Zabiera na piwo, śpi w gabinecie, a remis jest dla niego porażką. Antonio Conte podbija Anglię

Piłka nożna
Zabiera na piwo, śpi w gabinecie, a remis jest dla niego porażką. Antonio Conte podbija Anglię
fot. PAP

Chyba nikt nie przypuszczał, że Antonio Conte w takim krótkim czasie odciśnie tak wielkie piętno na nowym zespole. Chelsea wygrała ostatnie dwanaście meczów i na koniec roku będzie liderem Premier League. Włoch miał trudne zadanie, ale kapitalnie sobie z nim poradził.

Kiedy Antonio Conte - wybitny strateg, motywator, człowiek, który we Włoszech wygrał mnóstwo - przychodził do Chelsea, to nie wszyscy wróżyli mu łatwą przeprawę. Musiał przecież przejąć klub po najgorszym sezonie od lat, a szatnia była przecież przepełniona zawodnikami z wielkim ego i mocnym charakterem. O sile takich piłkarzy przekonali się przez te kilka lat nie tylko przeciwnicy "The Blues", ale także ich trenerzy. Ostatni poległ Jose Mourinho, który zostawił za sobą raczej spaloną ziemię.

Przyszedł więc Conte i na starcie rzekł, że jego zespół będzie walczyć o mistrzostwo Anglii. Szaleniec? Na pewno pozytywny, choć takie słowa raczej nie znaczyły jeszcze dużo. Chelsea miała przewagę nad innymi zespołami, gdyż nie musiała martwić się o występy w europejskich pucharach, ale mało kto przypuszczał, że Włoch będzie w stanie tak szybko przywrócić klub na właściwe tory. Już od pierwszej konferencji prasowej dał się poznać jako wielki profesjonalista - rozmowa z dziennikarzami w języku angielskim nie stanowiła mu większego problemu, a on sam raczej cieszył się każdą sekundą.

Pisaliśmy już, że Conte to pracoholik. Na starcie swojej przygody poprosił, by w jego gabinecie w Cobham (ośrodek treningowy) pojawiło się w łóżko. Włoch nie chciał bowiem odrywać się od pracy i większość wieczorów spędza właśnie tam wraz ze swoimi myślami oraz planami taktycznymi. Niesamowite jest to, że to wszystko działa. Chelsea wygrała właśnie dwunasty mecz z rzędu i do rekordu Arsenalu brakuje jej zaledwie dwóch wygranych. Włoch przekonuje jednak, że o takich rekordach będzie mógł porozmawiać, ale dopiero w maju, kiedy okaże się, co tak naprawdę oznaczają osiągnięte rezultaty. Nie bał się także zmiany systemu z 4-2-3-1 na 3-4-3, który do tej pory nie przyniósł nikomu większego sukcesu.

Podczas meczów widać, że jest to gość pełny pasji, bo nieważne, czy jego drużyna prowadzi 1:0 czy też 4:0 - on zawsze wymaga perfekcji, zawsze też jednakowo raduje się z kolejnych trafień. Nie wszystkim się to podoba, ale skoro mowa o Jose Mourinho, to może lepiej nie rozwodzić się nad tym tematem. W ostatnich dniach Conte dał się poznać także ze strony pozaboiskowej. Po konferencji przed meczem z Bournemouth Włoch zabrał dziennikarzy... na piwo! Jak widać było naprawdę miło. - Poszliśmy do pubu znajdującego się blisko ośrodka treningowego. Opowiadał nam o tym, jakie zmiany przeprowadził w klubie. Kompletnie odmienił ten zespół - relacjonował dziennikarz BBC John Southall.

Piwo nie wpłynęło źle na jego zawodników, którzy pewnie wygrali 3:0. Zresztą sam Włoch nie ma nic przeciwko temu trunkowi zaraz po meczach, więc nawet jeśli Diego Costa jest widziany z piwem po spotkaniu, to nie oznacza to wielkiego skandalu, gdyż Conte nie widzi w tym nic złego, o ile piłkarz spożywa je maksymalnie godzinę po zakończonym spotkaniu.

Kilka dni później w parku trampolinowym odbyła się tradycyjna świąteczna zabawa zorganizowana przez Chelsea. Uczestniczyli w niej pracownicy, ich żony, partnerki, dzieci, lecz wszystko wskazywało na to, że Conte tam zabraknie. Jego żona oraz córka przebywały we Włoszech, lecz on pojawił się południowym Londynie, by jeszcze bardziej rozkochać w sobie fanów "The Blues". Dodatkowo każdemu ze współpracowników zafundował butelkę włoskiego wina, dziękując za dotychczasowe poświęcenie.

Nic dziwnego, że Conte zachwyceni są wszyscy, a piłkarze, których forma wołała o pomstę do nieba, nagle są nie do zatrzymania, wykręcają coraz to lepsze liczby, a atmosfera jest nie do poznania. Jeszcze niedawno wydawało się, że jeśli Cesc Fabregas - to chyba najlepszy przykład - nie będzie występował w podstawowym składzie, to momentalnie będzie chciał odejść, straci motywację... Nic z tych rzeczy! Hiszpan zacisnął zęby, ciężko pracował, a teraz cieszy się jeszcze większym szacunkiem Conte. Po każdym meczu widzimy też podobne scenki - Włoch podchodzi do każdego z osobna i dziękuje za wysiłek. To chyba scala zespół, prawda?

Andrea Pirlo wyznał kiedyś, że w przypadku złych wyników, Conte potrafił rzucać butelkami. W 2014 roku, kiedy Juventus miał już zapewniony tytuł mistrzowski, wyrzucił z treningu Gianluigiego Buffona, który spóźnił się o... 10 sekund!  W każdym miejscu, w którym jest, liczy się dla niego tylko zwycięstwo i właśnie taką mentalność wszczepia swoich piłkarzom. Porażka i remis nie mają dla niego różnicy, zawsze chce zdobyć pełną pulę. A skoro od dwunastu spotkań mu się to udaje, to chyba zna się na tym fachu.

Nie wiemy, rzecz jasna, w jakim nastroju będzie Conte na koniec sezonu. I o ile jeszcze nie tak dawno kibice Chelsea mogli się bać, że w razie wpadki, która musi w końcu nadejść, piłkarze nie pozbierają się przez jakiś czas, to aktualnie mogą być spokojni. Z takim generałem jak Conte nie będzie mowy na dłuższą utratę koncentracji.

Jakub Baranowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze