Ma 55 lat, 178 cm wzrostu i trzy złote medale mistrzostw świata zdobyte z reprezentacją Włoch. Były rozgrywający obiecuje, że dopilnuje realizacji programu kształcącego młodych, zdolnych  siatkarzy na tej pozycji. Wymienił nawet dwa nazwiska i dodał, że porozmawia z trenerami klubowymi tych zawodników, by przekazać czego od nich oczekuje.


Członkowie komisji, która wybrała De Giorgiego podkreślają, że imponował wiedzą o zapleczu młodzieżowym polskiej siatkówki. Ale Bułgar Radostin Stojczew też był znakomicie przygotowany, więc co tak naprawdę zdecydowało, że postawiono na Włocha?


Nikt tego nie mówi wprost, ale na pewno nie bez znaczenia był fakt, że Stojczew był droższy i na pewno nie miał za sobą tak mocnego, polskiego zaplecza jak pracujący drugi sezon w PlusLidze De Giorgi.


Myślę, że sposób w jaki „Fefe” zbudował nową Zaksę i zdobył z nią mistrzostwo też odegrał sporą rolę. Gołym okiem widać, że to zespół dobrze zbilansowany, poukładany, każdy wie co ma robić na boisku. I dlatego wygrywa.


Ale reprezentacja, to nie klub i De Giorgi ma tego pełną świadomość. Będzie miał niewiele czasu, gdy przyjdzie do rywalizacji w Lidze Światowej, a później w mistrzostwach Europy, które rozegrane zostaną w naszym kraju.


A poprzeczka zawieszona jest wysoko. W 2009 roku Daniel Castellani, w pierwszym roku swojej pracy z naszą reprezentacją  zdobył złoty medal w Izmirze. Stephane Antiga poszedł jeszcze dalej – dwa lata temu Polacy zostali mistrzami świata.


De Giorgi jest inny od swoich poprzedników, ale każdemu z nich sporo zawdzięcza. Argentyńczyk Raul Lozano, który w 2006 roku poprowadził naszych siatkarzy do finału mistrzostw świata w Japonii (przegraliśmy z Brazylią 0:3) pokazał, że nie są to niedostępne rejony.


Lozano nie był łatwym partnerem dla nikogo. Ani dla działaczy, ani dla dziennikarzy i samych zawodników. Był zamordystą, ale osiągnął naprawdę wiele, w dużym stopniu zmieniając polską siatkówkę.


Jego rodak Daniel Castellani, to zupełnie inna postać. Typ nauczyciela, dużo czasu poświęcał zawodnikom. Znał polską ligę jeszcze lepiej niż dziś De Giorgi, prowadził przecież z sukcesami Skrę Bełchatów. Przed laty znakomity siatkarz, medalista olimpijski i podobnie jak Lozano, debiutował w pracy z reprezentacją. I to jak debiutował. O złotym medalu w Izmirze już pisałem.


Ale wystarczyła pierwsza porażka, nieudane mistrzostwa świata we Włoszech (2010) i stracił posadę. Nie dostał drugiej szansy, choć moim zdaniem na nią zasługiwał.


Jego następca, Włoch Andrea Anastasi, wszystkich bił krzykliwą pewnością siebie. Wydawało się, że właśnie takiego nam trzeba. Miał doświadczenie reprezentacyjne, Hiszpanów doprowadził do złota ME w 2007 r wygrywając w finale z Rosją w Moskwie. Pamiętamy jak zaczynał w Polsce mimo kadrowych kłopotów. Ale kończył jak inni, tracąc pracę po przegranych ME w 2013 roku.


Historii Antigi nawet nie ma sensu przypominać, to było przecież tak niedawno. Francuz zrośnięty z Polską, przez wiele lat gwiazda PlusLigi, poliglota, który nauczył się jako jedyny z trenerów naszego języka, przebył dobrze już znaną drogę. Najpierw sukces, później porażka i pożegnanie.


Czy De Giorgiemu pisany jest podobny scenariusz? Mam nadzieję, że uniknie porównań, że pójdzie krok dalej i znajdzie swoją drogę.  Sukcesu nie może jednak obiecać, choć czynniki zewnętrzne powinny mu sprzyjać.


Ma młodą reprezentację, a z tyłu zdolną młodzież, która już śni o igrzyskach w Tokio. I jeśli tylko wszystkim stronom nie zabraknie cierpliwości w przypadku niepowodzeń, to wielkie zwycięstwa są możliwe. Ferdinando De Giorgi  wie jaka jest stawka  tej grze, dla niego olimpijski medal w 2020 roku byłby  przecież przepustką do historii.