W meczu NMC Górnik Zabrze - Sandra Spa Pogoń Szczecin w roli szkoleniowca gości zadebiutował Mariusz Jurasik, który do 11 października był trenerem Górnika. Z klubem rozstał się oficjalnie w związku z odmienną niż zarząd "wizją przyszłości drużyny i zarządzania". 23 listopada przejął drużynę Pogoni, ale "w boju” sprawdził się dopiero w środę z uwagi na przełożenie dwóch wcześniejszym spotkań swojego nowego klubu.

Zabrzańscy kibice powitali go oklaskami. 207–krotny reprezentant Polski nie tylko dyrygował poczynaniami szczecinian zza linii bocznej, ale też wspierał kolegów czynnie na boisku. 40-letni wicemistrz świata był związany z zabrzańskim klubem od 2012 roku. Najpierw jako zawodnik, potem jako grający trener. Po zakończeniu w maju 2016 kariery zawodniczej miał się skupić wyłącznie na pracy szkoleniowej.

 

"Wynik jest wysoki, nie spodziewałem się tak łatwej wygranej Górnika. Do 20. minuty się trzymaliśmy. Wszystko się posypało po niewykorzystanym rzucie karnym. Potem była czerwona kartka Pawła Krupy i rozpadła się nasza obrona. Trzeba było ją kleić" – ocenił Jurasik, który rzucił w meczu sześć bramek.

 

Po końcowym gwizdku przyznał, że "musi złapać trochę tlenu".

 

"Ja po sześciomiesięcznej przerwie i dwóch tygodniach treningu walczyłem z większym zębem i charakterem niż niektórzy moi zawodnicy. Ale to się zmieni i na pewno drużyna będzie dużo lepiej wyglądać. Zaryzykowaliśmy w drugiej połowie, zagraliśmy na dwa koła i nam to nie wyszło" – dodał.

 

Przyznał, że powrót do gry był trudny.

 

"Było ciężko w wieku 40 lat, ale ciągnie wilka do lasu. I pewnie tak będzie, kiedy będę miał +60+. Poziom już nie taki jak 20 lat temu. W dwa tygodnie formy nikt nie zbuduje. Trzeba było zatkać dziurę w polu i musiałem wejść na boisko" – podsumował 207-krotny reprezentant Polski, którego zabrzańscy kibice powitali oklaskami.

 

NMC Górnik Zabrze - Sandra Spa Pogoń Szczecin 37:26 (18:11)

 

Najwięcej bramek: dla Górnika - Bartłomiej Tomczak 9, Michał Adamuszek 7, Andrzej Kryński 6; dla Pogoni - Mariusz Jurasik 6, Michal Bruna 6.