Ostatnie zadanie "Kata"

Sporty walki

Bernard Hopkins, który za miesiąc skończy 52 lata stoczy dziś w nocy swój ostatni pojedynek. Jego rywalem będzie młodszy o ćwierć wieku Joe Smith Jr.

Wyjdzie do ringu w legendarnej „The Forum” w Inglewood, przy dźwiękach wielkiego przeboju Franka Sinatry „My Way”., który towarzyszy mu od lat. Na tę pożegnalną walkę, którą promuje Oscar De la Hoya, jego były rywal, a dziś przyjaciel i partner biznesowy, wraca do przydomka „Kat”. Pod koniec kariery zamienił go na „Kosmitę”, bo jak tłumaczył w jednym z wywiadów, to co wyczyniał boksując tak długo, dla wielu było po prostu nieludzkie. A w jego narożniku zamiast Naazima Richardsona, który był z nim od dekady, zobaczymy Johna Davida Jacksona, trenera Siergieja Kowaliowa.

 

Zaczynał blisko trzydzieści lat temu, w 1988 roku, od porażki z Clintonem Mitchellem, ale przez następne 17 lat pokonał go tylko Roy Jones Jr w pierwszej walce o mistrzowski tytuł. Kiedy go w końcu zdobył w 1995 roku wygrywając z Segundo Mercado bronił go dwadzieścia razy nie oddając ponad dziesięć lat. W tym czasie nie miał sobie równych w wadze średniej. A gdy kontrowersyjnie uznano go za gorszego w dwóch pojedynkach z Jermainem Taylorem, który odebrał mu wszystkie (cztery) pasy przeniósł się do wagi półciężkiej i pokazał, że w nowej dla siebie kategorii też potrafi wygrywać.

 

Później przyszedł czas na rekordy długowieczności: miał ponad 46 lat, gdy w rewanżowej walce pokonał Jeana Pascala, odbierając mu pas WBC, i został najstarszym mistrzem świata w historii zawodowego boksu bijąc osiągnięcie George’a Foremana. Stracił ten pas pokonany przez Chada Dawsona, ale po wygranej z Tavorisem Cloudem w 2013 roku, dwa miesiące po ukończeniu 48 roku życia znów był mistrzem i dwukrotnie, skutecznie bronił zdobytego tytułu IBF. A rok później pokonał jeszcze Beibuta Szumenowa i mając 49 lat, trzy miesiące i cztery dni był w posiadaniu dwóch cennych pasów, IBF oraz WBA.  

 

Ponieważ nigdy nie unikał trudnych wyzwań nikt nie był specjalnie zdziwiony, że dwa miesiące przed pięćdziesiątymi urodzinami  zdecydował się na unifikacyjny pojedynek  z rosyjskim królem nokautu, Siergiejem Kowaliowem. Leżał na deskach w pierwszej rundzie, ale dotrwał do końca, nie dał się zatrzymać przed upływem regulaminowego czasu, choć na punkty przegrał zdecydowanie.

 

15 stycznia Bernard Hopkins (55-7-2, 32 KO) skończy 52 lata i jak zapowiada, będzie już na sportowej emeryturze, aleczy można mu wierzyć ? Kiedyś obiecywał swojej matce, że zawiesi rękawice na kołku, gdy stuknie mu „czterdziestka”, ale nie dotrzymał słowa, bo szło mu zbyt dobrze. Jak teraz pokona młodego, 27 letniego Smitha Jr (22-1, 18 KO) to kto wie, może też  się rozmyśli.

 

Dla pięściarza z Long Island, który mógłby być przecież synem Hopkinsa, ta walka bez względu na wynik jest najlepszym prezentem pod choinkę. Dzięki niej ma zapewnione miejsce w historii, ale też szansę na sprawienie sensacji. Potrafi przecież mocno uderzyć, o czym przekonał się Andrzej Fonfara w czerwcu tego roku znokautowany już w pierwszej rundzie, więc tym bardziej stary mistrz musi się mieć na baczności. Ale jak na razie nikomu się ta sztuka nie udała, więc niby dlaczego miałaby się udać Joe Smithowi. Zgoda, jest twardy, silny i młody, ale w starciu z „Katem” wystąpi w roli ucznia. I to profesor Hopkins będzie w tej walce faworytem.

 

Aż się nie chce wierzyć, że nie powstał film o Bernardzie Hopkinsie. Przecież  kogoś takiego jak on jeszcze nie było. Młodociany bandyta z przedmieść Filadelfii, który w celach rabunkowych napadał na ludzi po blisko pięcioletnim pobycie w więzieniu przechodzi przemianę duchową i nigdy już nie wraca na drogę przestępstw. Wyrok był znacznie surowszy, został wtedy skazany na 18 lat, i to tylko dlatego, że wzięto pod uwagę jego młody wiek. Pomógł mu boks, więzienna sala treningowa była jedynym miejscem gdzie oddychał pełną piersią, to był jego azyl. Wygrał mistrzostwa USA więźniów w wadze średniej i obiecał sobie, że nigdy tam nie wróci.

 

Gdy opuszczał więzienne mury  Ronald Reagan był jeszcze prezydentem, na Wyspach Brytyjskich w siłę rosła Margaret Thatcher, a w kinach rekordy powodzenia bił Rain Man z Tomem Hanksem w roli głównej. Czyli wieki temu.

 

A Hopkins, co najważniejsze dotrzymał słowa, był już innym człowiekiem.

 

Od lat żyje jak mnich. Chodzi spać o dziewiątej wieczorem, wstaje o szóstej i biega. Nie pije, nie pali, zdrowo się odżywia, co w dużej mierze wyjaśnia tajemnicę jego długowieczności.

 

Pamiętajmy jednak, że od listopada 2014 roku nie walczył, za chwilę skończy 52 lata, a jego prawie ćwierć wieku młodszy rywal, który urodził się 11 miesięcy po jego pierwszym zawodowym pojedynku, nie ma nic do stracenia.

 

Ale „Kat” o tym wie i zrobi wszystko, by zakończenie książki, którą pisze od 28 lat było dla niego pomyślne. – Wiem, że ludzie wolą jak się książki dobrze kończą i tak będzie z moją historią, która nie może przecież trwać wiecznie – mówi Hopkins, mistrz niezwykły. I byłoby piękne, gdyby jeszcze raz wygrał prezentując przy tym swoje kosmiczne umiejętności.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze