Pindera: Minęło 16 lat od walki Tyson – Gołota!

Sporty walki
Pindera: Minęło 16 lat od walki Tyson – Gołota!
fot.PAP

Walce, której formalnie nie było, właśnie stuknęła kolejna rocznica. Tego co się tam wtedy zdarzyło nie sposób jednak zapomnieć.

The Palace w Auburn Hills pod Detroit, tam Andrzej Gołota, 20 października 2000 roku zmierzył się z Tysonem. Na komentatorskie stanowisko dotarłem w ostatniej chwili, bo kolega dziennikarz niezbyt precyzyjnie zamówił taksówkę, która oczywiście nie dojechała. A na kolejną musielibyśmy czekać dobrze ponad godzinę.

 

I wtedy z pomocą przyszła właścicielka hotelu w którym się zatrzymałem. Odpaliła półciężarówkę i dzięki niej zdążyłem na czas. Dla kolegi miejsce było tylko na pace z tyłu, a wiało wtedy mocno.

 

TVP zapłaciła za prawa do tego pojedynku prawie pół miliona dolarów. I o ile się orientuje to do tej pory rekord, nikt w Polsce za żadną inną walkę nie dał więcej. Oczekiwano wielkiego wydarzenia, a przecież głównymi bohaterami byli panowie po przejściach. Tyson najlepsze czasy miał już za sobą, głośno było o jego uzależnieniu od psychotropów.

 

A Gołota jak to Gołota, każdy jego występ mógł przynieść coś nieoczekiwanego, należało być przygotowanym na niespodzianki. Wystarczyło sięgnąć pamięcią nieco wstecz: do dwóch walk przegranych na własne życzenie z Riddickiem Bowe, do błyskawicznej porażki z Lennoksem Lewisem, czy pojedynku z Michaelem Grantem, który wygrywał u wszystkich sędziów, by nagle zrezygnować z jego kontynuowania.

 

Z Tysonem zaczęło się źle, ale po tej strasznej bombie „Żelaznego” pod koniec pierwszego starcia Andrzej podniósł się błyskawicznie. Trzeba przyznać, że niewielu w wadze ciężkiej miało taką szczękę jak on. W drugiej rundzie bił się twardo i siedząc tuż przy ringu wydawało się, że jeszcze wszystko możliwe. Byłem przekonany, że jeśli ta wojna potrwa dłużej, to Tyson może jej nie wytrzymać. I tu nagle Gołota rezygnuje, nie chce walczyć dalej!!!

 

Idąc do szatni przechodził blisko mojego stanowiska, nigdy nie zapomnę tego co się wtedy działo, jak my wygrażano, obrażano, rzucano czym się da. Co zrozumiałe nie było go na konferencji prasowej, podobnie zresztą jak Tysona, który miał ponoć tylko powiedzieć, że kończy karierę. Na konferencji prasowe Gołotę najmocniej atakował jego własny trener, Al Certo, wyzywając od tchórzy, a trener Tysona, Tommy Brooks brał go w obronę.

 

Najmocniej jednak zapadł mi w pamięci inny obrazek: kiedy wychodziłem z opustoszałej już hali zobaczyłem Gołotę z Ziggim Rozalskim, wraz z żonami. Szli szybko, pewnym krokiem, a za nimi, czego nie widzieli, wolno, ze spuszczoną głową snuł się samotny Tyson.
Gdyby ktoś nie widział walki nie miałby najmniejszych wątpliwości: to Mike wyglądał na przegranego.

 

Kilka dni temu w Przeglądzie Sportowym przeczytałem rozmowę Przemysława Osiaka z Tysonem. Były mistrz reklamuje teraz polski napój energetyczny. Rozmowę przeprowadzono w Sofii. Co ciekawe potwierdza w niej moje spostrzeżenia sprzed szesnastu lat. Przyznał, że bał się Gołoty i po drugiej rundzie poczuł, że może być źle.

 

- Byłem kur… szczęśliwy, że już po wszystkim. Nie wiem dlaczego zrezygnował – powiedział Osiakowi.

 

Wtedy, już po gali pojechaliśmy z nieżyjącym Piotrkiem Pożyczką do Detroit na bankiet na którym miała świętować ekipa Tysona. Piotrek miał dobre układy z jednym z jego trenerów. Ale impreza skończyła się zanim się zaczęła. Mike nawet się tam nie pojawił.

 

Później okazało się, że w jego moczu wykryto marihuanę. Walka została uznana za nieodbytą, a Komisja Sportowa stanu Michigan zawiesiła jego licencję na trzy miesiące. Ale choć walki formalnie nie było, to wszyscy, którzy ją oglądali zapamiętają to co się tam wydarzyło na zawsze.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze