Po czterech kolejkach Młodzieżowej Ligi Mistrzów piłkarze Legii Warszawa mieli na koncie tylko jeden punkt, lecz w każdym kolejnym meczu pozostawiali po sobie co najmniej dobre wrażenie. Dwa spotkania z Realem Madryt przegrali minimalnie, jedną bramką, ale ich gra naprawdę mogła się podobać. Na prawym skrzydle szalał Konrad Michalak, w środku pola dobrze radził sobie Bartłomiej Urbański, a w ataku szans szukał Sandro Kulenovic. Czasami brakowało mu skuteczności, ale widać było, że potencjał jego, jak i całej ekipy, jest spory.

Przed starciem z Borussią Dortmund, Polacy ciągle mieli szanse na awans do następnej rundy. Wystarczyło pokonać Niemców, a w ostatniej kolejce Sporting oraz liczyć na minimalną pomoc Realu. Spotkanie z BVB odbyło się za zamkniętymi drzwiami, gdyż Borussia bała się przyjazdu fanów z Warszawy. W związku z tym klub utajnił miejsce meczu "z powodów bezpieczeństwa".

Początek był bardzo wyrównany, lecz w poczynania obu zespołów wkradało się zdenerwowanie. Pierwsi nerwy opanowali piłkarze Borussii, którzy w jedenastej minucie objęli prowadzenie. Gabriel Kyeremateng nie miał szczęścia za pierwszym razem, ale po chwili strzałem głową pokonał Radosława Majeckiego. Trenera Krzysztofa Dębka to nie przestraszały - ciągle zachęcał legionistów do śmiałych ataków. To przyniosło efekt zadziwiająco szybko. Najpierw pomylił się Adam Ryczkowski, później Legia miała sporo szczęścia, bo piłka trafiła w słupek bramki strzeżonej przez Majeckiego.

Mimo to Legia schodziła na przerwę... prowadząc! Najpierw wyrównał Sebastian Szymański, który kapitalnie uderzył z linii pola karnego, a gola na 2:1 strzelił Miłosz Szczepański, wykorzystując świetną centrę z lewej strony. W tym samym czasie Real prowadził ze Sportingiem, więc gdyby zawodnikom ze stolicy Polski udało się utrzymać prowadzenie, to wygrana w ostatniej kolejce ze Sportingiem dałaby im awans.

Tak się jednak nie stało, gdyż Borussia wyszła na drugą połowę bardzo zmotywowana. Legia miała spore problemy z opuszczeniem własnej połowy, a po kwadransie był już remis. Bruun Larsen - tego dnia rezerwowy - trafił prosto w okienko zza pola karnego. Na dziesięć minut przed końcem błąd popełnił Mateusz Hołownia, który stracił piłkę we własnym polu karnym. Larsen wyłożył ją Etienne'owi Amenyido i Niemcy po raz drugi wyszli na prowadzenie.

Legia grała ambitnie i zdołała wyrównać! Podanie od Tomasza Nawotki trafiło do Szymańskiego, który po raz drugi wpakował piłkę do siatki. Mecz zakończył się więc remisem 3:3. Polacy stracili tym szansę na awans do kolejnej fazy.

 

Borussia Dortmund - Legia Warszawa 3:3 (1:2)

Bramki: Kyeremateng 10, Larsen 59, Amenydo 79 - Szymański 31, 88, Szczepański 41.

Borussia: Pulisic - Schulte, Lippert (46 Pieper), Kilian, Beste (46 Larsen) - Mangala, Burnic - Kopacz, Yilma (75 Amenydo), Wanner - Kyeremateng.

Legia: Majecki - Nawotka, Małachowski, Żyro, Hołownia - Szymański, Urbański - Michalak (75 Leleno), Szczepański (79 Waniek), Ryczkowski - Kulenovic (70 Czarnowski).

Żółte kartki: Wanner, Burnic, Amenydo, Larsen - Szymański.