Arka przystępowała do meczu z Pogonią z postanowieniem przerwania złej serii trzech spotkań bez porażki w lidze. Szczecinianie mieli natomiast wciąż przed oczami prestiżowe zwycięstwo z Legią Warszawa 3:2. W razie zwycięstwa zbliżyliby się do piątej w tabeli Arki na punkt różnicy, mieli więc o co walczyć. A dzięki temu, że twierdza Gdynia została już wcześniej zdobyta przez Piasta Gliwice, wiedzieliśmy, że gospodarzy można także ograć nad morzem.

Pierwsze minuty meczu to nieznaczna przewaga Arki, która nie stworzyła sobie jednak żadnej ciekawej sytuacji. Z drugiej strony boiska także było bardzo nudno i zmarznięci kibice nie mieli żadnej okazji na rozgrzanie. Pierwsze poważne zdarzenie miało miejsce w 35. minucie i... od razu zakończyło się golem. Dośrodkowanie z lewej strony boiska nie miało prawa zagrozić bramce Konrada Jałochy, ale jego kolega z drużyny Adam Marciniak w niezrozumiały sposób zgrał piłkę do środka, gdzie był już Adam Frączczak. Gracz Pogoni skorzystał z prezentu i wyprowadził gości na prowadzenie.

Do Świąt Bożego Narodzenia jeszcze dwa miesiące, ale piłkarze Arki w pierwszej połowie uparli się, by rozdawać podarki szczecinianom. Kolejny błąd gdynianie popełnili 4 minuty później, a ich katem znowu został Frączczak. Tym razem centra Pogoni prawie znalazła się w rękawicach Jałochy, który wypuścił jednak piłkę w fatalny sposób, a ta odbiła się od napastnika i wpadła do siatki. Tym samym Frączczak zdobył w ciągu czterech minut bramki numer trzy i cztery w tym sezonie Ekstraklasy.

Po tych wydarzeniach łatwo było przewidzieć obraz gry po przerwie. To Arka prowadziła grę, robiąc to jednak bardzo nieumiejętnie, to znaczy nie stwarzając dobrych okazji na gola. Blisko szczęścia chwilę po pojawieniu się na boisku był Rafał Siemaszko, ale jego uderzenie nożycami odbiło się pechowo od pleców obrońcy. Dobrze broniący Dawid Kudła miał także dużo szczęścia kilka minut przed końcem, gdy Damian Zbozień z kilku metrów uderzył prosto w jego ręce.

Problemów z wykończeniem akcji swojej drużyny nie miał za to Mateusz Matras, który dobił gospodarzy w doliczonym czasie gry. Niczym rasowy snajper wykorzystał on odbitą piłkę i ze stoickim spokojem umieścił ją w długim rogu bramki Jałochy. Pogoń wygrała starcie ćwierćfinalistów Pucharu Polski 3:0 i kontynuuje marsz w górę tabeli. Arka ma przed spotkaniem z Bytovią spore problemy, bowiem gdynianie nie potrafią zdobyć trzech punktów od czterech meczów. Czy przełamią złą passę w Bytowie?

Arka Gdynia - Pogoń Szczecin 0:3 (0:2)
Bramki: 0:1 Adam Frączczak (35-głową), 0:2 Adam Frączczak (39), 0:3 Mateusz Matras (90+5).

Żółta kartka - Arka Gdynia: Dawid Sołdecki, Miroslav Bożok, Rafał Siemaszko, Marcus Vinicius. Pogoń Szczecin: Ricardo Nunes.
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów 6 512.