Po walce z Alvarezem: Dąbrowski zgarnął obie pule

Sporty walki
Po walce z Alvarezem: Dąbrowski zgarnął obie pule
Foto: GYM

Osiemnaście miesięcy temu, Norbert Dąbrowski (19-6, 7 KO) wychodził na ring w Krynicy Zdroju, przegrywając z pięściarzem, mającym na koncie jedną zawodową walkę. Sobotniego popołudnia w Casino de Montreal, „Noras” walczył jak równy z równym z Eleiderem Alvarezem (21-0, 10 KO)... numerem 1 światowego rankingu World Boxing Council. Dąbrowski ma 28 lat i szansę na nowy początek kariery. Lepszego wejścia smoka niż walka, jaką dał z Alvarezem nie mógł mieć. Najważniejsze tego nie zmarnować.

Kiedy Yvon Michel, promotor Eleidera Alvareza (a przy okazji mistrza świata WBC Adonisa Stevensona), zdecydował się zaproponować walkę Dąbrowskiemu, wybór był prosty. Leworęczny Polak, który nigdy nie przegrał przez KO – da dobrą walkę, może przewalczy 4-5 rund, a później kanadyjski Kolumbijczyk pokaże coś efektownego i będzie promocja. Dla „Norasa” sprawa też była prosta: jest w trybie treningowym, walczył niedawno, i nie tylko można zarobić, ale pokazać się nie tylko z anonimowym rywalem za gotówkę, ale z liderem rankingu WBC. W tym pierwszym wypadku można „tylko” zyskać kasę. W tym drugim, coś znacznie cenniejszego – reputację. Dąbrowski zgarnął obie pule.

 

Gala i walka Alvarez-Dąbrowski w Casino de Montreal była od poczatku przygotowywana jako promocyjny rozbieg do dalszych walk Kolumbijczyka. Bez bezpośredniej transmisji telewizyjnej, dla 600 wybranych, zaczynająca się o dwunastej w południe.  W ostatniej chwili zapadła decyzja by walkę – z perspektywy stołu głównego promotora i gościa numer 1 gali, byłego mistrza świata Luciana Bute – pokazywać za pośrednictwem Facebooka. Za dużo widać nie było (czasami przemykał kelner), ale jedno było widać na pewno – „Noras” wiedział, po co przyleciał z Warszawy: żeby wygrać.

 

Spokojna obrona, szukanie szansy w kontratakach, bolesne testowanie korpusu Alvareza (komentarz Artur Szpilki: „Myślałem, że Alvarez wypluje wątrobę...”)  - było wszystko, czego... miało w Montrealu nie być. „Nie ma szans, żeby to była jakakolwiek walka. Alvarez ma w 2017 walczyć o tytuł z Adonisem Stevensonem, może nawet z Andre Wardem o wszystko w wadze półciężkiej” – pisał specjalista jednej ze stron bukamcherskich. Jego notowania? Za 100 dolarów postawione na zwycięstwo Dąbrowskiego, do wzięcia było... 3,5 tysiąca.

 

Punktacja sędziów - szczególnie dwójki dającej Alvarezowi zwycięstwo 99-91 oraz 98-92 – jest kompromitująca. Nawet nie chodzi o moją opinię czyli kogoś oglądającego walkę z fatalnej perspektywy Facebooka, ale nawet kilku moich kanadyjskich  kolegów po fachu, będąc na sali, widziało inny przebieg głównego pojedynku wieczoru. Bezcenny jest nagrany  na żywo komentarz wspomnianego już Bute, zapytanego o werdykt przed kamerą, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji sędziów. Wielokrotny mistrz świata wagi superśredniej, zaraz po zakończeniu walki mówi o tym, że Alvarez „stawiam, że wygrał ją 1-2 punktami u dwóch sędziów, remis u trzeciego”. Dziś ten sam Bute był z Alvarezem na konferencji prasowej, zapowiadając ich walkę, 24 lutego, w tym samym Montrealu. Trochę się na boksie zna.

 

We wstępie napisałem, że to jest szansa na nowy początek dla Norberta. Jego opiekunowie, trenerzy na pewno zdają sobie sprawę z faktu, że najważniejsze po bardzo dobrej walce z numerem 1 światowego rankingu, będzie formę z Kanady powtórzyć w kolejnych walkach. Iść, dosłownie i w przenośni, za ciosem. I jeszcze jedna uwaga. Wiele oklasków dostał od dziennikarzy kanadyjskich Damian Mielewczyk (10-3, 7 KO), który poszedł w Montrealu  na wojnę z faworytem kibiców, Francisem Lafreniere (13-5, 7 KO). Przegrał na punkty, ale była bitwa jak w budce telefonicznej, dobrze się to wszystkim oglądało. Polak potrafi.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze