1. Trzecioligowy nurek i pochopna jedenastka

Wszystko zaczęło się w Jastrzębiu Zdroju. Zawodnik trzecioligowego GKS-u Jastrzębie, Wojciech Canibol powinien dostać żółtą kartkę za symulowanie w polu karnym Wigier, padł bowiem jak rażony prądem mimo znikomego kontaktu z bramkarzem rywali, Karolem Salikiem. Sędzia spotkania dał się jednak nabrać i wskazał na wapno.

Sam "poszkodowany" jednak po meczu stwierdził, że kontakt był - sędzia miał więc prawo do podyktowania jedenastki i z niego skorzystał. Skutkiem błędnej decyzji był gol wyrównujący dla gospodarzy zdobyty z jedenastu metrów. Dla sędziego Kornela Paszkiewicza spotkanie "na szczęście" zakończyło się zwycięstwem przyjezdnych, więc mogą oni w pewnym stopniu zapomnieć o skandalicznym karnym.

2. Piłka dośrodkowana zza linii w Bytowie?

W pierwszej połowie meczu między Drutexem-Bytovią, a grającą na co dzień klasę wyżej Arką Gdynia efektownie lewą flanką urwał się pomocnik gospodarzy, Mateusz Klichowicz, który nie dał złapać się obrońcy rywali. Dośrodkowana przez niego piłka trafiła wprost pod nogi Janusza Surdykowskiego, któremu pozostało dobić ją z najbliższej odległości.

Powtórki wykazały jednak, że futbolówka zagrywana z lewego skrzydła mogła być już całym obwodem poza placem gry. Czy sędziowie powinni więc uznać gola?

3. Los chce z Lechem grać w pokera, raz mu daje, raz zabiera...

Furia kibiców i władz Lecha Poznań były nie do opisania, gdy do siatki w ligowym meczu przy Łazienkowskiej trafił Kasper Hamalainen. Powtórki wykazały, że Fin z Legii w momencie zdobywania bramki na wagę zwycięstwa w ligowym klasyku znajdował się na znacznym spalonym, sędzia zaś grę puścił i gola uznał.

Tym razem los postanowił oddać Kolejorzowi to, co zabrał w stolicy. W spotkaniu Pucharu Polski z Wisłą Kraków Dawid Kownacki trafił do siatki w bliźniaczych okolicznościach do Hamalainena - po sparowaniu piłki przez bramkarza rywali, Łukasza Załuski. Jak wykazały powtórki, Polak był minimalnie wysunięty za wracającego obrońcę Białej Gwiazdy.

4. Technologia goal-line w Niepołomicach?

Trener miejscowej Puszczy zapowiadał, że jego piłkarze zrobią wszystko, by nie jechać do Szczecina na wycieczkę. I mają na to szanse, bo w 85. minucie spotkania z Pogonią Szczecin zdobyli bramkę, która daje im nadzieję na sprawienie kolejnej pucharowej sensacji.

Przy prowadzeniu gości 2:0 Dominik Radziemski dośrodkował w pole karne do Marcina Orłowskiego, a ten z bliska pokonał Jakuba Słowika. Bramkarz Portowców co prawda wybił futbolówkę, jednak ta według sędziego zdążyła już przekroczyć linię bramkową. Piłkarze Pogoni protestowali, że piłka do siatki nie wpadła, ale sędzia był nieugięty. Powtórki pokazały, że miał on rację.

 

Opisane sytuacje w załączonym materiale wideo.