Nakreślmy sytuację: na mundialu w 2026 roku 48 drużyn zostanie podzielonych na 16 grup - każda po trzy zespoły, z których dwa najlepsze awansują do 1/16 finału. Załóżmy, że każdy z trzech meczów kończy się bezbramkowym remisem (prawdopodobieństwo jest o połowę większe niż przy sześciu spotkaniach grupy czterozespołowej) - co w takiej sytuacji zrobić? Problem zażegnałoby np. wyeliminowanie remisów - odtąd każdy nierozstrzygnięty w 90 minutach mecz fazy grupowej kończyłby się... rzutami karnymi.

 

Innym, jeszcze mniej sprawiedliwym, proponowanym rozwiązaniem jest wykorzystanie rankingu FIFA. Jeśli w trzech meczach padną bezbramkowe remisy, do 1/16 finału awansują dwa zespoły z najwyższym współczynnkiem... Na myśl przychodzi archaiczny rzut monetą. Czy to aby na pewno byłby krok naprzód? Infantino oczywiście zastrzega, że nic nie jest jeszcze przesądzone i nad sprawą pochyli się cały sztab ekspertów, a sama decyzja zapadnie w najbliższych miesiącach. Kierunek, w jakim to wszystko zmierza jest jednak niepokojący... Wczoraj na temat pomysłów organizacji negatywnie wypowiadał się chociażby Mateusz Borek:

Na zmianach zaproponowanych przez FIFA przegrywa Europa. Stary kontynent ma dostać trzy, cztery miejsca ekstra, będzie zaś więcej zespołów z Afryki, obu Ameryk, Azji, a nawet... Oceanii. To się oczywiście będzie wiązać z dużym obniżeniem poziomu... Ja tego nie kupuję.