Zespół, składający się z toplanera Tobiasza „Agresivoo” Ciby, dżunglera Michała „Miavius” Makowskiego, midlanera Artura „Arteemo” Sarnowskiego, strzelca Krzysztofa „Buntownik” Kapicy i supporta Jakuba „kubYD” Grobelnego oraz wspierany przez menadżera Mateusza „JeiDi” Sówkę, znajduje się w ostatnim czasie na fali wznoszącej. Niespodziewanie dobry start w GeForce Cup na przełomie października i listopada pokazał zawodnikom, że wspólnie są w stanie osiągnąć naprawdę dużo, a jednocześnie gracze mają świadomość, że przed nimi mnóstwo pracy. Dlatego też po wspomnianym turnieju do drużyny na stałe dołączył trener – Bartłomiej „Cheery” Griese.

 

 

Tego nie spodziewał się zupełnie nikt

 

Nie ulega jednak wątpliwości, że występ Team Rebels w finale warszawskich zmagań był sporym zaskoczeniem zarówno dla kibiców, ekspertów, jak i nawet dla samych zawodników. Tym bardziej zważywszy na problemy, które drużyna miała w kwalifikacjach i nie tak dawne rotacje na pozycji wspierającego.

 

„Nasz występ na GeForce to była jednak wielka niespodzianka, a bardzo dobry wynik dał nam wręcz kopa do działania – bardzo szybko postanowiliśmy, że na pewno zagramy w kwalifikacjach do Challenger Series, bo nasze szanse na powodzenie są bardzo duże. Te wygrane dały nam bardzo dużo pewności siebie, naszą wartość odkryliśmy dopiero, kiedy udało nam się wygrać na poważne drużyny, jaką jest m.in. EURONICS Gaming” – powiedział midlaner Team Rebels, Artur „Arteemo” Sarnowski.

 

Co ciekawe, drużyna powstała zaledwie miesiąc wcześniej, kiedy na powrót do League of Legends zdecydował się Buntownik, a ostatnia, wymuszona zresztą zmiana miała miejsce na niedługo przed turniejem.

 

„Obawiałem się, że nie będę w stanie przekonać Agresivoo i Arteemo do wspólnej gry, szczególnie po tak długiej nieaktywności. Jednak, kiedy z nimi porozmawiałem, chętnie się zgodzili. Potrzebowałem jeszcze junglera i supporta. Widziałem, że Miavius grał często z Arteemo go4lole, był wysoko w rankingu na EUW. Wydawał się odpowiednim wyborem, jednak grał z Amazing Teamem. Zaproponowałem powrót do gry Kizuro. Jednak po kilku wspólnych grach odpuściliśmy. Dowiedziałem się, że Miavius po MP będzie szukał innej drużyny. Zagraliśmy jeden turniej i stwierdził, że będzie chciał z nami grać. Problemem był brak supporta. Podczas spotkań, w których grał Miavius, na supporcie występował Cortar (również jungler). Zaproponowałem mu przekwalifikowanie się na supporta, bo szło mu całkiem nieźle. Jednak ostatecznie postanowił zrezygnować z grania, a na zastępstwo zaproponował kubYD’a. Obawiałem się, że kubYD po pierwszej porażce uzna, że traci z nami czas i nas opuści. Myliłem się. Team Rebels wygląda teraz całkiem solidnie” – wyjaśnił dość szczegółowo strzelec Team Rebels, Krzysztof „Buntownik” Kapica.

 

Teraz zespół nie planuje już żadnych zmian personalnych i chce występować w tym samym składzie przez dłuższy czas, nieustannie pracując nad synergią. Ekipa bardzo słusznie uznała, że tylko granie w jednym zestawieniu przez dłuższy czas daje szansę na zaistnienie na europejskiej scenie.

 

 

Solidne fundamenty

 

Co ciekawe, jak zresztą zostało już wspomniane, Team Rebels nie jest pierwszym wspólnym projektem tria Agresivoo-Arteemo-Buntownik. Cała trójka doskonale zna się z okresu Black Ravens-Reason Gaming. Niestety tej pierwszej organizacji gracze nie wspominają najlepiej…

„Black Ravens była organizacją zapowiadającą się bardzo dobrze. Dogadaliśmy się tak, że obie strony były zadowolone. Niestety jak przyszło co do czego, a mianowicie doszło do Mistrzostw Polski, to organizacja nie była w stanie wywiązać się z umowy. Oficjalnym powodem było skupienie uwagi na ich drużynie CS-a i w wyniku tego zaniedbanie nas, a tego jak było naprawdę, możemy się tylko domyślać. Z racji tego, że wyszło jak wyszło, odeszliśmy od organizacji i nazwaliśmy się ironicznie - White Dravens, wyjazd (na Mistrzostwa Polski – przyp. red.) się udał, z wyniku również jesteśmy zadowoleni. Na szczęście teraz jest już o wiele lepiej - coraz większa rzesza ludzi i sponsorów interesuje się e-sportem i organizacje zachowują się o wiele bardziej stosownie” – pozytywnym akcentem kończy Artur „Arteemo” Sarnowski.

  

 

 

 

Już podczas trwania Mistrzostw Polski wiadomo było, że zespół podpisał kontrakty ze stosunkowo znaną organizacją Reason Gaming. Wydawało się, że to spora szansa dla tego utalentowanego zespołu, ale nie wszystko potoczyło się zgonie z oczekiwaniami…

„Gdy doszliśmy do Reason Gaming, po prostu dorwał nas syndrom polskiej drużynki - czyli obwinianie przez każdego wszystkich tylko nie siebie oraz wykluczenie "najsłabszego ogniwa" zamiast jego naprawy. Chyba nie ma co tu dużo mówić - najzwyczajniej w świecie pokłóciliśmy się i byliśmy niezdolni do poprawy poprzez treningi, które z czasem osłabiały tylko nasze więzi. Zapewne czynnikiem który doprowadził do tego na samym początku, była słaba gra w paru grach któregoś z zawodników, bo przecież najprościej jest się kogoś doczepić kiedy mu nie idzie Ja osobiście staram się zachowywać pozytywne relacje ze wszystkimi z którymi gram, dlatego też po pewnym czasie wróciliśmy do podobnego składu z Mistrzostw - z Agresivoo i Buntownikiem.” – przyznał szczerze Artur „Arteemo” Sarnowski.

 

 

Nóż wbity w plecy

 

Wtedy też z zespołu wyrzucony został Buntownik. Nie był to jednak niestety jedyny tego rodzaju epizod w karierze sympatycznego strzelca, bowiem w podobnych okolicznościach zakończyła się także jego późniejsza przygoda z Gdańsk Lions.

 

„Z kozikami ciężko jest się pogodzić. Szczególnie kiedy o tym, że zostałeś wyrzucony z drużyny dowiadujesz sie z portalu (cybersport.pl - o wyrzuceniu mnie z Reason Gaming) A kiedy próbujesz się czegoś dowiedzieć to "nikt nic nie wie" albo "no ostatnio trochę słabo grałeś". Kozik z Gdansk Lions - tutaj zabolało mnie to, że do zmiany doszło w trakcie turnieju - zostałem zmieniony na jeden mecz, po czym jednak poproszono mnie o powrót, by później, przed samymi rozgrywkami lanowymi, znów mnie zmienić. Generalnie ciężko jest się pogodzić z odrzuceniem, szczególnie kiedy jest się bardzo zaangażowanym i wkłada sie tyle pracy w drużynę. A w każdej drużynie, w której miałem być na dłużej pracowałem nad rotacjami/draftem, analizą gry przeciwnika i rozpoznaniem jego słabych czy wykorzystaniem naszych mocnych stron” – powiedział Krzysztof „Buntownik” Kapica.

 

Bycie wyrzucanym z drużyny to z pewnością jedno z najgorszych uczuć w karierze gracza. Z czymś takim nie jest łatwo się pogodzić, tym bardziej jeśli podobna sytuacja przydarza ci się kilkukrotnie. Buntownik się jednak nie poddał i wciąż próbuje swoich sił w League of Legends, a do jego kariery możemy dopisywać kolejne rozdziały.

 

„Na początku po każdej porażce uważałem że z lepszą drużyną zaszedłbym dalej. Raczej to napędzało mnie do działania. Być lepszym, by grać z lepszymi. Próbowałem swoich sił w innych grach takich jak HotS czy Starcraft, jednak żadna z tych gier po wygranej nie dawała mi tyle satysfakcji co LoL. A co do profesjonalnej sceny. Hmm... Wydaje mi się że właśnie to, że za każdym razem tak niewiele brakowało mi do sukcesu sprawia  że mam ochotę walczyć dalej, wierząc że tym razem uda się zająć tą zadowalającą pozycję. Szczególnie że nigdy nie grałem z drużyną, która trenował tak naprawdę solidnie” – stwierdza Krzysztof „Buntownik” Kapica.

 

 

Pierwsze kroki

 

Wspomniane wcześniej Reason Gaming nie było jednak pierwszym wspólnym zespołem Arteemo i Buntownika. Obydwaj zawodnicy znali się znacznie, znacznie dłużej, a ich znajomość zaczęła się w 2013 roku i przez długi czas było kontynuowana w barwach formacji Mysie Pysie… 

  

 

 

 

 „Z Krzyśkiem "Buntownikiem" Kapicą znamy się lepiej od lana w Łodzi, gdzie mieliśmy okazję pogadać sobie na tamtejszym afterparty. Z tego co pamiętam to od tamtego czasu zwerbowaliśmy go do naszych Mysiów Pysiów i tak rozpoczęła się nasza wspólna gra w drużynie. W tamtych sezonach w mecie była moja ukochana Lulu na midzie, dzięki której mogliśmy razem z Buntownikiem wygrywać niemal 80% gier na soloq. Nasza kooperacja była na tak wysokim poziomie, że graliśmy razem po wielokrotnych zmianach drużyn, za każdym razem wprowadzając do drużyny coś w stylu "super carry potential". Niestety ostatnio nasz kochany adc miał paromiesięczną przerwę od Ligi Legend przez co ma spadek formy, a meta bardzo stępiła wpływ adc na grę aż do late game'u, przez co nie możemy póki co pokazać tego co kiedyś” – żałuje Artur „Arteemo” Sarnowski.

 

Co ciekawe, midlaner Team Rebels doskonale pamięta jeszcze czasy… kwalifikacji do pierwszego w historii splitu EU LCS. Ba, sam brał w nich udział, reprezentując zespół EloHell.

 

„Pierwsze o czym muszę wspomnieć o EloHell, to to że mieliśmy w kwalifikacjach suba, bo nasz ówczesny adc był za młody i trochę popsuło nam to szyki. A warunki do gry były świetne - opłacony dojazd, hotel, wejściówki vip - nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem i było to dla mnie coś zupełnie zdumiewającego. Bardzo odczuwało się prestiżową atmosferę, w końcu miałem okazję zmierzyć się z najlepszymi. Niestety same kwalifikacje przegraliśmy 0-2 na mousesports i w sumie nie ma wiele tutaj do powiedzenia - obie mapy przeciwnik grał bardzo pewnie i konsekwentnie. Wracając do drużyny – występowaliśmy w składzie: Grom (support), Puki Style (adc - zastępował gracza Arkusen), Pachol (jungler), Danny (toplaner) oraz ja - od zawsze mid” – opowiada Artur „Arteemo” Sarnowski.

 

 

Nie będzie łatwo

 

Teraz przed doświadczonym midlanerem i jego formacją kolejne eliminacje – tym razem do wiosennego splitu EU Challenger Series 2017. Co ciekawe, droga na zaplecze najważniejszych regionalnych rozgrywek jest obecnie znacznie bardziej skomplikowana niż kwalifikacje do LCS trzy lata temu. Team Rebels podchodzi do nich bardzo poważnie, ale myśli bardziej długofalowo. Nie tak dawno ekipa zdecydowała się na zatrudnienie trenera, a został nim Bartłomiej „Cheery” Griese. Jest to istotny krok na drodze do osiągnięcia sukcesu, bowiem każdy zespół myślący poważnie o profesjonalnym graniu powinien posiadać szkoleniowca.

 

„Trener jest tą szóstą osobą, która ma chłodne spojrzenie na ogół działań drużyny. Porządkowanie działań graczy, budowanie ich świadomości pod względem poszczególnych czynników w grze czy współdziałania jest na tyle ważne, że nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek zespół działał poprawnie w najmniejszych elementach gry i zakwalifikował się do Challenger Series bez zaplecza drużynowego. To jak postawić ścianę z cegieł bez użycia cementu. Byłoby to dość niepewne i nietrwałe. Tak więc nie dziwię się, że coraz więcej zespołów, także w Polsce, uzupełnia te braki” – opowiada trener Team Rebels, Bartłomiej „Cheery” Griese.

 

Jednocześnie drużyna nadal szuka kogoś, kto wspomógłby Cheery’ego w pracy nad elementami taktycznymi.

 

„Chcielibyśmy uzupełnić lukę, jeśli chodzi o analityka. Sam nie jestem w stanie wykonywać tylu obowiązków naraz. Wiem jak to jest zaczynać, ale też wiem jak to jest ciężko pracować. Jeżeli znajdzie się osoba gotowa na zbieranie doświadczenie i chętna powiększać swoje umiejętności, to bardzo chętnie wzięlibyśmy ją pod swoje skrzydła” – zachęca Bartłomiej „Cheery” Griese.

 

Team Rebels czeka bardzo trudne zadanie, bowiem formacja startuje w otwartym turnieju z serwera EUW, a los nie oszczędził formacji Arteemo i Buntownika. Już w pierwszych rundach potencjalnymi rywalami polskiej ekipy mogą być takie drużyny jak hiszpańskie KIYF Logitech, portugalskie FTW Esports czy niemieckie Mysterious Monkeys oraz, ponownie, EURONICS Gaming. Formacja ma jednak świadomość, że o awans będzie bardzo ciężko.

 

„Kwalifikacje do Challenger Series nie są naszym celem. Raczej podchodzimy do tego z zimną głową –dość zaskakująco zaczyna Bartłomiej „Cheery” Griese. „Brakuje nam konkretnego zaplecza drużynowego, organizacji, ale nie motywacji do gry. Cały czas scrimujemy i gramy soloQ. Na pewno się ucieszymy, jeśli zajdziemy daleko, ale drabinka otwartych kwalifikacji jakoś szczególnie nam nie sprzyja” – przyznaje trener Team Rebels.

 

I faktycznie – o sukces z pewnością nie będzie łatwo, ale sympatyczna drużyna na pewno nie podda się bez walki. I kto wie – może znowu nas zaskoczy?

 

Następny mecz: Other People (13 grudnia, godz. 19)

 

Obecny skład Team Rebels: