Polska Agencja Prasowa: Formalnie jest pan jeszcze przez kilkanaście dni trenerem trzech czołowych polskich par męskich, ale nie zdecydował się pan na przedłużenie kontraktu na kolejne lata. Pod pana opieką biało-czerwoni wywalczyli medale mistrzostw Europy, stawali na podium zawodów World Touru oraz brali udział w rywalizacji olimpijskiej. Jakby pan podsumował ten okres pracy?

 

Martin Olejnak: Po igrzyskach w Rio de Janeiro pozostał niedosyt. Myślałem, że trochę więcej osiągniemy na tej imprezie. Jak patrzę ogólnie na ten ostatni sezon, to jestem jednak bardzo zadowolony. 2015 rok był najmniej udany w mojej pracy w Polsce. Powody były różne - zawodnicy mieli wówczas swoje problemy, trapiły ich kontuzje. Powiedziałem im później, że jak dobrze przepracujemy okres przed kolejnym sezonem, to będzie znacznie lepiej. I tak było, ale niestety nie w turnieju olimpijskim. Ale i tak mam dużą satysfakcję z tego, co osiągnęliśmy razem.

 

W kontekście wspomnianego startu w Rio de Janeiro czy też wcześniejszych lat żałuje pan którejś ze swoich decyzji? Ma pan poczucie, że można było coś zrobić inaczej, lepiej?

 

Raczej niczego nie żałuję i niczego bym nie zmienił. Może niektóre małe problemy inaczej bym rozwiązał, ale nie mam poczucia, że popełniłem jakiś duży błąd. Nie na wszystko też miałem wpływ.

 

Krążą pogłoski, że przed nowym sezonem dojdzie do rozstania pierwszej pary, z którą pan zaczął współpracę - Grzegorza Fijałka i Mariusza Prudla. Występujący razem od 2008 roku zawodnicy nie chcieli na razie potwierdzić tej informacji i zaznaczyli, że czekają na pomysły nowego szkoleniowca. Jak pan widzi dalsze losy najbardziej utytułowanego duetu w historii polskiej siatkówki plażowej?

 

Jestem przekonany, że muszą zmienić partnerów. Wynik uzyskany podczas ostatnich igrzysk jest na to dowodem. W Brazylii nie było między nimi chemii. Chcieli osiągnąć sukces, ale coś nie zadziałało. Nie stanowili monolitu. Uważam, że koniecznie powinni spróbować swoich sił w innych zestawieniach. W przypadku Grześka i Mariusza to nawet nie jest kwestia różnicy charakterów, ale tego, jak się widzi pewne sprawy, spojrzenia na sport.

 

Podobno już wcześniej wyszedł pan z propozycją, by zestawić ich z przedstawicielami młodego pokolenia - Michałem Brylem i Kacprem Kujawiakiem.

 

Pomysłów i opcji było więcej. Teraz będzie to pytanie dla nowego trenera. To on podejmie decyzję i będzie ponosił za nią odpowiedzialność.

 

Kolejnym doświadczonym duetem, z którym pan pracował w Polsce byli Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz, którzy w ostatnich latach często mieli pecha, jeśli chodzi o zdrowie...

 

Myślę, że oni też nie będą już razem grali. Mieli dwie szanse na udział w igrzyskach i nie wyszło. Nie mają już wspólnego celu. Jak już mówiłem, wszystko będzie zależało od nowego szkoleniowca, ale ja bym proponował im zmianę.

 

Jedynym z tych trzech duetów, który by się obronił przed takim zaleceniem, będą więc Bartosz Łosiak i Piotr Kantor?

 

Oni chyba zapłacili frycowe podczas turnieju olimpijskiego w Rio. Ale uważam, że w ich przypadku najlepsze lata dopiero przyjdą. To młodzi zawodnicy. Gdyby nie awansowali na te igrzyska, to nikt nie mógłby mieć do nich pretensji. Zajęli trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej WT w ostatnim sezonie. To pokazuje, że są parą, która jest przyszłością polskiej siatkówki plażowej. Są nią również Bryl i Kujawiak, którzy byli na zapleczu naszej kadry. Gdy ktoś był kontuzjowany, to jeden z tej dwójki zastępował go w imprezach WT. Próbowaliśmy różnych kombinacji i wychodziło to interesująco. Złapali dzięki temu pewność siebie, co potwierdzili pod koniec sezonu, gdy w Grand Slamie w Long Beach zagrali bardzo dobrze i zajęli piąte miejsce.

 

Uważa pan, że mogą w niedalekiej przyszłości - tak jak w tym roku Kantor i Łosiak - stawać na podium zawodów cyklu?

 

Tak. To kolejny duet, który może coś zdziałać. Ale z drugiej strony nie wiadomo, czy nowy trener nie spróbuje ich zestawić z bardziej doświadczonymi graczami po to, by przyśpieszyć ich rozwój. To często stosowane rozwiązanie. Dzięki temu młodzi zawodnicy osiągają dany poziom nie za cztery lata, ale za dwa.

 

Zaczynając pracę w Polsce miał pan pod opieką tylko Fijałka i Prudla. Później dołączyły do nich dwie kolejne pary. Który model jest lepszy w przypadku tej dyscypliny sportu - indywidualna praca, czy w szerszej grupie, co pozwala na zwiększenie rywalizacji?

 

Trudne pytanie. Idealnym rozwiązaniem wydaje się być sytuacja, gdy na jedną parę przypada jeden trener. Taki scenariusz możliwy jest jednak tylko w krajach, w których zawodnicy dzięki działaniom marketingowym mogą sobie pozwolić na samodzielne opłacanie szkoleniowca. Gdy pieniądze wykłada federacja, to trzeba się dostosować. To nie jest według mnie aż taki problem. W innych krajach często funkcjonuje system, gdzie na dwóch trenerów przypadają trzy, cztery pary z danego kraju i dają radę. Zawodnicy mogą to widzieć inaczej. Zwłaszcza ci doświadczeni, którzy później muszą się podzielić szkoleniowcem z innymi. Jeśli im się nie podoba taka sytuacja, to mogą wydawać własne pieniądze i mieć trenera na wyłączność.

 

Polski Związek Piłki Siatkowej nie podał jeszcze, kto od przyszłego sezonu będzie szkoleniowcem czołowych męskich par. A pan wie już, z kim będzie współpracował od 2017 roku?

 

Mam kilka propozycji, które rozważam. Możliwe jest zarówno prowadzenie kobiecych par, jak i męskich. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest praca z rodakami. To jedna z opcji. W tym wypadku w grę wchodziłby tylko żeński duet, bo nie ma obecnie na Słowacji męskich par, z którymi można byłoby pracować i walczyć na arenie międzynarodowej. W przypadku kobiecej ekipy jednak pojawił się znak zapytania, bowiem jedna z siatkarek z tego duetu zrezygnowała i nie wiadomo, czy uda się znaleźć dla niej odpowiednią następczynię. Nie wiadomo też, czy w związku z tym krajowa federacja wyłoży odpowiednie pieniądze. Sprawa jest niełatwa, ale wciąż otwarta. Bardziej lubię męską siatkówkę, bo jest bardziej dynamiczna, atletyczna. Ale z drugiej strony u kobiet jest mniejsza konkurencja i łatwiej o sukces. Mam też oferty z Niemiec. W ciągu dwóch, trzech tygodni będę musiał podjąć decyzję.