W czwartek o godz. 20 gościem magazynu „Polska 2017” (Polsat Sport) będzie nowy selekcjoner męskiej reprezentacji. Pozwalam sobie zadać kilka pytań, które wydają mi się fundamentalne w obliczu nowej kadencji.

 

1. Czy de Giorgi ma pomysł na swoją pracę przynajmniej do igrzysk olimpijskich w Tokio? Jeśli tak, w jaki sposób zamierza zarządzać kadrą, by ewolucyjnie osiągnęła szczyt na igrzyskach i wreszcie wywalczyła medal tej imprezy.

 

Historia jest nieubłagana. Odkąd polska siatkówka zaczęła sięgać po zagranicznych trenerów, tylko Raulowi Lozano udało się przepracować pełny olimpijski cykl. Pozostali selekcjonerzy zaczynali pięknie, kończyli w niesławie. Nawet uwielbiany powszechnie Stephane Antiga musiał pogodzić się z tym, że choć ubrano to w dyplomatyczne szaty „nieprzedłużenia umowy”, w rzeczywistości wylano go z roboty za nieudane igrzyska. Podobny los spotkał dwóch jego poprzedników, rozstanie z Lozano nastąpiło co prawda po igrzyskach w Pekinie, na których również nie udało się wywalczyć medalu, ale gorycz nie była aż tak wielka, wszak dopiero aspirowaliśmy do grona tuzów tego sportu, mimo że mieliśmy w dorobku srebrny medal mundialu w Japonii. Powiedzmy sobie szczerze, Lozano wyleciał za swój charakter, o czym poniżej, tak czy owak jest chlubnym wyjątkiem jeśli idzie o kontynuację pracy.

 

Poza Lozano właśnie, który pierwsze mistrzostwa Europy przegrał w starym stylu, apogeum możliwości autorskich drużyn każdego z zagranicznych trenerów przychodziło już w pierwszej wielkiej imprezie. Rozbudzone apetyty, niepohamowana ambicja podyktowana także rosnącą koniunkturą kazała nam widzieć w biało-czerwonych faworytów absolutnie każdej imprezy. Nikt nie zwracał uwagi na to, że Brazylia pozostaje nietknięta przez resztę świata, Polacy – choć logika wskazywała na to, że to jeszcze nie ten czas – mieli zwyciężać zawsze i wszędzie.

 

Była to niewątpliwie wypalająca presja. O ile początki współpracy między siatkarzami a trenerem układały się idyllicznie, per saldo kosztowały zespół zbyt wiele. Narastały nieporozumienia, trenerskie autorytety murszały w oczach coraz bardziej świadomych i utytułowanych siatkarzy. Drużyna, która teoretycznie powinna osiągnąć najwięcej, złożona z największych gwiazd dekady ekipa Castellaniego, w mistrzostwach świata we Włoszech, dokąd pojechała jako mistrz Europy, zawiodła najboleśniej ze wszystkich.

 

Jesteśmy mistrzami świata, Europy, wygraliśmy Ligę Światową, nie mamy w najnowszej historii sukcesu na igrzyskach. To impreza, która w najwyższym stopniu weryfikuje siatkarskie reprezentacje, eliminuje zrodzone w przypadku historie, wymaga długofalowego pomysłu i benedyktyńskiego zacięcia. Chciałbym mieć pewność, że de Giorgi jest tego świadomy. Że zdaje sobie sprawę, jak bardzo w Polsce liczymy na obliczane seriami sukcesy, a nie pojedyncze wysoki. Te już mieliśmy, chcemy być potęgą i basta. Przed laty – co zresztą wytknąłem wcześniej – byłoby to absolutnie nieuzasadnione. Obecnie to Polska ma wszystkie atuty, by stać się nową Brazylią; od zawodników po potencjał finansowy, medialny i kibicowski. By wejść na ten pułap, szef tego projektu musi mieć plany szerokie i konsekwentne. Celem są nie tylko tegoroczne mistrzostwo Europy czy kolejne Ligi Światowe. Celem dalekosiężnym jest medal w  Tokio 2020.

 

Na koniec dość symptomatyczne wyniki sondy, jaką ogłosiłem na Twitterze. Aż 73 proc. pytanych stwierdziło, że de Giorgi nie przepracuje olimpijskiego cyklu...

 

2. Jaki styl pracy selekcjonera zamierza zaordynować trener, który dotychczas pracował tylko w klubie?

 

Zagadnienie powyżej to jedno z największych wyzwań de Giorgiego. Pytanie, czy podoła temu trener bez selekcjonerskiego doświadczenia. Tu mam największe obiekcje, zresztą w tych samych kategoriach kibice nieufnie spoglądali na Radostina Stojczewa, który co prawda pracował z Bułgarami, ale jak skończyła się ta robota, doskonale wiemy. Czy de Giorgi będzie jeździł po Polsce, stając się inspiracją nie tylko dla gwiazd, ale także dla siatkarzy z dalszymi perspektywami, czy jak Lozano zamknie się w stolicy nie wyściubiwszy z niej nosa? Podejmie dialog także z trenerami (sporo o tym poniżej), czy uda wszechwiedzącego, który dekretuje, a nie dyskutuje? Nie znamy de Giorgiego jako selekcjonera, niech na początek uprzedzi nas, czego mamy się spodziewać.

 

3. W jaki sposób de Giorgi zamierza uchronić się przed nieporozumieniami, które były początkiem końca każdego z dotychczasowych selekcjonerów?

 

Znów muszę zacząć od Lozano, bo choć nie sposób zakwestionować jego zasług dla naszej siatkówki, nie zostawił po sobie zapłakanych tłumów. Oczywiście są zawodnicy, którzy zawdzięczają mu wszystko, ale są i tacy, którzy o grze w kadrze nie chcieli już później słyszeć. Zresztą serial „ten chce grać, ten nie chce” stał się motywem przewodnim niemal każdej kadencji. Najdłużej trwały perturbacje z Mariuszem Wlazłym, nieporozumienia trawiły drużynę, zamiast o sporcie, często dyskutowało się o powołaniach i kulisach. Poskładał to dopiero Antiga, ale z kolei sam zrezygnował z Bartosza Kurka, a później grupa rozlazła mu się plotkując po kątach o chaosie, improwizacji i niezbyt czytelnych regułach. Niektórzy do kadry w ogóle nie wrócili (Zbigniew Bartman po rozstaniu z Anastasim), można mieć wrażenie, że potencjał naszej siatkówki nigdy nie został wykorzystany w 100 proc. Dla de Giorgiego też przestroga – wszelkie konflikty, nawet jednostkowe – stawały się początkiem końca każdego z byłych selekcjonerów.