Ronaldo wrócił i... nic nie zrobił. Ale Real wygrał ze Sportingiem

Piłka nożna
Ronaldo wrócił i... nic nie zrobił. Ale Real wygrał ze Sportingiem
fot. Tiago Petinga PAP/EPA
Ronaldo został serdecznie powitany w Lizbonie. I krzywdy swojemu macierzystemu klubowi nie zrobił

Powrót Ronaldo do domu. Pod takim hasłem upłynęły ostatnie dni w Lizbonie. Ale już sam mecz Sportingu z Realem miał innych bohaterów. Ostatecznie Real wygrał 2:1 i zapewnił sobie awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Portugalczycy zagrają z Legią o prawo gry w Lidze Europy.

Ronaldo w akademii Sportingu, Ronaldo grający w Sportinu, Ronaldo pierwszy raz grający przeciwko Sportingowi (w barwach Manchesteru United), Ronaldo spacerujący w zadumie po stadionie Jose Alvalade... O tym wszystkim można było poczytać, to wszystko można było zobaczyć w portugalskich mediach w ostatnich dniach. W natłoku informacji, którym można nadać wspólny tytuł "Ronalado wraca do domu", słabiej zorientowanym kibicom mógł umknąć fakt, że przy okazji przyjazdu do Lizbony bodaj najsłynniejszego wychowanka Sportingu, odbędzie się jeszcze jakiś mecz.

A przecież mecz był to nie byle jaki. Bo w piątej kolejce Ligi Mistrzów "Lwy" z Lizbony podejmowały Real Madryt. Sporting w poprzednich kolejkach lepiej grał niż punktował. We wszystkich trzech przegranych meczach od rywali dzieliła podopiecznych Jorge'a Jesusa jedna bramka, od zdobyczy punktowej - odrobina szczęścia. Nic więc dziwnego, że nawet przed starciem z Królewskimi nikt w Lizbonie nie tracił nadziei na dobry wynik.

Piłkarze Sportingu również nie wyglądali na przestraszonych i długo skutecznie przeciwstawiali się Realowi. Duża w tym zasługa duetu stoperów Coates - Semedo, którzy umiejętnie rozbijali ataki gości i szczególnie starannie zajmowali się Cristiano Ronaldo.

By zdobyć bramkę Królewscy musieli więc poczekać na stały fragment. Z rzutu rożnego dośrodkował Modrić, piłkę trącił Ronaldo, a obrońcy Sportingu... czym prędzej uciekli z pola bramkowego próbując złapać rywali na spalonym. Nie udało się. Raphael Varane z kilku metrów strzelił pierwszą bramkę meczu.

Dziesięć minut później fantastyczną akcję przeprowadził Gelson Martins. Tuż przed polem karnym sfaulował go Marcelo (za co otrzymał żółtą kartkę), a z rzutu wolnego groźnie uderzył Bruno Cesar.

Do przerwy wynik się już jednak nie zmienił, ale gospodarze wciąż mieli jeszcze 45 minut, by uniemożliwić Realowi pierwsze w historii zwycięstwo na stadionie Sportingu.

Po przerwie nadal bardzo aktywny był Gelson Martins. Wspierali go William i Bruno Cesar. Wydawało się jednak, że w 64. minucie Sporting definitywnie stracił szanse na choćby jeden punkt. Joao Pereira, który ni stąd ni zowąd znalazł się pierwszy raz w tym sezonie Ligi Mistrzów w wyjściowym składzie Sportingu, za irracjonalne zachowanie dostał czerwoną kartkę.

Gospodarze, nawet w dziesiątkę, nie rezygonowali jednak z odrobienia strat. I w końcu dopięli swego. Po zagraniu ręką Fabio Coentrao sędzia podyktował rzut karny, który wykorzystał kapitan Sportingu Adrien Silva. Na dziesięć minut przed końcem był remis...

Fatum raz jeszcze doścignęło jednak wicemistrzów Portugalii. Czwrty raz w tym sezonie, mimo obrej gry, przegrali jedną bramką. Tym razem katem Sportingu okazał się Karim Benzema, który w historii swoich występów w Lidze Mistrzów zdobył siódmego gola jako rezerwowy - czym wyrównał rekord Ole Gunnara Solskjera. Francuski napastnik gola na wagę zwycięstwa zdobył mocnym uderzeniem głową po precyzyjnym dośrodkowaniu Sergio Ramosa.

W ostatniej kolejce, 7 grudnia, Sporting przyjedzie do Warszawy, by zmierzyć się z Legią. Stawka niebagatelna - gra wiosną w Lidze Europy.

Liga Mistrzów, grupa F

Sporting Lizbona - Real Madryt 1:2 (0:1)
gole: 0:1 Varane (29.), 1:1 Adrien (80. karny), 1:2 Benzema (87.)

Sporting: Patricio - Pereira, Coates, Semedo, Zeegelaar - Adrien, William, Bruno Cesar (62. Campbell) - Gelson, Dost (77. Andre), Ruiz (68. Schelotto)

Real: Navas - Carvajal, Ramos, Varane, Marcelo (71. Coentrao) - Kovacić, Modrić, Isco (67. Benzema), Vasquez - Ronaldo, Bale (58. Asensio)

Widzów: 50046. Sędzia: William Collum (Szkocja). Czerwona kartka: Joao Pereira (64.)

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze