Już w sobotę do ringu we Wrocławiu wyjdzie były mistrz świata kategorii cruiser Krzysztof Włodarczyk (51-3-1, 37 KO). Jego ostatnimi ofiarami byli Valery Brudov (43-10, 29 KO) oraz Kai Kurzawa (37-5, 25 KO), a kolejnym przeciwnikiem będzie Leon Harth (14-1, 10 KO). Nie są to na pewno zawodnicy z najwyższej półki, lecz "Diablo" nie zamierza ich lekceważyć.

- Tak się tylko mówi "średnia klasa". Przypomnę tylko, zdaje się 2008 lub 2009 rok, jak mało znaczący Włoch boksował ze mną i miał pas mistrza świata - Giaccobe Fragomeni. Też nieliczący się, wyszedł do Davida Haye'a i zrobił spory raban - stwierdził

Włodarczyk ma już 35 lat i bardzo liczy na kolejną szansę mistrzowską. Wie, że ewentualne zwycięstwo w sobotę może zagwarantować mu coś bardzo dużego, więc skupia się tylko na jak najlepszym występie. - Nie mam czasu na nawet najmniejsze błędy. Wychodzę w sobotę, wygrywam, a później będziemy myśleć, co dalej. O błędzie nie myślę, bo to się nie wydarzy. Nie mam tego w głowie - powiedział.

Polski pięściarz znajdował się w ostatnich miesiącach w niezbyt komfortowej sytuacji politycznej między organizacjami. Trzy razy anulowano mu walkę z Bejbutem Szumenowem (17-2, 11 KO), który teraz będzie się bił o pas WBA. Nie doszło też do starcia z Olanrewaju Durodolą (24-3, 22 KO) o pas WBC Silver, a przecież Włodarczyk jest posiadaczem pasa IBF Inter-Continental. Sytuacja w wadze cruiser zrobiła się bardzo ciekawa: jaką drogę zamierza obrać obóz "Diablo"?
Podjęcie walki z Hartem było znakiem, że idziemy w stronę IBF-u. W WBC jest bardzo dużo niewiadomych - Breidis, Huck, a nie do końca określił się Bellew. Poszliśmy w stronę IBF-u, bo to jedyna organizacja, która trzyma się reguł. Jeśli jest obowiązkowy pretendent, to musi zaboksować o mistrzostwo świata - dodał trener Fiodor Łapin.
Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.