Broniąca tytułu Barcelona ma zamiar zbliżyć się do Realu na trzy punkty. Po 15 kolejkach Katalończycy mają 31, a ich odwieczny rywal - 37. Espanyol zgromadził 22 i jest dziewiąty.

 

Mistrz kraju pokazał ostatnio, że jest na dobrej drodze, by zażegnać kryzys. W siedmiu spotkaniach (licząc wszystkie rozgrywki) między 1 listopada a 3 grudnia wygrał tylko dwa razy, ale później już zdecydowanie pokonał w Boussię Moenchengladbach 4:0 w Lidze Mistrzów i Osasunę 3:0 w ekstraklasie.

 

Espanyol nie będzie jednak tak łatwym rywalem jak zamykająca tabelę drużyna z Pampeluny. Podopieczni trenera Quique Sancheza Floresa są niepokonani we wszystkich rozgrywkach od 25 września, kiedy ulegli u siebie Celcie Vigo 0:2. Później w dziewięciu ligowych potyczkach zanotowali cztery zwycięstwa i pięć remisów.

 

Statystyki nie są korzystne dla mniej utytułowanego klubu z Barcelony. Espanyol nie pokonał wielkiego rywala od 2009 roku, a w ostatnich pięciu spotkaniach o ligowe punkty stracił 19 bramek i zdobył... jedną.

 

"Minęło już wiele czasu, od kiedy ostatnio z nimi wygraliśmy, ale to jest dobry moment. W drużynie panuje przekonanie, że stać nas na wiele. Jesteśmy w dobrej formie, pewni siebie, więc trzeba to wykorzystać" - ocenił pomocnik David Lopez.

 

Derby stolicy Katalonii odbędą się w niedzielę o 20.45. Barcelona może do nich przystępować już z trzeciego, a nie drugiego miejsca w tabeli. To zależy od tego, czy Sevilla zdoła pokonać Malagę dzień wcześniej, również o 20.45.

 

Czwarty Villarreal (26 pkt), zmierzy się w sobotę o 13 na wyjeździe ze Sportingiem Gijon, a piąty Real Sociedad (również 26) zagra z Granadą o 18.30. Piłkarze dopiero szóstego Atletico Madryt postarają się otrząsnąć po poniedziałkowej porażce z Villarreal 0:3 w meczu przed własną publicznością z Las Palmas (godz. 16.15).