Mimo, że Łukasz Teodorczyk strzelił gola dla Anderlechtu Bruksela w 1/8 finału Pucharu Belgii to jego drużyna odpadła z rozgrywek. Po 90. minutach i dogrywce był wynik 2:2, a w serii rzutów karnych było 5-3 dla Charleroi i to właśnie ta ekipa awansowała do ćwierćfinału.

Jednak, gdyby w samej końcówce meczu Massimo Bruno wykorzystał znakomite podanie polskiego napastnika to "Fioletowi" cieszyliby się z awansu. A pochodzący z Żuromina snajper zanotowałby trzecią asystę w sezonie. Belgijski skrzydłowy włoskiego pochodzenia dostał piłkę jak na tacy od Teodorczyka. Wystarczyło z odległości dwóch metrów wpakować futbolówkę do pustej bramki. Jednak 23-letni gracz fatalnie skiksował i jego strzał zatrzymał się na poprzeczce bramki gospodarzy.

Niewykorzystana sytuacja zemściła się w doliczonym czasie gry. Do dogrywki doprowadził w 93. min Senegalczyk Amara Baby. Reszta historii jest już znana. Nie dość, że Bruno "ograbił" reprezentanta Polski z asysty to na dodatek został okrzyknięty jednym z głównym winowajców odpadnięcia Anderlechtu z Pucharu Belgii, choć w serii rzutów karnych wykorzystał jedenastkę. Jako jedyny wśród graczy stołecznego klubu karnego na gola nie zamienił właśnie Teodorczyka.

 

25-letni reprezentant Polski, który latem przeniósł się do Anderlechtu na zasadzie wypożyczenia z Dynama Kijów, w 24 występach w barwach belgijskiego zespołu strzelił już 20 goli.