Maciej Turski: Jesteś już po kilku tygodniach współpracy m.in. z Marcinem Różalskim. Jak to wszystko wygląda, jakie postępy udało się osiągnąć, jak dogadujecie się z Marcinem?

Popek Monster: Co do przygotowań, to już jest dziewiąty tydzień! Zostało mi jeszcze pięć z Marcinem. Bardzo ciężko trenuję. On nie podjąłby się trenowania Popka, by narobić sobie wstydu, stojąc w moim narożniku. Jestem szoku, spędzając z nim czas w garażu i dostając... Robię z nim sześć rund po pięć minut, sparingi i różne rzeczy, więc chyba będe gotowy! Daję sobie radę, odpuściłem używki, jestem chory, ale i tak wypruwam sobie flaki dwa razy dziennie. Na pewno się nie poddam. Jeśli będę dobrze przygotowany kondycyjnie, to wychodzi na to, że jeżeli oddajesz serce, to możesz się przygotować będąc skończonym alkoholikiem.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na trenowanie z Marcinem Różalskim? Wiadomo, że jesteście obaj życiowymi wariatami - to was pewnie łączy, choć nie spodziewaliśmy się, że będzie tak w aspekcie sportowym.

Bardziej poszło o sympatię do serca. On jest takim samym banitą jak ja, tylko z innych dzielnich. Jesteśmy sympatycznymi ludźmi - poważnie! Może nie wyglądamy, ale mamy więcej serducha niż bankierzy czy bezduszni lekarze. Pomaga zwierzakom, kto by pomyślał?! Do tego pasja, wielki szacunek dla niego. Do tego wiele innych rzeczy, choćby fakt, że podjął się trenowania mnie. Dostaję solidny wycisk, ale wychodzę z treningu jak motylek. Chyba każdy, kto jedzie do niego na trening, po tym, jak tam wymiotował, miałby lekkie obawy (śmiech). Jestem zadowolony, bo jestem takim samym masochistą.

Jak wygląda twoje życie muzyczne? Czy trochę na tym cierpi?

Oddałem całe serce treningom. Ostatnio odmówiłem obiadu, by tylko spotkać się na chwilę z córką. Czasami gram jeszcze koncerty, ale traktuję to, jak walkę z Mariuszem, bo to są soboty. Ograniczyłem liczbę koncertów. Traktuję to jako pewien rodzaj cardio na scenie. Od razu po koncertu schodzę ze sceny i idę spać, by zdążyć na trening do Marcina Różalskiego. Całe moje życie przełożyłem na trening. Jestem w szoku!

Będziesz trenował z Marcinem Różalskim do samej gali?

Dokładnie tak, zostaję tam do końca i to się nie zmieni. Można to fajnie połączyć, może tym razem zaproszę córkę do siebie. Cieszę się, że trenuję u tego świra.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.