5. Renegades i Team Impulse zbanowane

 

Team Impulse zaliczyło bardzo dobry występ w sezonie piątym, kończąc obie rundy play-offów na czwartym miejscu, lecz drużynie nie udało się zakwalifikować na Mistrzostwa Świata. Po tym wydarzeniu praktycznie cały skład odszedł, a organizacja chciała sprzedać swoje miejsce w LCS, lecz niestety nie znalazła żadnego kupca, przez co musiała szybko znaleźć jakichkolwiek zawodników przed rozpoczęciem rozgrywek splitu wiosennego.

 

Renegades natomiast szturmem zawojowało Challenger Series i dzięki zwycięstwu przeciwko Team Coast udało im się dostać bezpośrednio do LCS w miejsce zrelegowanego automatycznie Team Dragon Knights. Jednakże zarówno RNG, jak i TIP nie mogło zaliczyć swoich występów do udanych. Drużyny zajęły w lidze odpowiednio ósme i dziewiąte miejsce, co zmusiło je do rozegrania turnieju promocyjnego, z którego ostatecznie wyszły bez szwanku i mogły wziąć udział w kolejnym splicie.

 

A raczej mogłyby, gdyby nie dogłębne śledztwo Riot Games na podstawie złożonych do niego doniesień. Jak się później okazało, właściciel Renegades Chris "Montecristo" Mykles miał zawrzeć tajną umowę ze zbanowanym wcześniej przez Riot Chrisem Badawi, który miał potajemnie pracować nad zespołem. Oprócz tego miało też dochodzić do wymian między zawodnikami Team Dragon Knights i RNG, o których żadna z organizacji oficjalnie nie informowała. Z tych powodów obie zostały zmuszone do sprzedania swoich miejsce w LCS oraz CS. Nadal nie wiadomo czy przedstawiona oficjalnie wersja jest tą prawdziwą, bowiem wszystkie osoby zamieszane w sytuację wszystkiemu zaprzeczają.

 

W przypadku Team Impulse sami gracze mieli współpracować z Riotem, ponieważ jak się później okazało, TIP odwlekało jak najdłużej z przedstawieniem graczom kontraktów, a także mocno zalegało z wypłacaniem pensji. Oprócz nałożonego bana i konieczności sprzedaży spotu, na organizację została również nałożona grzywna. Do tej pory nigdy nie zdarzyła się sytuacja, kiedy to dwie drużyny naraz zostały zmuszone do opuszczenia ligi w ten sposób.

 

4. Efekt Biofrosta

 

Team SoloMid od zarania dziejów starało się dominować na amerykańskiej scenie i w większości przypadków mu się to udawało. Po niezbyt satysfakcjonującej końcówce sezonu piątego organizacja postanowiła wykorzystać sytuację i stworzyć nowy zespół gwiazd, który miał ponownie zawojować Ameryką, a w jego składzie mogliśmy zobaczyć takie nazwiska, jak choćby Bora "YellOwStaR" Kim, Yiliang "Doublelift" Peng czy "Soren "Bjergsen" Bjerg.

 

Pozyskanie YellOwStaRa z Fnatic, a tym bardziej Doublelifta z rąk odwiecznych rywali Counter Logic Gaming, odbiło się w świecie szerokim echem i liczni fani TSM wiązali spore nadzieje z nową drużyną. Z wielkimi oczekiwaniami wiązała się niestety również wielka odpowiedzialność, która najwidoczniej przytłoczyła graczy, którzy sezon zasadniczy zakończyli dopiero na szóstym miejscu, czyli ostatnim gwarantującym udział w play-offach, co było najgorszym wynikiem w historii organizacji. Mimo faktu, że w fazie play-off udało im się zająć drugie miejsce, przegrywając tylko z CLG 2:3, francuski support postanowił opuścić szeregi TSM, a jego miejsce zajął Vincent "Biofrost" Wang.

 

Przed prawie nikomu nieznanym Chińczykiem stanęło ogromne wyzwanie, by przejąć pałeczkę po legendarnym wspierającym Fnatic. Jak się jednak później okazało, ten niepozorny zawodnik stał się tym, czym przez bardzo długi czas Hai "Hai" Lam był dla Cloud9. Team SoloMid szturmem zdobył letni split, przegrywając tylko jeden mecz przeciwko Phoenix1 w sezonie zasadniczym i bez większych problemów wygrywając play-offy, zdobywając tym samym slot w kolejnych już Mistrzostwach Świata. Pozostaje jednak pytanie: czy była to kwestia wyjątkowo dobrej dyspozycji Biofrosta, czy po prostu drużyna wzięła się wówczas w garść? O tym będziemy mogli przekonać się w nowym sezonie, kiedy to wspieranym przez niego marksmanem będzie Jason "WildTurtle" Tran.

 

3. Rekordowe CLG na Mid-Season Invitational

 

Fakt, że TSM miało wiosną spore problemy skrzętnie wykorzystało Counter Logic Gaming, które po zmianie midlanera i marksmana (odpowiednio Choi "HuHi" Jae-hyun i Trevor "Stixxay" Hayes) zaliczyło dość udany sezon zasadniczy, kończąc rywalizację na drugim miejscu z wynikiem 13-5, a także dwukrotnie zwyciężyło 3-2 w play-offach, najpierw przeciwko Team Liquid, a później TSM. Zwycięstwo w sezonie wiosennym oznaczało możliwość wystąpienia na Mid-Season Invitational 2016, którą jak się później okazało, CLG wykorzystało naprawdę dobrze.

 

Pierwsze dwa dni nie zapowiadały sensacji, a pod ich koniec było wręcz odwrotnie, ponieważ amerykańskiej ekipie udało się pokonać G2 Esports i Flash Wolves, lecz uległa Royal Never Give Up oraz... tureckiemu SuperMassive, co było jedynym zwycięstwem zespołu dzikiej karty w całym turnieju. Porażkę tę Counter Logic Gaming musiało wziąć sobie mocno do serca, ponieważ od tego momentu działało jak dobrze naoliwiona maszyna.

 

Kolejny dzień rozgrywek rozpoczął się sensacyjną wygraną z SK Telecom T1, które w fazie grupowej turnieju zaliczyło zadziwiająco dużo upadków. Od tego czasu szło już tylko lepiej, a jedyną kolejną porażką był rewanż z koreańską drużyną. Dzięki temu CLG uplasowało się na drugiej pozycji, zaraz za RNG, a dzięki dwukrotnemu zwycięstwu nad SKT trzecie miejsce zajęło Flash Wolves, które było kolejnym rywalem Amerykanów.

 

W fazie play-off udało się zwyciężyć nad zespołem z LMS wynikiem 3:1, lecz dokładnie tak samo zakończył się mecz Royal Never Give Up kontra SK Telecom T1 na korzyść tych drugich, więc to z nimi ekipa Aphromoo musiała się zmierzyć w wielkim finale. Tam SKT dobitnie pokazało, że obudziło się już do końca, wygrywając mecz 3:0. Mimo tego jednak, CLG jako pierwsza drużyna z NA dotarła do finału międzynarodowego turnieju organizowanego przez Riot, a także jako pierwsza wygrała mecz przeciwko koreańskiemu zespołowi, co jest sporym kamieniem milowym dla zespołów amerykańskiego LCS.

 

2. Nie tak bardzo "nieśmiertelni"

 

Pod koniec 2015 roku miejsce w LCS należące do Team8 zostało wykupione przez Immortals, które chciało obok TSM zostać kolejną drużyną gwiazd, co można było zobaczyć po zakontraktowanych zawodnikach. Heo "Huni" Seung-hoon i Kim "Reignover" Ui-jin z Fnatic, Eugene "Pobelter" Park z CLG, wspomniany WildTurtle z TSM oraz Adrian "Adrian" Ma z Team Impulse - już na papierze te skład wydawał się dość silny, a po rozpoczęciu rozgrywek wszystko zdawało się to potwierdzać.

 

Zasadniczą część splitu wiosennego zespół zakończył na pierwszym miejscu z wynikiem 17-1, deklasując wszystkich rywali i prawie powtarzając sukces Fnatic, w czym przeszkodziło jedynie CLG. Przy jednoczesnej niedyspozycji TSM wynik ten był wręcz zadziwiający i bardzo dużo osób zaczęło bliżej przyglądać się nowemu dominatorowi NA LCS. A przynajmniej do czasu fazy play-off, w której został bardzo szybko pokonany przez Team SoloMid 0:3, lecz tym samym wynikiem w meczu o trzecie miejsce wygrał z Team Liquid. Wiele osób wówczas wysnuwało teorie, że być może jest to wina nieprzystosowania drużyny do formatu BO5.

 

Jeśli rzeczywiście była to prawda, to IMT musiało mocno nad tym popracować w związku ze zmianami struktury rozgrywek letnich i wprowadzenia BO3 do regularnych meczów. Wszystko jednak zdawało się wskazywać na to, że problem został zażegnany, a zespół znów mógł pochwalić się świetnym wynikiem, tym razem kończąc na drugim miejscu klasyfikacji z rezultatem 16-2, ulegając tylko dwukrotnie "odrodzonemu" TSM. W play-offach sytuacja się jednak powtórzyła - najpierw porażka z Cloud9 2:3, później zwycięstwo 3:2 nad CLG.

 

Pomimo tak dobrych wyników w sezonach zasadniczych Immortals wciąż nie mogło być pewne występu na Mistrzostwach Świata, lecz przed nimi były jeszcze kwalifikacje regionalne. Tam jednakże historia po raz trzeci zatoczyła koło, a okazja do zrewanżowania się C9 za poprzednią potyczkę skończyła się na smutnym wyniku 1:3. Ta dysproporcja między częścią zasadniczą a fazami pucharowymi musiała mocno uderzyć dumę graczy, z których większość opuściła drużynę, a ze starego składu pozostał w niej tylko Pobelter.

 

1. Amerykański sen na Mistrzostwach Świata

 

Zespoły z NA LCS wiązały duże nadzieje z zeszłorocznymi Worldsami. Szczególnie w pamięć zapada wypowiedź właściciela TSM Andy'ego "Reginald" Dinha, który wspomniał, że przewidywania wobec jego drużyny sięgają aż do najlepszej czwórki Mistrzostw. Nawet grupy dla Ameryki ułożyły się stosunkowo pomyślnie - w grupie A CLG liczyło na drugie miejsce zaraz za ROX Tigers, w B Cloud9 miało szansę zawalczyć o awans z drugiego miejsca z chińskim IMay oraz Flash Wolves, a Team SoloMid miało stoczyć równą walkę o dominację w grupie z Samsung Galaxy oraz Royal Never Give Up.

 

To, jak bardzo oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością, jest naprawdę sporym zaskoczeniem. Counter Logic Gaming udało się nawet raz pokonać jednego z faworytów turnieju, jakim było wspomniane ROX Tigers, lecz ich zgubą ponownie okazał się zespół dzikiej karty - tym razem było to Albus Nox Luna, które zadziwiło wszystkich, kwalifikując się do ćwierćfinału. Nie dość, że dwukrotnie pokonało CLG, to raz udało mu się także przeciwstawić koreańskiej potędze i gdyby nie jedna porażka z G2 Esports, to ANX znalazłoby się nawet na pierwszym miejscu w grupie.

 

Forma Team SoloMid na turnieju była prawdziwą huśtawką. Z jednej strony dość przekonująco poradziło sobie w jednym ze spotkań przeciwko Samsung Galaxy, z drugiej zaś przegrało wszystkie pozostałe z bezpośrednimi rywalami. Nawet mimo starań Splyce, któremu udało się raz zwyciężyć z Royal Never Give Up, to tej sztuki w obu swoich potyczkach nie mogło powtórzyć TSM. Z tego powodu, pomimo identycznego bilansu zwycięstw, z grupy wydostało się RNG, dzięki dwukrotnej wygranej nad amerykańskim faworytem.

 

Co jest jeszcze ciekawsze - Cloud9, któremu ze wszystkich zespołów z NA dawano najmniejsze szanse, jako jedynemu udało się dostać do kolejnego etapu rozgrywek. Wynikło to po części z dość dobrych występów, a po części z bardzo specyficznych warunków po zakończeniu grupy, kiedy to IMay zwyciężyło dwukrotnie tylko z Flash Wolves, a tajwańscy "pogromcy koreańczyków" wygrali z SKT i C9 tylko raz, co było rezultatem sporego spadku formy drużyny. Niestety dla Cloud9 faza pucharowa skończyła się równie szybko, jak się zaczęła, ponieważ Samsung Galaxy dobitnie pokazało, że przyjechało do Ameryki dobrze przygotowane, kończąc mecz przekonującym wynikiem 3:0.

 

Tak więc były to kolejne Mistrzostwa Świata, podczas których żadnemu amerykańskiemu zespołowi nie udało się osiągnąć półfinałów. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest sezon pierwszy, podczas którego po zwyciężeniu fazy grupowej bezpośrednio do półfinałów dostało się Team SoloMid oraz Epik Gamer, lecz oba te zespoły przegrały swoje mecze, a dodatkowo warto zaznaczyć, że były to jeszcze czasy, w których nie występowała aż taka dominacja sceny wschodniej.