Iwańczyk: Największy atut Legii? Magiera!

Piłka nożna
Iwańczyk: Największy atut Legii? Magiera!
fot.Cyfrasport

Nie potrafię powiedzieć, jakim trenerem jest Jacek Magiera od strony warsztatowej. Ale wiem za to, że to jeden z najlepszych w Polsce fachowców od zarządzania ludźmi. A od tego przecież prosta droga do sukcesów sportowych. Czy dziś w Dortmundzie czeka nas kolejna niespodzianka?

Po druzgocącej porażce w pierwszym meczu z Borussią (0:6) tego samego należałoby w drugim meczu. Przeciwko Realowi Madryt klęski powinny być jeszcze dotkliwsze, ze Sportingiem można by spodziewać się w miarę najłagodniejszego wymiaru przegranej. Tak pewnie wyglądałaby Liga Mistrzów Legii Warszawa, gdyby jej trenerem nadal pozostawał Albańczyk Besnik Hasi. W porę jednak odszedł, więc do uratowania jest i obrona tytułu w ekstraklasie, ale i szansa awansu do Ligi Europy.

 

Nie ma nic prostszego niż wyżywać się na nieobecnym już szkoleniowcu. Wytknięcie mu jednak jego kardynalnych błędów, zachować nieprzystających nawet kierownikowi sklepu mięsnego jest jak najbardziej na miejscu, by zrozumieć, skąd wzięła się przemiana Legii. Odkąd przyszedł Magiera, w lidze drużyna wygrała pięć meczów, przegrywając zaledwie jeden, w pucharach - przegrała w Lizbonie i Madrycie, ale już w Warszawie przeciwko Realowi była o krok od największej sensacji fazy grupowej tego sezonu.

 

Nie chadzam regularnie na treningi Legii, metamorfozę widać jednak gołym okiem spoglądając na zespół w trakcie meczów. Choć nie potrafię powiedzieć, jakim trenerem jest Magiera od strony warsztatowej, wiem, że na pewno jest jednym z najlepszych fachowców od zarządzania grupą. Nawet jeśli czasem stawia na szali obniżenie wartości sportowej - przypuszczam, nie wiem - poskładał zupełnie rozsypany, podzielony na drobne kawałki zespół niezdolny do jakiegokolwiek sukcesu.

 

„Nie powinienem tego mówić, ale kiedy przyszedłem do szatni Legii jeszcze za czasów Hasiego, złapałem się za głowę. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem” - tymi słowy odpowiadał Miroslav Radović na pytanie różnice w atmosferze w drużynie przed i po zmianie trenera. Prowadziłem to spotkanie pomocnika Legii z kibicami i na tę jego szczerość szeroko otwierałem oczy. Jeśli tak doświadczony gracz decyduje się powiedzieć bez ogródek jak fatalnym szefem był Hasi, to znaczy, że w zespole było naprawdę źle.

 

Obecnie Magiera stał się największym atutem Legii, także w dzisiejszym meczu w Dortmundzie. Celowo stosuję tę parabolę, by uwydatnić umiejętność zarządzaniu grupą w sporcie. Mógłby Vadis Ofoe wznieść się na szczyt, mógłby Bartosz Bereszyński rozegrać kilka świetnych meczów, ale zapewne nie byłoby tego, gdyby nie czyste głowy piłkarzy, jasne relacje między nimi czy wreszcie rola przełożonego-partnera, w jaką wszedł Magiera.

 

Spójrzmy na przykłady. Jakuba Rzeźniczaka miało już w klubie nie być, Magiera konsekwentnie dawał mu szansę, odbudowywał mimo kolejnych klopsów, wskazał obrońcę na jeden z filarów drużyny. Kryzys przechodził również Nemanja Nikolić, właściwie ławka była najlepszym miejscem, skąd powinien zaczynać spotkania, a na pewno w prestiżowym spotkaniu z Realem w Warszawie (w Madrycie nie wyszedł w składzie). Magiera postawił na swoim i choć węgierski napastnik nie błysnął w tym meczu, zrobił to w kolejnym, bo trener nie pozwolił na to, by się zdemotywował. Kolejnym przykładem jest Kasper Hamalainen, który po golu przeciwko Lechowi z miejsca dostał miejsce w jedenastce na następne spotkanie, czy ostatnio Waleri Kazaiszwili, który pracował z mozołem na treningach, a formę pokazał w świetnej pierwszej połowie w reprezentacji Gruzji przeciwko Mołdawii (gol, kilka kluczowych zagrań, cztery odbiory). Magiera szybko też wyciągnął wnioski i nie stawiał Gruzina na skrzydle, gdzie kompletnie nie umie się znaleźć, tylko na pozycji numer 10, do której jest wyraźnie predestynowany. O rosnącej pozycji Michała Kopczyńskiego nie muszę przekonywać, chłopak, który kilkanaście miesięcy temu zastanawiał się, czy jest sens kontynuować karierę, dziś jest kluczowym graczem.

 

U Magiery zasady są przejrzyste - pracujesz, jesteś od początku do końca częścią zespołu, dostaniesz szanse. Nawet jeśli nazywasz się Michaił Aleksandrow, zmarnowałeś za poprzednich trenerów naście szans i właściwie nikt nie łudzi się, że jeszcze staniesz się ważnym piłkarzem.

 

Wracając do dzisiejszego meczu w Dortmundzie, nie wykluczałbym niespodzianki, jaką byłby np. remis. Legia jest na wysokiej wznoszącej, nawet jeśli to jeszcze nie szczyt, bo przecież obecny trener na przygotowanie zespołu miał niewielki wpływ. Naprawdę potrafię sobie wyobrazić, że Legia gra z Borussią na swoich warunkach, tak jak zrobiła to kilka dni temu w Białymstoku. Z Magierą w roli szefa wszystko jest możliwe.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze