Tomasz Ołdak: Jak idą przygotowania do walki w życia?

Andrzej Wawrzyk: Cały czas zasuwamy na maxa! Nawet nie patrzę na czas - rano wchodzę, wieczorem wychodzę z sali. Co godzinę zmieniam koszulkę i cały czas trenuję. Przede mną walka życia, więc muszę zbudować formę życia.

W ramach postanowień noworocznych postanowiłeś zostać mistrzem świata?

Tak jest, to moje postanowienie na 2017 rok! Tego się trzymam.

Stanąłeś już oko w oko z Deontayem Wilderem. Czułeś wtedy, że możesz się z nim zmierzyć?

Były wtedy jakieś rozmowy, ale bardzo delikatne. Był jednak jakiś mały sygnał, że w przyszłości może dojść do takiej walki.

Pytałeś już Artura Szpilki, jak walczyć z Wilderem, by uniknąć takiego smutnego zakończenia?

To jest po prostu boks i waga ciężka. Radził sobie bardzo dobrze. Wilder wyczekał w dziewiątej rundzie, na jego cios odpowiedział swoim... Nie ma na to silnych - po takim ciosie musiało tak się skończyć. Rozmawiamy z Arturem cały czas, ale mamy inne style.

Jak walczyć z Wilderem, by czymś go zaskoczyć? Wszyscy wiedzą, że w ataku jest piekielnie niebezpieczny, ale w obronie zostawia trochę miejsca...

Zadanie jednego czy dwóch ciosów nic nie da. Dopiero kolejne mają szansę dojścia, bo on jest niesamowicie niewygodny. Jest wysoki, boksuje z odchylenia i ma dobre wyczucie. Nie trzyma jednak wysoko rąk. Jest szansa, by moje uderzenia doszły.

Śledzisz informacje prasowe na temat tej walki?

Nie śledzę, ale wiem, co się dzieje. Wiem, co pisze większość ludzi. Jak to w Polsce - ludziom chce się ponarzekać: jak to im ciężko, jak to im się nie udało itd. Niech piszą, co tylko chcą. Ja nic na to nie poradzę. Mam za sobą swój team, przyjaciół i rodzinę. Wierzymy, że mamy szansę na zwycięstwo.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.