„Ja lubię takie upały i wilgotność. Ale to co nas przywitało w Paragwaju rzeczywiście było zaskakujące, zwłaszcza te tropikalne burze. Ja przy takiej pogodzie odżywam, ale jestem do niej dobrze przygotowany. Wstawiłem rower treningowy do sauny, ustawiłem temperaturę na 45 stopni i jeździłem tak przez trzy, cztery miesiące. Dlatego dla mnie tutaj to jest bajka” – powiedział Polak, który w Dakarze startuje Toyotą jako pilot litewskiego kierowcy Benediktasa Vanagasa. Rozwadowski dodał, że nie boi się także boliwijskich wysokości, bo spędził 45 nocy w namiocie tlenowym.

 

„To mój drugi Dakar jako zawodnika. Ojcem dyrektorem w naszym zespole jest Benedikt. Znamy się od 2012 roku, gdy razem wystartowaliśmy w kilku klasycznych rajdach. Od tego czasu jesteśmy kumplami i gdy w kwietniu czy maju 2015 roku zadzwonił do mnie i powiedział, że to już czas żeby w końcu razem pojechać na Dakar, nie zastanawiałem się długo” - opisuje początki znajomości z Litwinem.

 

„Powiedziałem sobie, że muszę to zrobić, bo to przygoda życia. I to było coś fantastycznego. Zakochałem się w tym rajdzie od samego początku. Zawsze dzieliłem ludzi na tych, którzy po Dakarze chcą jak najszybciej o nim zapomnieć i tych, którzy po miesiącu odpoczynku zaczynają przygotowania do kolejnego. Okazało się, że ja należę do trzeciej grupy. Gdy po dwóch tygodniach dotarliśmy do mety, powiedziałem: jak to, to już koniec? Ja chcę jeszcze!” – wspomina Rozwadowski.

 

Jego rolą w załodze jest przede wszystkim nawigacja, która w tym roku jest bardzo utrudniona. „Zasady się całkowicie zmieniły. Ja w tym temacie nie mam wielkiego doświadczenia i z tymi wilkami pustynnymi będzie mi tu ciężko konkurować. Na Dakarze dodatkowym utrudnieniem jest pilnowanie ograniczeń szybkości. Nasze road booki pokazują miejsca, gdzie trzeba zwolnić np. do 40 kilometrów. Ja odpowiednio wcześniej uprzedzam o tym Benedikta, on wyhamowuje i włącza odpowiedni bieg. Ja mam u siebie takie urządzenie, które nawet po naciśnięciu gazu nie pozwala przekroczyć tej prędkości. Wszystko śledzi GPS w naszym aucie. Gdy pojawia się przerywany sygnał, to znaczy, że jesteśmy blisko limitu. Gdy jest ciągły, to już po wszystkim. Przekroczenie prędkości nawet o jeden kilometr to kara finansowa i dodanie karnego czasu” – opisuje.

 

W ubiegły roku litewsko-polska załoga zajęła 26. miejsce. W tym roku chce tę pozycję poprawić. „Oczywiście podstawowy cel to meta, a taki bardziej ambitny to wbicie się do pierwszej piętnachy. A w tym roku jest naprawdę bardzo duża konkurencja” – podkreślił Rozwadowski.

 

Na razie po pierwszym, „rozgrzewkowym” etapie z krótkim odcinkiem specjalnym Toyota z numerem startowym 326 zajmuje 17. miejsce.

 

We wtorek drugi etap - z Resistencii do San Miguel de Tucuman, o długości 803 km, w tym 275 km to OS.