Pindera: Kto ma Wlazłego, ten wygrywa

Siatkówka

W sporcie najważniejsze są emocje, a tych w tym spotkaniu nie brakowało. O wygranej Skry zadecydował tie break i Mariusz Wlazły, MVP tej rywalizacji. Stare powiedzenie, że kto ma Wlazłego ten wygrywa, jest więc wciąż aktualne. Tak samo jak banalne powiedzenie, że siatkówka, to gra błędów. Trudno jednak odmówić mu logiki, tak przecież było w Bełchatowie.

W pierwszym secie długo prowadzili gospodarze, a mistrzowie Polski uparcie gonili. I gdy już dogonili, proste błędy w ataku popełnili siatkarze Skry. Najpierw reprezentacyjny środkowy Karol Kłos nie wykorzystał wydawałoby się idealnej okazji do zdobycia punktu, a chwilę później Artur Szalpuk, kolejny olimpijczyk, dał się zablokować jak dziecko, niższemu o kilkanaście centymetrów Benjaminowi Toniuttiemu, rozgrywającemu zespołu Zaksy. Dodajmy, że był to blok pojedynczy i boleśnie (dla Szalpuka i Skry) skuteczny.

 

Kiedy Skra wyraźnie uległa rywalom w drugiej partii wydawało się, że tym razem wielkich emocji nie będzie. Zespół prowadzony przez Philippe’a Blaina popełniał zbyt dużo błędów i nie był w stanie nawiązać wyrównanej walki z liderem rozgrywek. Nie po raz pierwszy jednak okazało się, że w siatkówce prowadzenie 2:0 w setach niczego jeszcze nie załatwia, co Skra w pięknym stylu udowodniła. Trzeba przyznać, że w dużej mierze za sprawą niezmordowanego Mariusza Wlazłego. Lata lecą, a on wciąż jest najlepszym polskim atakującym. W 2014 roku, gdy reprezentacja Polski pod wodzą Stephane’a Antigi i Blaina zdobywała mistrzostwo świata, Wlazły był najlepszym atakującym i jednocześnie MVP turnieju.  Szkoda, że postanowił wtedy zakończyć karierę, bo bardzo by się naszej narodowej drużynie przydał na igrzyskach w Rio de Janeiro.

 

Nowy trener reprezentacji, Ferdinando De Giorgi, który do końca sezonu prowadzić będzie Zaksę, z pewnością chętnie skorzystałby z jego usług, tym bardziej, że sukces w tegorocznych mistrzostwach Europy rozgrywanych w naszym kraju będzie polskiej siatkówce bardzo potrzebny. Ale znając Wlazłego, ten zdania raczej nie zmieni i do reprezentacji nie wróci. Tym bardziej więc cieszy dobra postawa Dawida Konarskiego, atakującego Zaksy.  Ten pojedynek wygrał wprawdzie Wlazły i Skra, ale rozgrywki trwają, a liderem PlusLigi dalej jest zespół z Kędzierzyna Koźla.

 

Ostatni punkt w tie breaku zdobył oczywiście Wlazły, po wystawie… Bartosza Kurka, który wszedł na boisko tylko na tę jedną akcję. Na razie Kurka oglądamy częściej w kwadracie dla rezerwowych, ale nie sądzę, by De Giorgi z niego zrezygnował.  Przecież do niedawna to on był polskim numerem jeden w ataku.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze