Dudek: Konflikt z trenerem? W ogóle ze sobą nie rozmawiamy...

Piłka nożna

"Konfliktu nie ma, bo osoba, która nas prowadzi, praktycznie z nami nie rozmawia. Nie ma też między nami chemii, co widać i tego nie ukryjemy. Te kilka kolejek było dla nas męczarnią. Dziś się zebraliśmy, powiedzieliśmy sobie, że tak dalej być nie może i chcieliśmy zdobyć trzy punkty, a przynajmniej nie przegrać. Z wygranej bardzo się cieszymy, bo ostatnie dwa miesiące to był bardzo trudny okres" - powiedział piłkarz Zagłębia Sosnowiec Sebastian Dudek przed kamerami Polsatu Sport.

Sebastian Staszewski: Kończycie rok zwycięstwem. Duża ulga? Widziałem, że po tej bramce Tomasza Nowaka wszyscy, łącznie z ławką rezerwowych, ruszyliście, by mu pogratulować.

 

Sebastian Dudek: Tak, przegraliśmy ostatnio kilka spotkań, ta passa była dla nas zła, nie tego się spodziewaliśmy i tak naprawdę dziś pokazaliśmy charakter i szacunek dla nas, dla klubu i kibiców, którzy za nami jeżdżą. Te punkty były nam potrzebne, a w piłkę umiemy grać, co udowodniliśmy już w niejednej kolejce. Wróciliśmy na dobre tory. Walczyliśmy, stworzyliśmy sytuację i zagraliśmy naprawdę dobre spotkanie.

 

Byłeś zaskoczony tym, że trener Piotr Mandrysz wpuścił Cię na boisko?

 

Tak. Myślałem, że po raz kolejny będę siedział na ławce i że się z niej nie ruszę. To jest przykre, bo jestem tu już od dwóch i pół roku, grałem w 98 procentach spotkań, w pierwszym składzie i jeszcze pełnię rolę kapitana. Tak się nie robi, nie sadza się piłkarza bez słowa na ławce rezerwowych, ale ja szanuję chłopaków, bo każdy pracuje na to, by grać. Dziś miłym akcentem zakończyliśmy ten rok, zdobyliśmy trzy punkty i nadal jesteśmy w czubie.

 

Powiedzmy sobie jasno, bo jest to tajemnica poliszynela: od kilku tygodni w waszej szatni trwa konflikt na linii zawodnicy - trener. Było to widać na boisku, było to widać też po waszych twarzach, gdy oglądałem was z boku. Jaka jest geneza tego konfliktu i co dalej, bo przecież taka sytuacja w klubie nie może nadal trwać?

 

Ja powiem tak: konfliktu nie ma, bo osoba, która nas prowadzi, praktycznie z nami nie rozmawia. Nie ma też między nami chemii, co widać i tego nie ukryjemy. Te kilka kolejek było dla nas męczarnią. Dziś się zebraliśmy, powiedzieliśmy sobie, że tak dalej być nie może i chcieliśmy zdobyć trzy punkty, a przynajmniej nie przegrać. Z wygranej bardzo się cieszymy, bo ostatnie dwa miesiące to był bardzo trudny okres. Pojawiło się jakieś światełko w tunelu...

 

Czy godzisz się z taką sytuacją i masz zamiar zostać w klubie na wiosnę?

 

Powiedziałem, że z tym klubem chcę się związać na dłuższy okres i może nawet tu zakończę karierę. Cieszę się, że tu trafiłem. Nigdy nie zgodzę się z rolą rezerwowego, chyba, że ktoś będzie ode mnie lepszy. Mamy grupę zawodników rywalizujących ze sobą i jeśli oni tę rywalizację wygrali, nie mogę mieć do nich pretensji. Nie zgodzę się na takie traktowanie przez osoby, które prowadzą nasz zespół, uważam, że to jest brzydkie. Dążę do tego, by w przyszłości być trenerem i wiem, że nigdy nie pozwolę sobie na takie rzeczy, bo trzeba mieć szacunek do starszych zawodników. Każdego można posadzić na ławce, ale trzeba mu o tym powiedzieć. Pełnię rolę kapitana, więc tym bardziej do takiej rozmowy powinno dojść.

 

Usiądziesz do stołu, jeśli trener Mandrysz Cię do niego zaprosi?

 

Jasne. Nie jestem osobą konfliktową. Mam swój charakter, swoją charyzmę, ale nie jestem nietykalny. Każdy może mieć zły okres, nie zawsze świeci słońce i nie zawsze ma się formę, ale - jak powiedziałem wcześniej - w tej sytuacji trener nieładnie się zachował.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze