NA LCS: Cisza przed burzą. Miejsca 8-10

E-sport
NA LCS: Cisza przed burzą. Miejsca 8-10

Amerykański LCS przyzwyczaił nas w ostatnim czasie do ogromnej ilości rotacji i przetasowań, które co roku mają miejsce za Oceanem. Tym razem jednak amerykańskie formacje przebiły same siebie, kontraktując całą grupę znakomitych Koreańczyków, żeby w tym zestawieniu wymienić chociażby Ssumday’a, Chasera, Flame’a, Arrowa czy Loopera.

Co zrozumiałe, na tym zjawisku ponownie ucierpieli rodzimi zawodnicy regionalnych debiutantów w składach występujących w LCS ekip możemy policzyć na palcach jednej ręki: Contractz, Cody Sun, Akaadian. Zbliżający się split amerykańskich zmagań zapowiada się jednak pasjonująco, choć wiosna powinna być dopiero preludium do fantastycznego lata. Kto w nadchodzącym splicie znajdzie się na dole tabeli?

 

Niemniej zanim przejdziemy do treści merytorycznej, warto powiedzieć kilka słów o samym systemie weryfikacji. Zawodnicy zostali ocenieni możliwie obiektywnie, z uwzględnieniem zaprezentowanego potencjału, ostatnich występów oraz przypuszczalnej skali talentu. Ponadto noty odnoszą się do sytuacji w obrębie konkretnej pozycji, więc porównywanie ocen przykładowo midlanera i toplanera pozbawione jest tutaj sensu. Pod względem „zgrania i komunikacji” pod uwagę brane były czynniki takie jak staż wspólnej gry, płynność komunikacyjna i kwestie charakterologiczne. Format zastosowany przy tworzeniu zestawienia jest jednak nieidealny. Nie sposób usystematyzować wszystkich czynników, które zostały wspomniane w omówieniach, przez co sam ranking należy traktować z pewną dozą sceptycyzmu, a skupić się przede wszystkim na treści dotyczącej konkretnych zespołów.

 

 

10. FlyQuest (17,5)


Patrząc na mecz barażowy pomiędzy Cloud9 Challenger oraz NRG eSports, można było odnieść wrażenie, że oglądamy spotkanie koszykówki, w którym kilku emerytów zgraniem i doświadczeniem ogrywa bandę wybieganych dzieciaków. Samo porównanie do koszykówki nie jest tu przypadkowe – zespół przekształcony we FlyQuest posiadł bowiem właściciel występującego w NBA Milwaukee Bucks. I tak – Hai „Hai” Lam, An „Balls” Le i Daerek „LemonNation” Hart wracają do LCS. Szczerze mówiąc, w drodze ex-C9C do najwyższego poziomu rozgrywkowego można by znaleźć pewną analogię do sytuacji sprzed trzech lat. Zespół organizacji Cloud9 bez większych problemów przedarł się wtedy przez Challenger Series, rozsmarował przeciwników na ścianie w relegacjach i dołączył do regionalnej ligi. Hai i spółka na tym jednak nie poprzestali, jako beniaminek całkowicie dominując zmagania za Oceanem i na długie lata stając się ekipą ze ścisłej czołówki regionu, a także etatowym reprezentantem Ameryki na Mistrzostwach Świata. A teraz – sprawna wygrana w Challenger Series, szybkie 3-0 z NRG eSports… Nie, to nie oznacza, że kariery weteranów rozkwitają na nowo. Duży udział w tak przekonującym triumfie FlyQuest w barażach mieli rywale, którzy do turnieju relegacyjnego podeszli z wyraźną niechęcią i pragnieniem jak najszybszego zakończenia nieudanej przygody z NRG. Oczywiście nie należy jednocześnie umniejszać zasług samego ex-Cloud9 Challenger, które bardzo dobrze prezentowało się na zapleczu LCS, a potem potrafiło sprawnie przełożyć to na rywalizację o miejsce w elitarnym cyklu. Hai, LemonNation i Balls to już jednak e-sportowi staruszkowie, który wrócili z emerytury (w przypadku dwóch pierwszych) i odcinają kupony, ciesząc się grą, ale nie nadążając za czołówką. Hai nigdy nie był mechanicznym bogiem, ale teraz jego indywidualne umiejętności nie budzą żadnego respektu, a LemonNation i Balls też nie prezentują tych samych umiejętności, z których słynęli jeszcze kilka splitów temu. Czy więc drużyna zajmie ostatnie, dziesiąte miejsce? Pewnie… nie. Taka prognoza jest zgodna z liczbami, ale zupełnie nielicująca z duchem gry i bardzo krzywdząca dla FlyQuest. Nabyte w trakcie kariery doświadczenie nie znika, a umiejętność prowadzenia gry i wychodzenia z najgorszych tarapatów nadal pozostaje znakiem firmowym byłych zawodników Cloud9, którzy powinni ugrać kilka gier znajdujących się, przynajmniej w teorii, poza ich zasięgiem. FlyQuest może spokojnie pokusić się o garść niespodzianek, szczególnie na początku splitu, kiedy większość zespołów szalejących niedawno w okienku transferowym będzie się dopiero zgrywać.

  

 

 


Nie zapominajmy, że oprócz doświadczenia formacja dysponuje również tajną bronią w postaci Johny’ego „Altec” Ru, wielk… wiecznego amerykańskiego talentu. Strzelcowi wróżono jakiś czas temu znacznie większą karierę, ale szereg złych decyzji i występy nieco poniżej oczekiwań sprawiły, że do Alteca przylgnęła łatka niespełnionej nadziei. Nie oznacza to jednak, że umiejętności 19-latka nagle zniknęły, bo strzelec nadal jest bardzo niebezpiecznym zawodnikiem, który małymi kroczkami odbudowuje swoją pozycję w regionie. Zdecydowanie warto zwrócić uwagę na tego chłopaka, bo kiedy Hai i LemonNation będą dyrygować zza kulis, na pierwszym planie na pewno będzie znajdował się właśnie Altec.


FlyQuest przed sezonem straciło jednak swój wielki talent, Juana „Contractz” Arturo Garcię, który temperamentem i instynktowną grą świetnie korespondował z idealnie wyważonym prowadzeniem rozgrywki przez Hai’a. Młokosa zastąpił Galen „Moon” Holgate, dżungler, który pomimo pokładanych w nim sporych oczekiwań, nie odnalazł się w LCS - ani w NRG eSports, ani w Apex Gaming, ani w Team Liquid i nadal pozostaje w rozkroku pomiędzy Challenger Series a najwyższym szczeblem rozgrywkowym w Ameryce. Od bardziej doświadczonych kolegów może się jednak wiele nauczyć i FlyQuest, który teoretycznie skazywane jest na turniej barażowy, może trochę namieszać… Kto wie, może nawet w walce o play-offy.

 

 

 

9. Team EnVyUs (18,5)


EnVyUs to zespół, który w letniej edycji rozgrywek 2016 dostał się do play-offów NA LCS, a teraz dokonał dwóch rotacji, tak naprawdę nie wzmacniając się, ani zbytnio nie osłabiając. Problem polega na tym, że kiedy EnVyUs spokojnie drzemało w stanie stagnacji, potencjalni rywale dokonali bardzo solidnych ruchów transferowych. Za taki ciężko uznać wymianę dotychczasowego dżunglera Kima „Procxin” Se-yeonga i strzelca Benjamina „LOD” deMuncka na nowy duet leśnik-ADC w postaci innego Koreańczyka Nama „LirA” Tae-yoo i Amerykanina Apollo „Apollo” Price’a. Procxin był przeciętnym, agresywnym zawodnikiem, ale dobrze komponował się z resztą zespołu. Zatrudnienie Liry teoretycznie można uznać tutaj za dobry ruch, ale były zawodnik Afreeca Freecs nigdy nie był uważany w Korei za ponadprzeciętnego gracza i nawet ostatnie sukcesy AF wiązane są raczej z niestandardowym podejściem do gry formacji i tożsamościami prowadzących. Do tego transferu zachowawczo nastraja też fakt, że LirA miał jeszcze niedawno zostać nowym dżunglerem Team Vitality, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Powodem ponoć był fakt, że nie potrafił odnaleźć się w nowym środowisku, co wiązało się zarówno ze zmianą regionu, jak i samym składem Vitality. Ostatecznie LirA postanowił kontynuować karierę na Zachodzie, ale pewien niepokój o jego postawę pozostał. Warto jednak zauważyć, że nowy nabytek EnVyUs, podobnie jak poprzednik, charakteryzuje się mocno ofensywnym stylem gry, co powinno pomóc drużynie w sprawnym wypracowaniu synergii i zachowaniu tożsamości, która charakteryzowała formację.

  

 

 


Druga rotacja w postaci Apollo to już czysta degradacja, co prawda niezbyt znacząca, ale nowy strzelec niewątpliwie stanowi spadek wartości w porównaniu do LOD’a. Sam Apollo ostatnio występował w Apex Gaming, które niedawno przekształciło się w Team Dignitas i gdzie też powędrował były strzelec EnVyUs, tym samym zamykając proces wymiany graczy. Ten barter na pewno nie wyszedł na dobre niedawnym uczestnikom play-offów NA LCS. Tym niemniej Apollo to stosunkowo stabilny wybór, który po fatalnym debiucie wraz z Team Coast, po powrocie do elitarnego cyklu prezentuje się już całkiem solidnie, choć najbliższego splitu z pewnością nie zawojuje. Jednocześnie Apollo jest ekonomicznym strzelcem, który nie zabiera wiele złota drużynowego, dzięki czemu więcej możliwości będzie miał koreański duet Seraph-Ninja.


Właśnie ta dwójka wraz z supportem Hakuho zdecydowała się pozostać w EnVyUs. W poprzednim splicie w barwach tej formacji ciężko było znaleźć mocne punkty, ale z trudnością przychodziło też wskazanie tych słabych. Podobnie powinno być także na wiosnę – najsilniejszą stroną EnVyUs powinno być stanowienie kolektywu. Drużyna ma jak najbardziej ma szanse, by powalczyć o bezpieczną, ósmą pozycje. Natomiast, jeśli wyżej notowane formacje zawiodą, realne są nawet play-offy. Problem polega na tym, że niewiele zależy tutaj od samego EnVyUs. Drużyna posiada bowiem stosunkowo niewielki potencjał, a jednocześnie prezentuje relatywnie stabilny poziom. Tymczasem zespoły, które w przerwie międzysezonowej wymieniły praktycznie całe składy posiadają niewątpliwie większe możliwości, ale jednocześnie w ich przypadku wiele też może pójść nie tak. I właśnie na to liczyć musi EnVyUs, żeby myśleć o czołowej szóstce. Czy jednak widok zawodzącego Dignitas, Immortals, Phoenix1 czy Echo Fox wydaje się aż taki nierealny?

 

 

 

8. Echo Fox (18,5)


Nowy sezon, nowe Echo Fox? Nie do końca… Co prawda zespół zainwestował w realne wzmocnienie w osobie świetnego toplanera Janga „Looper” Seong-hyeoka, ale w dużej mierze powiela stare błędy. Czy jednak na pewno? Pozostanie w ekipie duńskiego midlanera Henrika „Froggen” Hansena to oczywista oczywistość zarówno w kontekście oferowanych umiejętności, jak i faktu, że europejska gwiazda stanowi centralny element wizji całego zespołu, jego mózg i serce. Jednak już przedłużenie kontraktu z Yurim „KEITH” Jew jest decyzją dość kontrowersyjną. Młodemu strzelcowi nie można odmówić talentu, ale jego postawa w trakcie obydwu splitów w barwach formacji dość mocno odbiegała od oczekiwań, które stały się jego udziałem. Echo Fox było zespołem z dolnych części tabeli, a KEITH – jednym ze słabszych strzelców w stawce. Wydawało się więc, że jeśli EF ma rywalizować o wyższe cele to kluczową sprawą jest zatrudnienie lepszego zawodnika na pozycję drugiego prowadzącego. Niemniej wydaje się, że po raz kolejny do głosu doszedł tutaj sentymentalizm Froggena, który ma decydujący głos w kontekście składu Echo Fox. Duńczyk nie lubi przyznawać się do błędów i często za mocno przywiązuje się do niektórych kolegów z drużyny, co mogliśmy już zobaczyć między innymi w przypadku Elements i Mike’a „Wickd” Pedersena. Duńczyk liczy jednak, że KEITH w końcu odpali, a sam będzie mógł wznieść zwycięskie: „A nie mówiłem!”. Ogólnie rzecz biorąc, zatrzymanie strzelca nie wydaje się dobrą decyzją, pomimo że w Amerykaninie z pewnością drzemie potencjał i cóż, albo Froggen się zawiedzie - jak ma to miejsce zazwyczaj, albo będzie triumfował - co zdarza mu się ostatnio przygnębiająco rzadko.

 

 

 


Jednocześnie Matthew „Akaadian” Higginbotham i Austin „Gate” Yu, czyli odpowiednio nowy dżungler i nowy wspierający to dwójka stanowiąca realne wzmocnienie względem Anthony’ego „Hard” Barkhovtseva i Terry’ego „Big” Chuonga, choć ciężko ten duet nazwać klasowym. Akaadian to zawodnik, który do tej pory kilkukrotnie próbował swoich sił w Challenger Series (Team Liquid Academy, Dream Team) i w końcu, po dobrych występach, zapracował na angaż w formacji z LCS. Tymczasem Gate zatrudniany był dotychczas w ekipach z dołu tabeli (Team Impulse, Phoenix1), gdzie całkiem nieźle radził sobie z rolą kapitana tonącego okrętu i niewątpliwie w obydwu ekipach był wyróżniającą się postacią. Obydwaj gracze sprawiają wrażenie inteligentnych oraz takich, którzy szukają możliwości, by pokazać pełnię swojego potencjału. I być to jest właśnie ten projekt jest taką szansą. Echo Fox ewidentnie stawia na aspekt drużynowy i ta inicjatywa jak najbardziej może się udać, pomimo że na papierze odświeżony zespół znów wygląda po prostu przeciętnie.


Jednocześnie nie należy zapominać o Looperze. Doświadczony koreański gracz ma na swoim koncie Mistrzostwo Świata 2014, słaby rok 2015 w barwach Masters3 oraz powrót na szczyt wraz z Royal Never Give Up, z którym wygrał wiosenny split LPL 2016 i dotarł do ćwierćfinału światowego czempionatu. I znów, Looper, oprócz umiejętności mechanicznych, ceniony jest za świetne teleporty i umiejętność współpracy z drużyną… Hmm… Wydaje się, że w nowym składzie Echo Fox można dostrzec pewien wzór, pewną ideę, element wizji - nastawienie na kolektyw. Może jednak nie wszystko stracone?

 

Rafał Fiodorow

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze