Przez ostatnie dwa lata dużo się w obu ekipach zmieniło. Przede wszystkim - trenerzy. Zwolnionego po mistrzostwach Europy Michaela Bieglera zastąpił Talant Dujszebajew, który zdążył już z Biało-Czerwonymi awansować do igrzysk w Rio i zająć tam czwarte miejsce. Hiszpanów w turnieju olimpijskim z kolei nie było, a brak awansu utratą posady przypłacił doskonale znany w Polsce Manolo Cadenas. Nowym selekcjonerem Hiszpanów został Jordi Ribera.

 

Ribera kadrę na mundial w Hiszpanii oparł przede wszystkim na doświadczonych zawodnikach. Talant Dujszebajew - wprost przeciwnie. Z różnych względów do Francji nie pojadą ci, którzy przez ostatnie lata stanowili po sile reprezentacji. Pierwszy raz, tak gruntownie przebudowaną i odmłodzoną drużynę narodową, mieliśmy okazję zobaczyć właśnie w meczu z Hiszpanią.

 

Pierwsza połowa meczu w baskijskim Irun upłynęła pod znakiem sporego chaosu. Jordi Ribera potraktował mecz z Polską dokładnie tak, jak zapowiadał na łamach hiszpańskiej prasy. - Ten turniej jest po to, by jak najlepiej zaprezentować się w mistrzostwach świata. Jeśli wygramy to świetnie, ale priorytetem jest przygotowanie do mundialu - słowa Ribery przytaczała piątkowa "Marca".

 

I rzeczywiście od pierwszej minuty widać było, że trener rywali szuka, sprawdza, testuje. Podobnie można ocenić postawę Talanta Dujszebajewa, który zostawił na ławce Mariusza Jurkiewicza, a do bramki posłał Adama Malchera. I niespodziewanie to bramkarz Gwardii Opole został bohaterem pierwszej połowy. Hiszpanie, którzy najwyraźniej Malchera nie znają, rzucali mu tak, jak lubi najbardziej - w dół bramki. A Malcher, choć mierzy blisko dwa metry, z takimi rzutami radzi sobie najlepiej.

 

Gorzej prezentował się Rodrigo Corrales w bramce gospodarzy. A najwięcej problemów miał z rzutami... klubowych kolegów. Z pierwszych pięciu bramek dla Polski cztery rzucili zawodnicy Orlen Wisły Płock: Tomasz Gębala, Maciej Gębala i Michał Daszek. Zwłaszcza bomby z drugiej linii Tomka Gębali mogły się podobać i budzić skojarzenia z rzutami Karola Bieleckiego.

 

Biało-Czerwonym przytrafiły się wprawdzie przestoje, Hiszpanie obejmowali trzy (7:4) i czterobramkowe (10:6) prowadzenie, ale Polacy za każdym razem byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Ba, gdyby w ostatniej sekundzie Marek Daćko trafił w sytuacji sam na sam z bramkarzem, to do przerwy byśmy prowadzili.

 

Im dłużej trwał mecz, tym częściej na boisku pojawialisię kolejni zawodnicy. W polskim zespole Niewrzawę na środku rozegrania zminiał Gierak, po prawej stronie Przybylskiego zastępował Łyżwa, na lewym rozegraniu pojawił się Jurkiewicz, a na kole wspomniany Daćko. Z początkiem drugiej połowy do zmian doszło również w obu bramkach. Malchera zastąpił Adam Morawski, a za Corralesa wszedł blisko 40-letni debiutant Gurutz Aguinagalde, starszy brat dużo bardziej znanego Julena Aguinagalde.

 

Ale to nie bramkarze wystąpili w głównych rolach w pierwszych minutach po przerwie. Na pierwszy  plan wysunęli się grający dużo lepiej niż przed przerwą zawodnicy gospodarzy. Bardziej aktywna, wyższa obrona, szybkie i skuteczne ataki. Na taką grę Hiszpanów, Polacy nie mogli znaleźć recepty. Kiedy w 41. minucie Talant Dujszebajew prosił o czas, przegrywaliśmy już 14:19.

 

Niestety w kolejnych minutach przewaga Hiszpanów wcale nie malała. Dość powiedzieć, że pierwszy kwadrans po przerwie Polacy przegrali... 4:11! Należy jednak stanowczo podkreślić, że niewielka w tym wina Adama Morawskiego. Wszyscy Polacy grali w tym okresie bardzo źle. W ataku popełnialiśmy proste błędy, w obronie nie radziliśmy sobie z coraz szybciej grającą Hiszpanią. Niestety młody bramkarz Orlen Wisły nie miał okazji do podreperowania swoich statystyk, bo na ostatni kwadrans trener Dujszebajew wpuścił do bramki Mateusza Korneckiego.

 

A skoro o bramkarzach mowa, to trzeba docenić występ Gurutza Aguinagalde. 40-latek o awaryjnym (w miejsce Gonzalo Pereeza de Vargasa) powołaniu do kadry mówił: - To niesamowite uczucie po 22 latach kariery, w wieku, w którym już się tego nie mogłem spodziewać. W dodatku zagram w jednym zespole z moim bratem i to u siebie w domu!

 

Postawą na boisku starszy brat Julena Aguinagalde udowodnił, że traktuje występ w drużynie narodowej wyjątkowo. Bronił świetnie, a że miał wsparcie u kolegów z pola, to przewaga Hiszpanów rosła, rosła i rosła... Ostatecznie Polacy przegrali różnicą dziesięciu trafień.

 

Turniej towarzyski w Irun

 

6 stycznia

 

Argentyna – Katar 25:30 (14:13)

 

Hiszpania – Polska 30:20 (11:11)

 

Hiszpania: Corrales, G. Aguinagalde - Rivera 6, Sarmiento 6, Perez 4, Gurbindo 2, Morros 2, Goni 2, Canellas 2, J. Aguinagalde 1, Balaguer 1, Costoya 1, Dujszebajew 1, Figueras 1, Tomas 1, Entrerrios, Guardiola.

Polska: Malcher, Morawski, Kornecki – Przybylski 4, T.Gębala 4, M.Gębala 2, Daszek 2, Daćko 2, Jurkiewicz 2, Gierak 1, Chrapkowski 1, Niewrzawa 1, Krajewski 1, Jachlewski, Walczak,  Łyżwa.

 

W sobotę gramy w Irun z Katarem, w niedzielę z Argenytyną. A w czwartek 12 stycznia, już we francuskim Nantes, z Norwegią. W pierwszym meczu mistrzostw świata 2017.