że wygraliśmy. Zawsze jestem tego zdania, że wygrywamy razem i przegrywamy razem. Głowa do góry, we wtorek kolejny mecz.

 

Zauważyłem, że na boisku nikt nie miał do Ciebie pretensji.

 

Nigdy tak nie było. Jeśli komuś przydarzały się kiksy, nikt do nikogo nie miał pretensji. Udało się wygrać, a we worek powalczymy o kolejne zwycięstwo, a za miesiąc będziemy chcieli powalczyć z Rumunią.

 

Czy to jest kwestia meczów rozegranych w Lidze Mistrzów i lidze francuskiej, że brakuje trochę świeżości? Może tak jak Robertowi Lewandowskiemu, przydałoby Ci się kilka dni odpoczynku?

 

Nie chcę się tłumaczyć, bo od dłuższego czasu gram z urazem. Mam zerwane więzadła tylne w kolanie. Gram na tabletkach, ale nigdy nie szukałem alibi. Ostatnio byłem na rezonansie magnetycznym, który potwierdził, że mam zerwane więzadła i kłopoty z łąkotką. Czasami to czuć, ale mimo wszystko gram, nawet co trzy dni.

 

Rozmowa z Kamilem Glikiem w załączonym materiale wideo.