Christoph Daum trenerem piłkarskiej reprezentacji Rumunii został w lipcu, zastąpił Anghela Iordanescu po finałach Euro 2016. O kulisach zatrudnienia niemieckiego szkoleniowca i zmianach, jakie zaszły po objęciu przez niego sterów kadry opowiedział w programie Cafe Futbol Paweł Golański, były zawodnik m.in. Steauy Bukareszt.

 

"Po Euro dużo pisano o nie najlepszej atmosferze, o tym, że wielu piłkarzy obrażało się za to, że nie grali. Znam środowisko rumuńskie i wiem, jacy to są piłkarze, jakie charaktery. Chcieliby grać jak Hagi, ale to jest dla niektórych nieosiągalne. Jeden czy drugi piłkarz, który nie wystąpił na Euro w podstawowym składzie, kręcił nosem. Oni mają takie charaktery, że potrafią pójść do dziennikarza, popłakać, a później to gdzieś wypływa i tworzą się takie dziwne historie, które nie wpływają na dobrą atmosferę. Teraz trochę się tam zmieniło. Jest nowy trener, który przyszedł z zewnątrz. To jest również oczyszczenie pewnych schematów i sytuacji panujących w Rumunii" - stwierdził Golański.

 

Czy Christoph Daum był faworytem do objęcia posady selekcjonera?

 

"Wiedziałem, że w końcu przyjdzie czas, że reprezentacja Rumunii dostanie trenera z zewnątrz, że nie będzie to Rumun. Tak naprawdę było to potrzebne, bardzo mocno zastanawiała się nad tym prasa, twierdząc, że nadszedł czas na kogoś nowego. Pamiętacie, w Polsce również był moment, gdy zastanawiano się, czy zatrudnić trenera z zagranicy i przyszedł Leo Beenchakker. Odkurzył wszystko, wprowadził swoją wizję. Rumuni liczą, że to samo nastąpi teraz w ich reprezentacji. Być może wyniki trzech pierwszych spotkań eliminacyjnych nie są porażające, natomiast panuje ogólne przeświadczenie, że to był dobry krok. Reprezentacja się scala, trener często staje za piłkarzami. Pomimo remisu w Kazachstanie, na gorąco powiedział, że wszyscy powinni być dumni z piłkarzy, bo jest to gorący teren i niejedna drużyna tam straci punkty. Selekcjoner jest przekonany, że to wszystko idzie w dobrym kierunku i jego drużyna wywalczy awans" - dodał były reprezentant Polski.