W audycji "Przy Niedzieli o Sporcie"  na antenie radia TOK FM Przemysław Iwańczyk rozmawiał z prezesem Legii Warszawa Bogusławem Leśnodorskim oraz dyrektorem do spraw sportu w Telewizji Polsat Marianem Kmitą. Tematem był wyścig do fotela prezesa PZPN, w którym biorą udział obecny prezes związku Zbigniew Boniek oraz Józef Wojciechowski. Wybory odbędą się 28 października.

 

Przemysław Iwańczyk: Podoba się Panom batalia o fotel prezesa PZPN?

 

Marian Kmita: Dla mnie jest to jakaś karykatura rywalizacji. Konia kują, a żaba nogę podstawia. Zestawienie kandydatur Zbigniewa Bońka i Józefa Wojciechowskiego w racjonalnych wyborach nie mieści się w żadnej skali, ani jeśli chodzi o przeszłość piłkarską, ani management w tej dyscyplinie sportu. Nie krzywdząc pana Józefa, jeśli chodzi o zdolności biznesowe, Zbyszek też ma potężną przewagę intelektualną w zarządzaniu dość trudną jednostką, jaką jest PZPN. Jeśli te wybory miałyby się odbyć uczciwie, według racjonalnych kryteriów, kto będzie lepszym prezesem przez najbliższe cztery lata, to wynik powinien być 118 do 0. Ale ponieważ te kryteria nie zawsze obowiązują, jest to walka o związaną z PZPN władzę, o pieniądze i popularność, szczególnie ostatnio, gdy koniunktura na piłkę znacznie się powiększyła. Dlatego mamy taki wyścig tego zaplecza, które z różnych powodów nienawidzi Bońka, również z racji tego, że jest postacią wybijającą się ponad szarość tej sceny. Dlatego mamy taki wyścig dość kuriozalny, dla mnie to jest parodia.

 

Przemysław Iwańczyk: Pytanie tylko, czy jest taki prezes, któremu nie można nic zarzucić? Czy czteroletnia prezesura Bońka była pozbawiona wpadek?

 

Bogusław Leśnodorski: To nie ma znaczenia. Ja powiem tylko, ze mam jeden mandat z tych 118, więc mój głos nie jest aż tak ważny. Odniosę się do słów mojego przedmówcy, że rzeczywiście jest tak, że te wybory to nie są wybory popularności, w takiej formule, którą szeroko pojęta opinia publiczna mogłaby uznać za racjonalną. Tę decyzję podejmie 118 osób z różnych miejsc, kręgów kulturowych i z różną historią w sporcie, biznesie i innych dziedzinach życia. One się nie kierują takimi zasadami, które łatwo byłoby zrozumieć i łatwo byłoby wytłumaczyć.

 

Przemysław Iwańczyk: Może okaże się, że Józef Wojciechowski ma fenomenalny program, który pozwoli jeszcze bardziej, jeszcze szybciej, jeszcze perfekcyjnej modernizować polską piłkę? Może zobaczymy prezentację, która nas oszołomi.

 

Bogusław Leśnodorski: Nikomu nie odbieram prawa do przedstawiania programów. Mogę powiedzieć tylko tyle, że zarówno w piłce klubowej, jak i w związku, jestem od kilku lat i tam się cuda nie zdarzają. Są potrzebne pieniądze, które należy mądrze wydawać i ciężko na nie pracować. Nic więcej się tu nie zdarzy i żadne strategie, szumne plany tego nie zmienią. Trzeba szkolić młodzież, pomagać klubom, pomagać środowisku, starać się ciągnąć to środowisko do góry zarówno jeśli chodzi o zaplecze sportowe, jak i intelektualne.

 

Marian Kmita: Dowody przeszłości są druzgocące dla pana Józefa Wojciechowskiego.

 

Przemysław Iwańczyk: Polonia jest piętnem z którego się nie pozbiera?

 

Marian Kmita: Ale czy są jakieś inne próby działalności pana Wojciechowskiego w piłce?

 

Przemysław Iwańczyk: W piłce nie, ale w branży budowlanej...

 

Marian Kmita: Zapraszamy więc do ministerstwa budownictwa. Niech działa w takiej dziedzinie, w której mógłby być wiarygodny, bo jest fachowcem z dokonaniami.

 

Bogusław Leśnodorski:  Ja uważałem, że powinno być tak, że cała ekstraklasa powinna funkcjonować en bloc. Koledzy podjęli taką decyzję, że każdy klub głosuje jak chce. Słyszałem, że były jakieś spotkania przedstawicieli klubów ekstraklasy i pierwszej ligi z kandydatami, ale nie znam szczegółów, bo kompletnie się z tego wyłączyłem. Przyjmuję to, że każdy głosuje w zgodzie z własnym sumieniem. Uważam, że to jest złe, bo ekstraklasa powinna funkcjonować jako jeden organizm.

 

Przemysław Iwańczyk: Opozycja chyba jeszcze nikomu nie zaszkodziła, jeśli proponuje konstruktywne zmiany?

 

Bogusław Leśnodorski: Opozycja jest dobra, nie wiem tylko, czy my jako społeczność piłkarska całkowicie dorośliśmy do demokracji. Pamiętajmy jeszcze o jednym: prezes jest w PZPN postacią ważną, ale jest też niezwykle ważne kto za tym stoi i kto wykonuje codzienną pracę: sekretarz, trener kadry i kilka innych ważnych osób. Bardzo ważne jest to, żeby ci ludzie, którzy mają tę pracę na co dzień wykonywać, mieli doświadczenie, wiedzieli, co robią i przede wszystkim byli przewidywalni. Dużym obciążeniem polskiej piłki i PZPN zawsze była duża doza nieprzewidywalności. To jest złe dla sponsorów, to jest złe dla kibiców, dla mediów i dla piłkarzy. Dlatego dla mnie bardzo ważna jest przewidywalność tego, co się będzie działo w następnych latach.

 

Cała dyskusja na temat zbliżających się wyborów prezesa PZPN do wysłuchania TUTAJ.