– Zapewniam, że jeszcze nie podjęliśmy decyzji. Wciąż bierzemy pod uwagę całą trójkę trenerów. Wszyscy dostali od nas propozycje umów i teraz czekamy na ich odpowiedzi. Myślę, że selekcjoner będzie pod choinkę, choć pośpiechu nie ma. Nie wykluczam, że, jeśli do tego czasu nie osiągniemy porozumienia, decyzja zapadnie po Nowym Roku – powiedział niedawno Paweł Papke dla „Przeglądu Sportowego”. Były reprezentant Polski jest jedną z najważniejszych osób decydujących o nazwisku nowego opiekuna biało-czerwonych.

 

Tajne przez poufne

 

Takie słowa mocno zaskakują. Kiedy ostatecznie – choć też po długich rozmowach i głosowaniu, które wcale nie było jednostronne – zwolniono Antigę, pomyślałem sobie: teraz wszyscy trenerzy będą bić się o posadę trenera naszej reprezentacji. I była to myśl napawająca dumą. Przecież niewiele mamy reprezentacji, które tak kuszą szkoleniowców i niewiele związków, które stać na zatrudnienie niemal każdego fachowca.

 

Lista 16 nazwisk, które finalnie znalazły się w konkursie na selekcjonera też uspakajała, ale tylko chwilowo. Długo związek nie chciał zdradzić wszystkich kandydatów, a później grona, które ostatecznie miało walczyć o posadę zwolnioną przez Antigę. Wyobrażałem sobie, że działacze mają stworzony profil najlepszego kandydata i dopasują do niego poszczególnych trenerów. To gwarantowało szybki wybór nowego trenera mistrzów świata.

 

Polskie drogi

 

Nic z tego. W Warszawie stawili się kolejno Ferdinando De Giorgi, Radostin Stojczew i Mauro Berruto, ale nadal nie wiemy, kto przekonał do siebie działaczy. Ten pierwszy zna polskich zawodników doskonale. Od półtora roku prowadzi ZAKSĘ i przemierzył Polskę wzdłuż i wszerz. Zarazem ma doświadczenie z pracy – choć nie do końca udanej – w Rosji i teraz w Polsce, a więc na obcych warunkach. Jest twardy, zdecydowany, ale potrafi kontrolować emocje, a nad grupą panować siłą autorytetu. Wszak sam był znakomitym rozgrywającym.

 

Bułgarska rapsodia

 

Za Stojczewem przemawiają największe sukcesy klubowe i umiejętność pracy z wielkimi siatkarzami. Z Polaków prowadził już Michała Winiarskiego, Łukasza Żygadłę i Jakuba Bednaruka. Przygoda z reprezentacją Bułgarii nie wyszła mu do końca, ale chyba bardziej ze względu na konflikt z działaczami tamtejszej federacji niż słabą formę sportową. To trener który nie znosi dyskusji i lubi bardzo ciężką, ale systematyczną pracę.

 

Gran Torino

 

Wreszcie Berruto – trener, który teraz zajmuje się pracą dydaktyczną i prowadzi własny program telewizyjny, a siatkówkę odstawił na bok. Ale dla polskiej kadry szybko z powrotem założy dres i wróci do hali sportowej. Wywodzi się z Piemontu i jest zagorzałym fanem Torino, stąd doskonale odnalazł się w fińskich lasach, kiedy prowadził reprezentację Suomi i pewnie poradziłby sobie w spalskich z biało-czerwonymi. Ma jednak trudny charakter, także nie znosi sprzeciwu, a dodatkowo lubi dyskutować na każdy temat. Nie przypadkowo, bo przecież ma wykształcenie filozoficzne.

 

Mistrz kamuflażu

 

Wspomniani trzej trenerzy mają więc trochę odmienne warsztaty, nieco inne metody i choć każdy ma sukcesy, to zapewne też inny pomysł na polską kadrę. Czy władze PZPS wiedzą już na kogo postawić? Czy mają jasno określone kryteria i lada dzień ogłoszą nam nazwisko wybrańca? Skoro mają już finalną trójkę i każdy spełnia minima nakreślone w związku, to czas na decyzję. Odwagi – za chwilę zakończy się pierwsza runda PlusLigi, skończy rok kalendarzowy i pora dać selekcjonerowi swobodę podróżowania i podglądania kandydatów do gry w kadrze. Nie ma co się kryć – kadra potrzebuje wodza!