Majewski: Tylko głupek nie wie, jeśli mu podają doping

Inne
Majewski: Tylko głupek nie wie, jeśli mu podają doping
fot. CyfraSport

Wierzyć, czy nie wierzyć w tłumaczenia sportowców, którzy zostali przyłapani na dopingu? Wyjaśnienia mogą być różne, ale wszystko i tak rozstrzygną badania, więc może czasami, najlepiej milczeć?

Łukasz Majchrzyk: Kiedy pan słucha Therese Johaug, to jako doświadczony sportowiec, uśmiecha się pan pod nosem?

Tomasz Majewski: Wiadomo, że ciężko uwierzyć w to tłumaczenie i kiedy się słyszy o pomadce do ust, to się człowiek uśmiecha. Z drugiej strony, stężenie u niej wykryte jest bardzo małe i czasami nawet takie dziwne tłumaczenia okazują się prawdziwe. Trzeba uważać, bo takie dziwne usprawiedliwianie się może się do człowieka przylepić. Chyba lepiej się w ogóle nie tłumaczyć, bo badania i tak wszystko zweryfikują. Może lepiej odcierpieć swoje i potem dalszą częścią kariery "przykryć" tę wpadkę? Polskiemu hokeiście już do końca świata będzie się pamiętać barszcz z krokietami.

Kto by pomyślał, że w pomadce do ust może być coś niebezpiecznego, a jednak jest? Inna sprawa, czy Johaug mówi prawdę.

Nawet profesjonalny sportowiec może wpaść w bardzo głupi sposób. Czasami zdarzają się takie sytuacje, że człowiek nawet nie pomyśli, że coś może mu grozić, a potem ma problemy. Shelly Ann Fraser wpadła na dopingu po wizycie u dentysty. Zazwyczaj sportowcy dopytują się dokładnie, jakie leki im są podawane, ale w tamtym przypadku o takiej czujności nie pomyślała, a z drugiej strony dentyście nie przyszło do głowy, że w znieczuleniu, które jej podaje może być coś niewłaściwego.

Często można usłyszeć, że sportowiec nie wiedział, co dostaje.

To sportowiec ponosi pełną odpowiedzialność za to, co się znajduje w jego organizmie. Jeśli ktoś tego sam nie kontroluje, to jest głupcem. Nie można się nie zorientować, że ktoś coś podaje. Jeśli podaje, to na prośbę sportowca. W sytuacji, gdy jakiś zawodnik stosuje program dopingowy, to wiedzą wszyscy w jego ekipie. Jedyna sytuacja, jaka przychodzi mi do głowy, gdy ktoś sobie nie zdaje sprawy, to taka, że jest kompletnym idiotą. Wszystkiego można się domyślić nawet po wynikach, po tym, jak się zachowuje organizm, jak się przybiera masę mięśniową, bo w normalnych warunkach, bez koksu, to się dzieje dużo wolniej. O dopingu mówi się tyle, że ciężko nie wiedzieć nic na jego temat.

Oddzielny temat to odżywki.

Odżywki bywają niebezpieczne, to jest prawda i można mieć pecha, ale potem wszystko wyjdzie w badaniach. Jeśli stężenie w organizmie jest niewielkie, to można przyjąć, że takie tłumaczenia są prawdziwe, ale jeśli ilość jest duża, to nie ma możliwości, żeby to się stało przez wzięcie zanieczyszczonej odżywki. Według badań 25 proc. odżywek dostępnych na świecie jest zanieczyszczonych, dlatego trzeba stosować tylko te wyprodukowane przez zaufane firmy.

Bierzemy odżywkę z półki w sklepie i kiedy powinna się zapalić lampka ostrzegawcza?

Kiedy na etykiecie widzimy, że producent pochodzi z USA. Tamte odżywki są bardzo niebezpieczne, bo tam może je wytwarzać praktycznie każdy, a producentom nie zależy specjalnie na ich czystości, tylko na efekcie, jaki dają. Głównymi odbiorcami odżywek w Stanach są amatorzy, a oni mają inne priorytety. Miałem kiedyś jedną odżywkę, którą chciałem używać, ale dla pewności przebadałem ją na własną rękę i pomógł mi w tym PZLA. Dopiero wtedy mogłem ją bezpiecznie brać. Jeśli ktoś chce, to może bardzo zminimalizować ryzyko, bo jest nawet specjalna strona, na której można sprawdzić listy zakazanych substancji i porównać ze składem danego produktu.

Jak przychodzi katar, przeziębienie, to tylko czosnek i cytryna?

Można wziąć właściwie tylko aspirynę, a potem to już tylko naturalne metody: czosnek, cytryna, sok z malin. Nawet takie leki jak Fervex czy Gripex są dla sportowców zakazane, bo zawierają pseudoefedrynę.

Na jedzenie też trzeba uważać?

Na mięsie można wpaść. To jest najbardziej niebezpieczne. Kiedyś do tuczenia zwierząt używano clenbuterolu, a to jest przecież też zakazana substancja. Może się zdarzyć jednak tak nieprawdopodobna sytuacja jak na jednym piłkarskim turnieju młodzieżowym, gdzie u ponad 100 zawodników wykryto podwyższony poziom clenbuterolu. Tamten turniej odbywał się w Meksyku, a w Ameryce Południowej i Środkowej wciąż taka substancja może się znaleźć w wołowinie. Sprawa została wyjaśniona.

Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze