Podczas badań antydopingowych w organizmie mistrzyni olimpijskiej z Vancouver (2010) i siedmiokrotnej świata we wrześniu znaleziono ślady niedozwolonego środka clostebol zawartego w kremie, który biegaczka stosowała na poparzone słońcem usta. Norweska agencja antydopingowa „Antydoping Norge” zawiesiła w październiku biegaczkę do 18 grudnia. We wtorek przedstawiła propozycje 14 miesięcy dyskwalifikacji.

 

Były legendarny szwedzki biegacz narciarski Torgny Mogren, a obecnie komentator radiowy stwierdził, że nie jest zaskoczony.

 

„Tu w końcu chodzi o sterydy anaboliczne, więc wymiar kary musi być surowy. Proponowana dyskwalifikacja jest w miarę odpowiednia. Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby była krótsza niż rok" - skomentował.

 

Najbardziej utytułowany biathlonista w historii tej dyscypliny Norweg Ole Einar Bjoerndalen stwierdził jednak, że proponowana kara jest zbyt surowa. "Dla sportowca zawodowego nawet tydzień przerwy z powodu choroby jest poważnym problemem, a co dopiero ponad rok”.

 

Czterokrotny mistrz olimpijski i 11-krotny świata w tej dyscyplinie Norweg Emil Hegle Svendsen ocenił z kolei, że 14 miesięcy to „potwornie dużo”, biorąc pod uwagę, że Johaug znajduje się na szczycie swojej kariery, miała szanse na wspaniały i być może życiowy sezon z kulminacją podczas mistrzostw świata w Lahti na przełomie lutego i marca.

 

„W tej sytuacji kara dla zawodniczki znajdującej się w takim punkcie kariery i w takiej dyspozycji jest wręcz nieludzka” - powiedział.

 

Z kolei prawnik Robin Mackenzie–Robinson, ekspert od Trybunału Arbitrażowego ds. sportu CAS w Lozannie, do którego Johaug po ostatecznej decyzji norweskiej konfederacji sportu o dyskwalifikacji zamierza się odwołać uważa, że norweska agencja antydopingowa wybrała łagodniejszy wymiar kary.

 

Jego zdaniem sprawa jest podobna do kolarza Stefano Agostiniego, który w 2013 roku za stosowanie trofoderminu, tego samego kremu co Johaug, został zdyskwalifikowany na 15 miesięcy.

 

„W ocenie, czy kara jest surowa czy nie nazwałbym tą propozycję neutralną i jej wymiar bardzo pasuje do praktyk CAS i innych międzynarodowych organizacji” - powiedział Mackenzie w rozmowie z norweskim dziennikiem „Verdens Gang”.

 

Podkreślił też, że „propozycja jest sygnałem, że komisja raczej celuje w niższy wymiar kary i dała wiarę wyjaśnieniom Johaug. Wygląda na to, że stwierdzono istnienie okoliczności łagodzących”.

 

Ludvig Holmberg, ekspert narciarski szwedzkiego dziennika „Expressen” stwierdził, że norweska komisja postarała się zadowolić wszystkie strony.

 

„Nie jest to rok dyskwalifikacji, lecz 14 miesięcy, co daje szanse na start w zimowych igrzyskach olimpijskich w Korei w 2018 roku, ponieważ kara zakończy się na 9 tygodni przed ich rozpoczęciem. Gdyby miało to być 16 miesięcy, Johaug nie miałaby już tej szansy, a kara niższa niż rok spowodowałaby zapowiedziane już interwencje Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) i Międzynarodowej Agencji Antydopingowej (WADA). W ten sposób więc chyba wszyscy będą usatysfakcjonowani”.

 

Podkreślił jednak, że szkoda w karierze utytułowanej biegaczki została już wyrządzona i pozostaje efekt etyczny: "wyobraźmy sobie, że dyskwalifikacja zakończy się tuż przez zimową olimpiadą, Johaug na niej wystartuje i w swojej determinacji i złości wygra wszystko. Jakie będą wówczas opinie świata?"