Carlsen urodził się 30 listopada 1990 roku w niewielkim, 40-tysięcznym Tonsbergu. Jak o nim mówi, jest jednym z najstarszych miast w Norwegii (pierwsze wzmianki o jego istnieniu pochodzą jeszcze z sag wikingów o królu Haraldzie Pięknowłosym z końca IX wieku), a przez wiele wieków był siedzibą królów.

 

Na 26. urodziny zrobił sobie - jak ocenił - super prezent, pokonując po trwającym od 11 listopada meczu starszego o 11 miesięcy Siergieja Karjakina 9:7. Pochodzący z Symferopola reprezentant Rosji 21 listopada wygrał ósmą partię i objął prowadzenie 4,5:3,5. Na konferencji prasowej Norweg nie odpowiedział na żadne pytanie i szybko opuścił salę, zanim zjawił się jego rywal.

 

"To nie było fair z mojej strony, ale byłem tak zdruzgotany, że nie mogłem wykrztusić z siebie żadnego słowa. Psychika jest jednak u mnie najsłabszym obecnie punktem. Siła mojej gry nieco spada, kiedy nie wszystko idzie po mojej myśli. Będę musiał popracować nad tym elementem poważniej. Kiedy wszystko mam pod kontrolą, trudniej jest mnie pokonać. Ale rywalizacja to nie tylko zwycięstwa, to także porażki. No i z tym trzeba się umieć pogodzić" - powiedział mediom Carlsen.

 

Dziennikarze wspomnieli, że w każdym sporcie, nawet najlepsze gwiazdy pracują z psychologiem. "Czy myślisz o tym?" - zapytał jeden z nich, a mistrz świata odparł: "Tak, bardziej niż kiedykolwiek".

 

Czterokrotny mistrz Polski (2006, 2010, 2011, 2012) Mateusz Bartel dodał: - Z moich doświadczeń z Carlsenem, jak również z wywiadów, można dowiedzieć się, że jest to urodzony zwycięzca. To osoba, która w każdej dziedzinie chciałaby wygrywać. Myślę, że ta cecha charakteru odróżnia go na przykład od Karjakina i chyba okazała się kluczową w decydujących momentach meczu.

 

Skąd się wziął mistrz świata? Europa Zachodnia nigdy nie "rodziła" zbyt wielu gwiazd królewskiej gry. Podobnie, jak kraje skandynawskie, choć tam zdarzały się przypadki znakomitych szachistów, takich jak Bent Larsen z Danii czy Ulf Andersson ze Szwecji. W Norwegii, przed Carlsenem, znanym i cenionym arcymistrzem był Simen Agdestein, który w swoim najlepszym okresie należał do czołowej 20-30 świata. Był on zresztą trenerem Carlsena i jego osoba do dzisiaj ma wpływ na mistrza świata. Brat Simena - Espen, jest zresztą jego menedżerem.

 

Na dobrą sprawę taki zawodnik jak Carlsen w Norwegii wziął się znikąd. O jego sukcesie zadecydowały zarówno cechy osobowościowe, jak i ogromne wsparcie rodziców, którzy nie bali się szybko postawić wszystkiego na profesjonalną karierę syna. - Magnus, z moich doświadczeń, jest osobą zupełnie normalną. Miałem okazję zmierzyć się z nim w 2008 roku w niemieckiej Bundeslidze, doznając porażki. W temacie jego pasji, jaką jest piłka nożna, mogę powiedzieć, że prezentuje wysoki poziom amatorski. Nie jest to przypadek, gdyż jego trener Simen Agdestein, poza tytułem arcymistrza w szachach, był także reprezentantem Norwegii w... piłce nożnej (zagrał w niej osiem spotkań). Carlsen miał zatem u kogo się uczyć gry w piłkę i na boisku widać jego umiejętności - wspomniał Bartel.

 

Jak dodał, rok temu w Katarze zagrał przeciwko Carlsenowi w piłkarskim meczu, w którym to Norweg strzelił bramkę tzw. krzyżakiem, co w jakimś stopniu świadczy o jego umiejętnościach. Jest kibicem drużyny Łukasza Fabiańskiego Swansea City, na której to mecze zdarzało mu się przylatywać. Miał także okazję wykonywać "pierwsze kopnięcie". Na swoje 23. urodziny otrzymał nietypowy prezent. Na stadionie Santiago Bernabeu w obecności 68 tys. widzów rozpoczął mecz pomiędzy Realem Madryt i Realem Valladoid. Natomiast w 2014 roku zainaugurował spotkanie Królewskich z Celtą Vigo.

 

Carlsen od dzieciństwa zadziwiał fenomenalną pamięcią. Mając dwa lata, znał wszystkie marki samochodów. Jako sześciolatek przeczytał kilka książek szachowych, a patrząc na planszę potrafił określić jaka to partia, kto i kiedy ją grał oraz jakie były kolejne posunięcia. Gdy miał 13 lat pokonał wielką gwiazdę Anatolija Karpowa i zremisował z Garrim Kasparowem, a w 2010 roku, jako 19-latek, został najmłodszym numerem 1 w światowym rankingu.

 

W jednym z wywiadów powiedział: "Szachy traktuję jako batalię idei. Ja mam swoje plany, a mój przeciwnik własne. Cała zabawa polega na tym, by udowodnić, że moja ocena sytuacji jest trafniejsza. Im większy opór, tym przyjemność większa".

 

Organizatorzy meczu Norwega z Rosjaninem zbierają pochwały za jego przygotowanie oraz przeprowadzenie. Stworzyli komfortowe warunki zawodnikom, kibicom na miejscu oraz widzom w internecie. - Decyzja o wyborze Nowego Jorku i Manhattanu była świetna. Mimo wpadki na początku pierwszej rundy, potem transmisje przebiegały bez zastrzeżeń. Przez trzy tygodnie mieliśmy okazję słuchać świetnego komentarza (ok. 70 godzin) słynnej Węgierki Judit Polgar i emocjonować się 16 pojedynkami - podkreślił wiceprezes PZSzach. Adam Dzwonkowski.

 

Pięćdziesiąty piąty mecz o szachową koronę wzbudził ogromne zainteresowanie w wielu krajach. Jak poinformowała w sobotę telewizja NRK, w samej tylko Norwegii transmisje "na żywo" obejrzało 764 tys. osób, tj. jedna piąta mieszkańców kraju Magnusa Carlsena.