O tym, że reforma, której wielkim zwolennikiem jest Gianni Infantino, prędzej czy później wejdzie w życie, wiedzieli wszyscy. Ale ostatnio mówi się o tym coraz głośniej i wiele środowisk twierdzi, że nowy kształt turnieju został już "klepnięty". FIFA ma to ogłosić na wtorkowym posiedzeniu w Zurychu. Tak przewiduje m.in. Zbigniew Boniek.

 

 
Co to oznacza? Ano to, że od 2026 roku na mundialu rywalizować będzie co czwarta drużyna świata. Ale bynajmniej, nam akurat specjalnie łatwiej o awans nie będzie.

 

 

 
Europa dostanie prawdopodobnie tylko cztery miejsca więcej, a to oznacza, że - wnioskując z eliminacji turnieju w Rosji - na MŚ poleci 17 drużyn ze Starego Kontynentu. Ameryka Południowa dostanie natomiast jedną dodatkową pozycję, a więc - przy dobrych wiatrach (baraż interkontynentalny) - kontynent reprezentować będzie sześć reprezentacji.

Pozostałe 25 miejsc przypadnie do podziału Azji, Afryce, Ameryce Północnej oraz Oceanii. Szczególnie dwa pierwsze kontynenty, zamieszkiwane przez mnóstwo wyodrębnionych państwami nacji, mogą liczyć na znaczące korzyści. Dziś bowiem Azję na MŚ reprezentują zaledwie cztery zespoły, Afrykę - pięć.

 
Podstawowe ramy turnieju pozostaną jednak niezmienione. Mundial nadal będzie trwał miesiąc, a zespoły w drodze do finału nadal będą musiały rozegrać w sumie po siedem meczów. Tyle tylko, że od 2026 roku będzie już 16 grup (dziś jest osiem), każda po trzy zespoły, z których dwa najlepsze awansują do 1/16 finału. Potem już po staremu.

I jak się to wam podoba? Gianni Infantino jest zachwycony.

- Takie rozwiązanie sprawi, że zainteresowanie turniejem w 48 krajach świata nie wygaśnie w listopadzie przed turniejem, kiedy reprezentacje tych państw stracą szansę na awans. Wręcz przeciwnie, w czerwcu nastąpi jego kulminacja, cały świat będzie czekał na to święto - uważa prezes FIFA.

 

Mateusz Borek ma jednak inne zdanie...