W  rządowym kotle czarownic, minister sportu i turystyki Witold Bańka i jego zastępca Jarosław Stawiarski mogą spać spokojnie. Ich resort funkcjonuje jak trzeba, a i oni sami na tle innych ministrów wyglądają więcej niż dobrze. Duża w tym zasługa niektórych polskich związków sportowych, które już dawno wzięły sprawy w swoje ręce i nie oglądały się na pomoc (lub jej brak) ze strony kolejnych rządów RP. Owe związki nie tylko nie są dzisiaj balastem dla ministerstwa, ale starają się same dbać o dochody, nie narażając publicznej kasy na zbędne wydatki.

 

Rzecz jasna prym wiedzie tu PZPN, którego budżet na przyszły rok grubo przekroczy rekordowe 200 milionów złotych! I nie ma się co dziwić, bo nasz krezus ma ekipę przygotowaną do zdobywania pieniędzy jak żaden inny związek w Polsce. A odbudowana na francuskim Euro koniunktura na polski futbol skutecznie ułatwia im zadanie. Oczywiście, każde, nawet największe, pieniądze można źle wydać, ale zespół Prezesa Bońka do rozrzutnych nie należy. I bardzo dobrze. Wszak w przyszłym roku czeka nas w Polsce wielka impreza Euro U-21 i wtedy kasa przyda się na fajerwerki. Zwłaszcza, że związek mierzy w medal i chce wystawić super silną drużynę z Milikiem, Zielińskim, Linettym i Kapustką. Pieniądze przydadzą się też na premie dla drużyny Adama Nawałki, za bardzo realny awans do MŚ 2018 w Rosji.

 

O nagrodach muszą też poważnie myśleć działacze PZPS organizujący w kraju seniorskie ME mężczyzn. Co prawda związek nie jest tak bogaty jak PZPN, ale biedy nie klepie. Niepokojąco, wyjątkowo długo "rodził" decyzję o powołaniu trenera reprezentacji, ale Ferdinando De Giorgi to świetny szkoleniowiec i powinien sobie poradzić z przygotowaniem "drużyny na medal", i to bez cudzysłowu.

 

Zupełnie inne problemy ma Związek Piłki Ręcznej w Polsce. Organizacyjnie świetnie wypadł w styczniu na polskim Euro, ale na tym sukcesy się skończyły. Panie nie poradziły sobie z wyjściem z grupy na zakończonych ME w Szwecji, no i drżymy o mężczyzn, bo na MŚ 2017 będziemy mieli już zupełnie inną drużynę niż rok wcześniej.

 

W skokach zmiana trenera dała świetne rezultaty, co śledzimy na świeżo, co tydzień. Kamil Stoch już się żegnał z dyscypliną, już prawie się poddał, a tu proszę.  Pięknie skaczą też jego koledzy, wychowani na mistrzów za pieniądze jednej z zasobnych spółek skarbu państwa.

 

W lekkiej atletyce trzymamy się mocno, kolarstwo, wiosła, kajaki to wciąż nasze międzynarodowe atuty. I chociaż na naszych oczach umiera polska koszykówka, boks, judo, zapasy i ciężary, to świąteczna sportowa szklanka wydaje się jednak do połowy pełna. Bóg się rodzi, moc truchleje, więc mimo wszystko życzę Państwu Wesołych Świąt, bo o polski sport, bez specjalnego "świrowania", możemy być spokojni.