Wizards musieli sobie radzić bez swojego lidera - Johna Walla. 26-letni rozgrywający przed sezonem miał operowane oba kolana, a ponieważ poprzedni mecz stołeczna drużyna rozgrywała zaledwie dobę wcześniej, trener Scott Brooks postanowił dać mu odpocząć. Z powodu kontuzji uda w ich szeregach zabrakło także Bradleya Beala.

 

Tak osłabieni wyrównaną walkę toczyli z Bulls do połowy trzeciej kwarty. Od stanu 66:66, w pięć minut "Byki" zdobyły 15 punktów, a goście zaledwie cztery. Powstałej w tym czasie straty Wizards już nie udało się zniwelować.

 

"Czarodzieje" przegrali m.in. dlatego, że nie potrafili zneutralizować Jimmy'ego Butlera. 27-latek spisywał się rewelacyjnie niemal w każdym aspekcie gry. Nie tylko zdobył 37 punktów, ale również miał dziewięć asyst, osiem zbiórek i trzy przechwyty.

 

Gortat był natomiast wyróżniającą się postacią pokonanej ekipy. Na parkiecie przebywał prawie 35 minut i uzyskał szóste w tym sezonie tzw. double-double. Złożyło się na nie 18 punktów oraz 14 zbiórek. 32-letni łodzianin trafił dziewięć z 12 rzutów z gry. Jego konto uzupełniają dwie asysty i blok. Miał także dwie straty i cztery faule.

 

Wśród przyjezdnych lepszy od Polaka był tylko Markieff Morris, który uzyskał 24 pkt i 15 zbiórek.

 

Wizards z bilansem 2-7 zajmują przedostatnie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. Słabsza jest tylko ekipa Philadelphia 76ers (1-8), z którą w środę "Czarodzieje" zagrają na wyjeździe. Bulls (6-4) sklasyfikowani są na piątym miejscu.