Podczas rozgrywanego w środę finału FFA Cup w Melbourne zawodników czekało ciężkie zadanie. Plac gry był bowiem usiany mewami, których obecność stanowi na australijskich boiskach prawdziwy problem. Taki stan rzeczy znacznie utrudniał piłkarzom prowadzenie sprawnej i płynnej gry i tylko kwestią czasu było poturbowanie przez graczy niesfornego ptactwa. Najmniej szczęścia miał obrońca gości Sebastian Ryall. Podczas próby podania nieumyślnie uderzył piłką jedno ze zwierząt. Przytomnością umysłu, a zarazem wrażliwością wykazał się bramkarz Danny Vuković, który zniósł ranną mewę poza boisko, gdzie udzielono jej pomocy.

 

 

Co prawda altruizm golkipera nie został doceniony przez przeciwników i jego zespół przegrał spotkanie 0:1, jednak Australijczyk na pewno może być dumny ze swojej postawy.


Australijska Federacja Piłkarska (FFA) postanowiła interweniować, aby pomóc w narastającym problemie. Jak informuje twitterowy profil Adama Kotleszki, po ostatnim incydencie w najwyższej australijskiej klasie rozgrywkowej A-League wprowadzono specjalną kamerę, której zadanie będzie polegało na wychwytywaniu "zagrożonych" uderzeniem ptaków. Takie rozwiązanie powinno uspokoić wszystkich obecnych na stadionach ornitologów...

 

 

Również na naszym "podwórku" możemy zetknąć się z "ptasim motywem". Od połowy lat 80. jeden z najbardziej znanych kibiców Górnika Zabrze - Stanisław Sętkowski - po każdym meczu rozgrywanym na Stadionie im. Ernesta Pohla wręcza najlepszemu piłkarzowi Górnika w danym spotkaniu drób ze swojej fermy w postaci indyka lub koguta. W Polsce ta tradycja ma pozytywny charakter, jednak Australijczycy muszą się zmagać z prawdziwym "ornitologicznym problemem".


Cóż, co kraj to obyczaj...