Fogiel z Paryża: Kto, jak nie Boniek?

Piłka nożna
Fogiel z Paryża: Kto, jak nie Boniek?
fot. R. Hurkowski

Zgadzam się z Marianem Kmitą co do tego, że Zbigniew Boniek jest jeden. Od czterech lat prowadzi polski futbol i trzeba przyznać, że w miarę mu to wychodzi. Po co więc cokolwiek zmieniać?

Kiedy występował we Włoszech, jeździłem do niego bardzo często na reportaże zamawiane przez magazyny z Francji. Nie tylko do Turynu, ale również do Rzymu. Jestem mu więc bardzo wdzięczny, bo to właśnie dzięki niemu poznałem piłkę nożną od wewnątrz. W szatniach Juventusu i Romy naprawdę sporo się działo.

Jako dziennikarza, najbardziej uderzył mnie mecz Roma - Juventus z 1986 roku. Rzymianie dowodzeni przez Bońka pokonali w obecności 80 tysięcy kibiców Juventus Michela Platiniego 3:0. Na takich spotkaniach po prostu warto było być. 

Co do kariery piłkarskiej Bońka, nie ma się czego czepiać. Małą plamą na jego wizytówce są natomiast próby w roli trenera. Czy to w Bari, czy to w Lecce, czy w końcu w reprezentacji Polski. Nie szło mu nigdzie. W kadrze zabrakło mu na pewno cierpliwości i - trzeba to powiedzieć - smykałki do roli selekcjonera.

Miał za to szczęśliwą rękę w piłkarskim biznesie. Przyjaźń z Michelem Platinim pomogła mu zaistnieć na europejskich salonach.

A że w Polsce nie było ludzi z podobnymi kompetencjami. Nie na tyle uczciwych i bezinteresownych, jak Boniek, ułatwiło mu to drogę na fotel prezesa, który dzierży już od czterech lat. I wszystko wskazuje na to, że będzie dzierżył dalej. 

Boniek prowadzi PZPN w sposób skuteczny. Ogarnął ten cały harmider, jaki panował za rządów Grzegorza Laty i jego poprzedników. Uspokoił malkontentów, których była dotąd cała armia. Otoczył się "bliską gwardią". Swoimi ludźmi. Zgasił też wszystkie gniazda kontestacji. Zresztą gasił pożary regularnie.

Czasem zapominał o obietnicach, jakie złożył, ale był widocznie zaabsorbowany swoimi obowiązkami w PZPN. Przez te cztery lata udało mu się osiągnąć kilka znaczących sukcesów, jak finał Ligi Europy 2015 w Warszawie, czy przyszłoroczne mistrzostwa Europy do lat 21. Wielki prezes powinien jednak zostawić po sobie jakiś pomnik.

Te najbliższe cztery lata będą okazją na to, by zbudować wreszcie nasz polski odpowiednik francuskiego Clairefontaine. Wielki ośrodek szkoleniowy. Nie musi być od razu 50 hektarów, wystarczy 20. A z czego budować jest - niedawno wyszło na jaw, że PZPN Bońka wygenerował ponad 150 milionów złotych. Po ostatniej aferze "hotelgate", szczególnie warto się zastanowić nad tym pomysłem...

Trzeba jednak odnotować, że niedawno pojawiła się kontrkandydatura do fotela prezesa PZPN Swoich sił spróbuje znany biznesmen Józef Wojciechowski. Z całym szacunkiem dla niego, nie widzę jednak wielkiego zagrożenia dla Bońka. Hasło "wpompuję w polską piłkę 500 milionów" wydaje się puste. Bez pokrycia.

 

Gdyby natomiast Wojciechowski - zajmujący się na co dzień branżą nieruchomości - powiedział, że w ciągu dwóch lat wybuduje Polsce za te 500 mln drugie Clairefontaine, byłby zdecydowanie bardziej wiarygodny i przekonujący... Cóż, nie jestem jednak w jego sztabie.

Tadeusz Fogiel, RH, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze