Obaj reprezentanci Polski znaleźli się w epicentrum małego skandalu związanego z Pepe Reiną i efektownym comebackiem gospodarzy. Golkiper Błękitnych przy stanie 0:1 (na boisku był już wtedy Zieliński) padł po wybiciu piłki wskutek rzekomego kontaktu z Matiasem Silvestre. Argentyński obrońca w 61. minucie tak ambitnie naciskał bramkarza rywali, że utrudnił mu w niesportowy sposób wybicie piłki i otrzymał drugą żółtą kartkę.

Jak się później okazało wspomniana sytuacja odwróciła losy meczu: gospodarze grający w przewadze odrobili straty z nawiązką w ostatnim kwadransie meczu, zdobywając zwycięską bramkę (Lorenzo Tonelli) w piątej minucie doliczonego czasu gry. Nie obyło się jednak bez skandalu: przedstawiciele Sampdorii domagają się bowiem kary dla Pepe Reiny, który przy sytuacji z czerwoną kartką miał symulować i wymusić taką decyzję u arbitra.



Po spotkaniu Reina potwierdził, że był zahaczany przez Silvestre'a i czerwona kartka była zasłużona. Klub Linetty'ego i Bartosza Bereszyńskiego jest innego zdania i domaga się zawieszenia dla hiszpańskiego bramkarza. Bliźniacza sytuacja miała ostatnio miejsce w związku z meczem AS Romy: dwumeczowe zawieszenie za symulowanie otrzymał Kevin Strootman.
Sędziowie byli na tyle blisko, że mogli zobaczyć całą sytuację jak na dłoni. Silvestre nawet nie dotknął Reiny, a ten upadł. Czekamy na materiał wideo i będziemy domagać się sprawiedliwości. Szkoda, że ta nie przywróci nam punktów ligowych... Powiedzmy sobie wprost: zostaliśmy okradzeni.
Cały mecz z poziomu ławki rezerwowych obejrzeli Igor Łasicki (Napoli) i nowy nabytek Sampdorii, Bartosz Bereszyński.