Niesamowicie wyczekiwana walka trwała zaledwie… 48 sekund. Nunes świetnie czuła się w tym pojedynku w stójce. Od początku wywarła presję na rywalce i konsekwentnie rozbijała jej twarz, używając do tego głównie ciosów wyprowadzanych prawą ręką. Rousey nie potrafiła się bronić. Wyglądała na bezradną. W końcu do akcji wkroczył arbiter Herb Dean, który postanowił zakończyć ten pojedynek.

– Zapomnijcie o Rondzie Rousey! Powinna robić filmy. Zapomnijcie o niej! Ma już dużo pieniędzy – wykrzyczała po pojedynku Nunes. – Wiedziałam, że ją pokonam. Jestem najlepsza na tej planecie – dodała zwyciężczyni. „Lwica” nieprawdopodobnie cieszyła się z tego zwycięstwa. Nic dziwnego. W końcu pokazała, że to ona jest królową kategorii koguciej.

Rousey była największą gwiazdą kobiecego MMA, niszczyła kolejno wszystkie rywalki, nie pozwalając im nawet dotrwać do końca pierwszej rundy (tylko Miesha Tate przetrwała do trzeciej). Wszystko zmieniło się 14 listopada 2015 roku, kiedy to doszło do jednej z największych sensacji w historii mieszanych sztuk walk. Rousey walczyła z Holly Holm, najpierw przegrywając pierwszą rundę w historii swoich występów, a następnie została w efektowny sposób znokautowana w drugim starciu.

 

Wiele wskazuje na to, że była największa gwiazda damskiego MMA jeszcze przed trzydziestymi urodzinami zakończy swoją bogatą karierę. – Ronda jak Andrew w wielkich walkach. Game Over. Szkoda zdrowia – skomentował Mateusz Borek.