Prezes Pogoni Lwów: Chętnie zagralibyśmy w polskiej lidze

Piłka nożna
Prezes Pogoni Lwów: Chętnie zagralibyśmy w polskiej lidze
fot. PAP
Piłkarze Pogoni Lwów podczas meczu towarzyskiego z ŁKS Łódź.

Na ich stadionie nie ma nawet wody. Piłkarze dostają tylko drobne stypendia, ale na ich meczach można zjeść dobrą kiełbaskę z grilla. Piłkarze Pogoni Lwów nie mają łatwego życia, ale się nie poddają.

Łukasz Majchrzyk: Kiedyś stadion Pogoni Lwów to było jedno z najważniejszych miejsc polskiego sportu. Co dzisiaj się tam znajduje?

Marek Horbań, prezes Pogoni Lwów: Na tym terenie znajduje się jednostka wojskowa. Niedaleko swój stadion mieli też Czarni Lwów, ale tam mieści się obecnie urząd skarbowy. Oba miejsca są praktycznie nie do odzyskania. Gramy teraz na obiekcie VIS, klubu mniejszości niemieckiej, zbudowany w latach międzywojennych. Odbywały się na nim tzw. "mecze przyjaźni" podczas wojny, po których nie wszyscy wracali do domu. Z drugiej strony, zagrała tam swój ostatni mecz reprezentacja Lwowa. W tym spotkaniu zagrało pięciu zawodników Pogoni. Wystąpił też Kazimierz Górski, który nigdy w Pogoni nie grał, ale był jej kibicem i jest utożsamiany z naszym klubem.

Jak wygląda ten stadion?

Stadion jest w bardzo złym stanie. Należy do Politechniki Lwowskiej, która w ogóle o niego nie dba. Mamy podpisaną tylko umowę najmu. Nic na obiekcie do nas nie należy, a musimy dodatkowo utrzymywać murawę. Nigdy nie wiemy, co nas czeka za rok, bo umowy są podpisywane na 12 miesięcy. Nie możemy nawet niczego wyremontować na tym stadionie. Ostatnio są problemy nawet z dostarczeniem wody.

Ktoś zalega z opłatami?

Nie... Po prostu rury są w dramatycznym stanie. My, jako zwykły najemca, nie mamy obowiązku tego zrobić, a władze Politechniki mówią, że taki remont im nie jest do niczego potrzebny i taki stan sobie trwa.

To jak podlewacie murawę?

To jest duży problem. Od czasu do czasu przyjeżdżają służby miejskie i podlewają płytę, ale nie robią tego regularnie, więc stan murawy jest beznadziejny. Dobrych obiektów najbardziej nam brakuje, a we Lwowie nie ma za bardzo stadionu, który Pogoń mogłaby przejąć. Władze miasta nie wspierają nas i nawet nie chodzi o politykę, ale skoro nie ma środków na pomoc ukraińskim klubom, to jak wsparcie miasta dla polskiego klubu odebraliby mieszkańcy? Mam nadzieję, że znajdzie się jakiś sponsor, który kiedyś nam stadion wybuduje. Może taki obiekt powstanie pod miastem? To też byłoby dobre rozwiązanie.

Ile osób przychodzi na mecze Pogoni?

Mamy bardzo małe trybuny i na mecze przychodzą na ogół rodziny zawodników. Często są matki z małymi dziećmi, w wózkach. Mamy takie rodzinne, piknikowe kibicowanie. Nie mamy szalikowców. Na meczach są też dzieci z naszej szkółki. Ktoś musi biegać po piłki, które wylecą daleko za boisko (śmiech). Nie sprzedajemy biletów na nasze mecze, czasami wręcz robimy różne działania, mające zachęcić kibiców. Można u nas zjeść nawet kiełbaskę z grilla (śmiech).

Ale trenerów macie z wysokiej półki...


Naszym pierwszym trenerem jest Witalij Łobasiuk, który jeszcze niedawno był asystentem trenera Karpat Lwów. Przedtem Pogoń prowadził człowiek, który był pierwszym trenerem i dyrektorem sportowym Niwy Tarnopol. Mamy naprawdę dobrych fachowców. Udało nam się nawet znaleźć trenera bramkarzy, co nie jest regułą w trzeciej lidze.

 

Chcecie, żeby w klubie grało jak najwięcej Polaków?

 

Pracujemy z młodzieżą. W pierwszym składzie Pogoni grają chłopcy z roczników 1994, 1993, 1991. Chyba nie ma nikogo starszego. Jest kilku zawodników, którzy mówią o sobie, że są Polakami. Kilku kolejnych piłkarzy twierdzi, że babcie albo prababcie były Polkami. Ważne jest to, że grają dla polskiego klubu, na którego strojach jest napisane po polsku "Pogoń Lwów". Często można usłyszeć z trybun niezbyt przyjemne okrzyki i oni grają mimo tego. Takich zawodników trzeba docenić jeszcze bardziej, bo grają dla Pogoni praktycznie za darmo.  Musimy pamiętać, że ponad 70 lat we Lwowie nie było polskiego sportu, więc ciężko znaleźć w tym mieście wyszkolonych piłkarzy polskiego pochodzenia. W szkółce są praktycznie sami Polacy, więc w przyszłości będzie nam łatwiej.

Zaczyna was wspierać spółka PGNiG. To będą duże pieniądze?

O szczegółach nie mogę mówić, bo to jest tajemnica handlowa, ale te pieniądze powinny wystarczyć na pokrycie bieżącej działalności klubu: wyjazdów na mecze, obozów. Dalej współpracujemy jeszcze z PZU Ukraina. Kiedyś wspierał nas też producent farb "Śnieżka". Pomagają nam też polskie firmy z Ukrainy. Mamy nadzieję, że to wsparcie będzie jeszcze mocniejsze. Nie możemy zarabiać, bo nie mamy stadionu, więc jesteśmy w całości zależni od takiej pomocy.

Ma pan ambicje, żeby za parę lat grać na wyższym poziomie?

Często słyszę pytania, czy Pogoń chce kiedyś zagrać w polskiej lidze? Z przyjemnością zagramy, jeśli granice się otworzą, będzie można swobodnie podróżować i swoje domowe spotkania będziemy mogli rozgrywać we Lwowie. Na razie byłby wielki problem wizowy, kolejki na granicach. Mamy swoje ambicje, ale na to potrzeba sporo pieniędzy. O ekstraklasie nawet nie myślimy, nawet nie liczyłem, ile pieniędzy byśmy potrzebowali.

Do waszej szkółki garną się dzieci?

Dopiero formujemy nasze młode drużyny, ale mamy już roczniki 2009-2010 czy 2007-2008. Jak szukamy? Chodzimy po polskich szkołach z trenerem, piłkarzami pierwszej drużyny. Współpracujemy z "Kurierem Galicyjskim", mediami internetowymi. Często informacje o naborze podają księża z ambony. Jakoś sobie radzimy.

Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze