Ostatnie poprawki i odbiory techniczne odbywają się na terenie bazy wojskowej w pobliżu lotniska. Chociaż z nieba leje się żar, uczestnicy największej off-roadowej imprezy na świecie nie wyglądają na zmęczonych takimi warunkami.

 

„Może nie wyglądam najgorzej, ale właśnie wyszedłem z klimatyzowanego kampera. Dzisiaj i tak jest nieźle; w czwartek to dopiero był upał! Wiemy co to za rajd i przyjechaliśmy tu dobrze przygotowani. Jadąc na Dakar nigdy jednak nie można mieć stuprocentowej pewności. Każdy liczy się z tym, że będzie miał kryzys i tylko chodzi o to, żeby on przyszedł jak najpóźniej” – powiedział motocyklista Orlen Teamu Jakub Piątek.

 

Zarówno on, jak i jego partner z zespołu, debiutujący w Dakarze Adam Tomiczek wyglądają na zrelaksowanych i zapowiadają spokojną jazdę.

 

„Staram się troszkę wyciszać, ale ten mój spokój jest pozorny. To cisza przed burzą. Wiem, że gdy zbyt mocno do tego podejdę, to mogę przeszarżować i narobić sobie kłopotów” – przyznał Piątek.

 

„Staram się podchodzić do tych zawodów jak do każdych innych. Wiem, że jeżeli się będę denerwował, do niczego to nie doprowadzi. Chcę spokojnie, swoim tempem przejechać ten rajd i przede wszystkim nabrać doświadczenia, nauczyć się nawigacji i nabijać kilometry, żeby skorzystać z tego w przyszłości. Nawigacyjnie na pewno będzie trudno. Będę się starał jechać powoli i patrzeć w mapkę, bo błąd tutaj może się skończyć nawet utratą życia” – dodał Tomiczek.

 

Obaj twierdzą, że nie boją się gór w Boliwii. „Z wysokościami w miarę dobrze sobie radzę, także dzięki temu, że się wychowywałem w Cieszynie. Może tam nie ma wielkich gór, ale dużo trenowałem na wysokości, więc mój organizm jakoś sobie z tym radzi” – powiedział 22-letni Tomiczek, który mimo młodego wieku może się pochwalić już dziewięcioletnim stażem w prowadzeniu motocykla.

 

Uczestnicy Dakaru przybyli prosto do Asuncion, albo przez Buenos Aires, dokąd dopłynął z Europy ich sprzęt. Motocykle Orlen Teamu dotarły do Paragwaju na ciężarówce, natomiast swój samochód samodzielnie przyprowadziła litewsko-polska załoga Benediktas Vanagas - Sebastian Rozwadowski.

 

„Nasza podróż z Buenos do Asuncion trwała zaledwie 24 godziny. Myślałem, że pójdzie to trochę szybciej, jednak 1300 kilometrów z licznymi przystankami i kontrolowanym przez GPS limitem prędkości robi swoje. Dlatego po dotarciu do Asuncion nie pojechaliśmy do hotelu, tylko prosto na odcinek testowy. Jestem mile zaskoczony możliwościami naszej Toyoty” – relacjonował polski pilot.

 

Testy terenowe mają za sobą także Piątek i Tomiczek. „Nasze motocykle płynęły półtora miesiąca. Nikt przy nich nie grzebał, ale trzeba było je ustawić pod siebie. Ostatnie dostrojenia i fura jest gotowa na start” – poinformował Piątek.

 

Odbiory techniczne trwają od piątku i zakończą się w niedzielę rano. Po południu tego dnia wszyscy uczestnicy zjadą z pokazowej rampy startowej w centrum Asuncion, po czym ich sprzęt trafi do zamkniętego parku maszyn. Będą go mogli odebrać w poniedziałek rano przed rozpoczęciem pierwszego etapu.

 

Tegoroczny Dakar prowadzi z Paragwaju do Argentyny. Po drodze rajdowa karawana, z udziałem dziewięciu Polaków, trafi na kilka dni do górzystej Boliwii. Meta 14 stycznia w Buenos Aires.