Słynny brodacz ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem 26 punktów, 14 asyst i 12 zbiórek. Miał także trzy przechwyty. Dokonał tego przebywając na parkiecie 32 minuty. Przed ostatnią kwartą "Rakiety" prowadziły różnicą 17 punktów i trener Mike D'Antoni mógł oszczędzać swoją gwiazdę.

 

"W drużynie jest odpowiednia +chemia+. Wszyscy czują się dobrze w swoich rolach. Oczywiście będziemy popełniać błędy i wciąż mamy wiele do poprawy. Jeśli jednak zawodnicy nadal będą chcieli nad sobą pracować, to dobre rzeczy będą się nam przydarzały" - powiedział szkoleniowiec.

 

Poprzedni sezon Rockets z bilansem 41-41 zakończyli na ósmym miejscu w Konferencji Zachodniej i odpadli już w pierwszej rundzie fazy play off. Władze klubu postanowiły zatrudnić D'Antoniego, pod którego wodzą pełnię swoich możliwości w Phoenix Suns rozwinął Steve Nash.

 

W wynikach na razie wielkiej poprawy nie ma. Teksańczycy z dorobkiem 7-5 zajmują szóste miejsce. Hardena natomiast 65-letni trener rzeczywiście wyniósł na wyższy poziom. Powierzył mu funkcję rozgrywającego i ten jeszcze częściej ma piłkę w swoich rękach, co bardzo mu odpowiada. Średnio w meczu zdobywa 28,7 pkt, czyli niemal tyle samo co w poprzednim sezonie (28,0). Do kosza trafia jednak z większą skutecznością - 47,8 proc. wobec 43,9. W każdym meczu ma też 12,6 asyst, czyli o pięć więcej niż w rozgrywkach 2015/16.

 

W ekipie Trail Blazers wyróżnił się C.J. McCollum - 26 pkt.

 

Bohaterem ekipy Minnesota Timberwolves był natomiast Andrew Wiggins. 21-latek zdobył 35 punktów i miał 10 zbiórek, a jego zespół rozbił we własnej hali zespół Philadelphia 76ers 110:86.

 

Trzecie zwycięstwo w tym sezonie odnieśli koszykarze Washington Wizards. "Czarodzieje" u siebie pokonali New York Knicks 119:112. Marcin Gortat zdobył dla gospodarzy 16 punktów. Drużyna Polaka ma na koncie także osiem porażek i zajmuje 13. miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej.

 

W pozostałych czwartkowych meczach Miami Heat pokonali we własnej hali Milwaukee Bucks 96:73, a drużyna Chicago Bulls na wyjeździe wygrała z Utah Jazz 85:77.