Pierwsza runda rozgrywek nie zakończyła się po myśli sztabu szkoleniowego i drużyny Wisły. 14. miejsce w tabeli ekstraklasy i sześć kolejnych meczów bez zwycięstwa, to najkrótsze podsumowanie.

 

„Po ostatnim w rundzie, zremisowanym bezbramkowo meczu z Arką Gdynia, dużo rozmawialiśmy i wyciągnęliśmy wnioski, które będziemy teraz wdrażać. Dobrze wiemy, że nasza gra na pewno wygląda lepiej, niż wskazuje na to miejsce w tabeli. Ale za wrażenia artystyczne w piłce nikt punktów nie daje. Musimy ciężko pracować, by tę sytuację poprawić” – tłumaczy trener.

 

Z Lechią Gdańsk Wisła spotkała się w tym sezonie w 1. kolejce rozgrywek i pokonała rywali 2:1, pokazując dobrą grę, potrafiła zneutralizować atuty gości. Trener Kaczmarek chciałby powtórzenia wyniku, ale zdaje sobie sprawę, że to już nie jest ta sama Lechia, ani Wisła, co w lipcu.

 

„Lechia jest dziś jednym z kandydatów do tytułu mistrza Polski. Zdajemy sobie sprawę, że na swoim stadionie jest groźniejsza, niż w meczach wyjazdowych. Dla nas każdy mecz to szansa, by zdobyć kolejne punkty, których bardzo nam brakuje. Na razie nie myślimy o kolejnych trudnych rywalach, o Legii i Jagiellonii, z którymi będziemy grać jeszcze w tym roku, skupiamy się na Lechii. W Gdańsku nie będzie miejsca na błędy, musimy być skoncentrowani i wykorzystać wszystkie swoje atuty” - podkreślił szkoleniowiec.

 

Po czterech miesiącach w ekstraklasie trener i zawodnicy mają wiele nowych doświadczeń. „Już wiemy, że ekstraklasa nie wybacza błędów, czego doświadczyliśmy na własnej skórze. Wiemy też, że nie możemy spekulować, każdy pojedynek trzeba grać na 100 proc. możliwości, a stwarzane sytuacje podbramkowe muszą się przekładać na zdobycze punktowe. Jeśli będzie ich zbyt mało, to będziemy mieć problemy, a tego chcemy uniknąć” – wyjaśnił Kaczmarek.

 

Bohaterem pierwszego meczu w ekstraklasie był Przemysław Szymiński, który strzelił wyrównującego gola. Po nim na listę strzelców wpisał się Dominik Furman, dając płockiej drużynie komplet punktów.

 

„Grając półtora roku w 1. lidze w Płocku nie udało mi się ani razu trafić do bramki rywala. Wcześniej miałem na koncie kilka goli strzelonych w Rozwoju Katowice. Można sobie wyobrazić, jak wielka była moja radość po zdobyciu dla drużyny pierwszej bramki w ekstraklasie, która była moim pierwszym golem w barwach drużyny, a w dodatku przyczyniłem się do zwycięstwa swojej drużyny” – powiedział obrońca Wisły.

 

Zawodnik zdobył drugiego gola w meczu 3. kolejki z Legią i to była na razie jego ostatnia bramka strzelona w ekstraklasie.

 

„Moja rola przy egzekwowaniu stałych fragmentów gry nie zmieniła się. Za każdym razem jestem pod bramką rywali. Jednak widocznie los tak chciał, że piłka przestała mnie szukać, nawet mnie omija i nie zdobywam kolejnych bramek. Przy każdym stałym fragmencie gry jestem na polu karnym rywali, razem z kolegą z defensywy – Tomislavem Bozicem, idziemy do przodu, jesteśmy bardzo zdeterminowani, niestety bezskutecznie. Może któryś z nas wreszcie strzeli gola w sobotę w Gdańsku” – dodał Szymiński.