Nieco ponad pół minuty przed końcem czwartej kwarty, po dwóch celnych rzutach wolnych Karla-Anthony'ego Townsa, gospodarze prowadzili 95:89. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął lider i najlepszy strzelec "Rakiet" James Harden, ale tym razem w innej roli. Najpierw po jego podaniu celną "trójką" straty zmniejszył Ryan Anderson, następnie w obronie zablokował Andrew Wigginsa i wreszcie sześć sekund przed ostatnią syreną asystował Trevorowi Azizie, który rzutem z siedmiu metrów doprowadził do remisu i dogrywki.

 

W niej znowu głównym aktorem był Harden, który uzyskał 10 z 16 punktów zespołu, a z linii rzutów wolnych ustalił wynik meczu na 111:109 dla gości. W sumie zdobył 28 punktów, miał 13 asyst i dziewięć zbiórek. 28 pkt odnotował również Anderson, który siedmiokrotnie trafił "za trzy". - Z tymi chłopakami nie ma strat, których nie moglibyśmy odrobić. Wiem, że stać nas naprawdę na wiele - ocenił Harden.

 

Towns uzyskał 41 pkt dla pokonanych, miał też 15 zbiórek i pięć asyst. Zach LaVine dodał 24 pkt, ale duży wpływ na końcowe rozstrzygnięcie miały aż 22 straty gospodarzy.- Graliśmy naprawdę dobrze, jednak w końcówce wszystko zmarnowaliśmy. To nie powinno się zdarzyć - podkreślił LaVine.

 

Rockets pozostają niepokonani od 29 listopada, a dzięki 10 kolejnym wygranym z bilansem 21-7 przesunęli się na trzecie miejsce na Zachodzie. Ekipa z Minneapolis (7-19) jest przedostatnia w tej konferencji.

 

Najlepsi w całej lidze są obecnie koszykarze Golden State Warriors. W sobotę odnieśli 24. w sezonie zwycięstwo, tym razem nad Portland Trail Blazers 135:90. Przegrali dotychczas czterokrotnie.

 

Gospodarze już po pierwszej kwarcie prowadzili 17 punktami, a później ich przewaga jeszcze systematycznie rosła. Kevin Durant w ciągu 31 minut na parkiecie zdobył 34 pkt, a Stephen Curry był razem zakończył spotkanie z dorobkiem 19. O jeden więcej uzyskał najskuteczniejszy wśród przyjezdnych Damian Lillard. - To nieco zawstydzające przegrać różnicą 45 punktów, nawet jeśli z najlepszą drużyną w lidze. Chcieliśmy i powinniśmy zagrać lepiej, ale nie wyszło - przyznał trener Trail Blazers Terry Stotts.

 

Po raz 50. w karierze, a 13. w sezonie, z tzw. triple-double cieszył się Russell Westbrook. Na jubileusz zapracował m.in. największą w karierze liczbą 22 asyst. W wygranym 114:101 meczu z Phoenix Suns przy jego nazwisku zapisano też 26 pkt i 11 zbiórek. - Często miałem piłkę w rękach, a wiedziałem, że moi partnerzy są dziś dobrze dysponowani, więc wystarczyło ich znaleźć na odpowiednich pozycjach, a oni trafiali - powiedział po spotkaniu Westbrook.

 

Devin Booker z 31 był najlepszym strzelcem Suns, którzy doznali szóstej porażki w ostatnich ośmiu występach i z bilansem 8-19 zajmują trzecie od końca miejsce na Zachodzie. Thunder (16-11) plasują się na siódmej pozycji.