Zaskoczył Pan swoją decyzją wiele osób. Czy także same siatkarki z Muszyny?

 

Bogdan Serwiński: One były przygotowane na tę chwilę od dawna, bo moja decyzja nie zapadła pod wpływem nagłego impulsu. Już od pewnego czasu wspominałem im, że może to nastąpić. Wychodzę z założenia, że jeżeli wymaga się od siatkarek odpowiedzialności, to trzeba takie kryterium wartości zastosować przede wszystkim wobec siebie. Nie byłem usatysfakcjonowany ani tegorocznymi wynikami, ani poziomem gry, a mam zasadę, że honor trenerski jest najistotniejszy. reklama Odpowiedzialność ponosi w pierwszym rzędzie trener, stąd moja decyzja. Co oczywiście nie jest równoznaczne z tym, że kończę z pracą w siatkówce, bo nadal będę pracował w klubie. Nie jest też powiedziane, że nigdy do pracy trenerskiej nie wrócę, chociaż trudno powiedzieć co będzie, bo może nowe życie bez ławki trenerskiej bardzo mi się spodoba? Nie chowam się za kwestie zdrowotne czy rodzinne. Po prostu zespół nie ma satysfakcjonujących wyników, a to jedyne kryterium oceny trenera.

 

W jakiej roli pozostanie Pan w klubie?

 

Przez całą karierę wykonywałem tyle różnych czynności, że można by zebrać z tego kilka etatów. Tak więc teraz odpadnie mi tylko ławka trenerska, a reszta jest do zrobienia. Nasz klub ma bardzo skromną obsadę personalną.

 

Jaką Pan pełni funkcję formalnie, bo przecież bywał Pan i prezesem, i członkiem zarządu...

 

Obecnie jestem członkiem Rady Nadzorczej, natomiast wykonywałem też czynności czysto menedżerskie i nadal je będę wykonywał. Na mojej głowie jest szukanie zawodniczek do zespołu i kontakty z menedżerami, co więcej także z lekarzami, bo zajmuję się kontuzjami zawodniczek, ponadto wszelkie sprawy organizacyjne. Będę się starał, by trenerzy Ryszard Litwin i Marcin Wojtowicz, którzy mnie zastąpili, mieli spokojną głowę i mogli się skoncentrować wyłącznie na pracy sportowej.

 

Najpoważniejszy problem do rozwiązania na najbliższe dni to wygaśnięcie umowy sponsorskiej z Eneą?

 

To był roczny projekt, tak się umawialiśmy na wstępie, więc nie rozdzieramy szat. Nie było klauzuli o przedłużeniu umowy, więc musimy zrobić wszystko, by znaleźć w to miejsce taką firmę, która wypełni w nazwie drużyny trzeci człon.

 

Widzi Pan na to szanse?

 

W naszym realiach gospodarczo-politycznych to nie są łatwe rzeczy. Kluby w siatkówce nie mają stabilności finansowej, to są z reguły doraźne działania i praca non stop, by uzyskać efekt. To często kwestia zwykłego szczęścia. Rozmowy się toczą, ale nie jestem upoważniony, by podać nazwę firmy.

 

Dokładnie 10 lat temu Muszynianka pod Pana wodzą zdobyła pierwsze mistrzostwo Polski. To symboliczne, że dokładnie po dekadzie zamyka Pan jeden z ważnych rozdziałów w swoim życiu.

 

Z siatkówką jestem związany od 30 lat. Najpierw był Poprad Muszyna i Kurier. Była to siatkówka młodzieżowa, połączona z moja pracą nauczycielską na początku lat 80. Fakt, że od pierwszego mistrzostwa, czyli mojego pierwszego wielkiego sukcesu minęło równo dziesięć lat, nie miał dla mojej decyzji znaczenia. Sądzę, że mam jeszcze w sobie dużo inwencji i nie pora na wspomnienia i pamiętniki.

 

30 lat w Muszynie to szmat czasu. Jakby Pan zareagował, gdyby teraz zadzwonił ktoś z ofertą pracy trenerskiej w innym klubie?

 

Nie zastanawiałem się nad tym. Wtedy, gdy odnosiłem sukcesy, graliśmy w Lidze Mistrzyń, miałem dużo intratnych propozycji z wielu klubów. Nie korzystałem z nich, pracowałem dla Muszyny. I pewnie już tak zostanie, chociaż nigdy nie można mówić, że nic takiego się nie wydarzy. Może skuszą mnie nowe wyzwania, ale nie pora, by o tym mówić. Wracając do zespołu siatkarek z Muszyny.

 

Jak duży wpływ na wyniki w Orlen Lidze miały kontuzje Anny Grejman i Małgorzaty Lis?

 

Cały problem tkwił w kontuzjach tych dwóch szóstkowych zawodniczek. Wprawdzie udało się, mówiąc trywialnie, załatać dziury w składzie, ale nie na tyle, żeby to dało skutek satysfakcjonujący. Ania Grejman miała odgrywać rolę liderki sportowej, a Gosia Lis rolę liderki mentalnej. Te plany zostały zniweczone i to źródło naszych niepowodzeń. Zespół stał się rozchwiany i nie był w stanie się ustabilizować, a to się przekładało na niepewną grę. Jak brakuje lidera, to zespół traci bardzo dużo na wartości. To nas bardzo dotknęło, ale nie można usprawiedliwiać niepowodzeń wyłącznie złośliwym zbiegiem okoliczności.

 

Muszynianka zajmuje ósme miejsce, które Pana nie satysfakcjonuje. Jakie jest teraz zadanie dla trenera Litwina?

 

Żegnając się we wtorek z zespołem przypomniałem, że przed sezonem naszym celem, zakładając grę w pełnym składzie, było miejsce w pierwszej czwórce, która gra w play-off o medale. Natomiast na dziś nie jesteśmy zespołem gorszym od drużyny z Bydgoszczy, a więc miejsce piąte-szóste w dalszym ciągu jest całkowicie realne. To cel, do jakiego zespół pod wodzą nowych trenerów będą z determinacją dążyć.

 

Cały wywiad z Bogdanem Serwińskim na dziennikpolski24.pl.