Poznajmy się! Reprezentacja Polski na MŚ we Francji

Piłka ręczna
Poznajmy się! Reprezentacja Polski na MŚ we Francji
fot. Adam Warżawa / PAP

Który z reprezentantów Polski grał kiedyś na klarnecie? Który potrafi równie swobodnie rzucać lewą i prawą ręką? Kto skonfliktowany z prezesem klubu nie wahał się nazwać go Donem Corleone? Kto zabierając się do gotowania zaczynał od... włączenia Skype'a i połączenia z mamą, która podpowiadała, co robić? A kto zdobył Kilimandżaro? Przedstawiamy gruntownie odmienioną reprezentację Polski piłkarzy ręcznych.

Historię Karola Bieleckiego znają nie tylko kibice. Fani, którzy w ostatnich latach oglądali w styczniu mistrzostwa świata i Europy bez problemu odpowiedzą na pytanie, który z braci Jureckich to Shrek, a który Dzidziuś. Wszyscy wiedzą, że Szmal to Kasa i że Syprzak to ten olbrzym z Barcelony. Ale kto będzie reprezentował Polskę na mundialu we Francji?

 

Z różnych powodów obecna kadra diametralnie różni się od tej na ubiegłoroczne Euro w Polsce, czy nawet na rozgrywany raptem kilka miesięcy temu turniej olimpijski. Aktualnych brązowych medalistów, którzy sięgnęli po te krążki dwa lata temu w Katarze, pojechało do Nantes trzech. Selekcjoner zabrał za to aż jedenastu zawodników, którzy zadebiutują na wielkiej imprezie. Poznajmy podopiecznych Talanta Dujszebajewa!

 
BRAMKARZE:

 

Adam Morawski, Wisła Płock

Urodzony w październiku 1994 roku jest najmłodszym z trójki bramkarzy. Zaczynał w maleńkim Regiminie, kuźni handbalowych talentów. - Dla młodego chłopaka, który pochodzi z małej wioski piłka ręczna była jednym z nielicznych zajęć pozalekcyjnych - wspominał. Teraz w barwach Wisły Płock broni w Lidze Mistrzów.

 

Od dawna uchodzi za wielki talent, ale wcale z tego powodu nie czuje się zwolniony z obowiązku ciężkiej pracy. Nie tylko mecze, ale i treningi to coś, co lubi najbardziej. Zapytany kiedyś o ulubione miejsce w Płocku, odpowiedział bez wahania: Orlen Arena. Ma ksywę "Loczek" - oczywistą dla każdego, kto choć raz widział jego włosy.


Mateusz Kornecki, Górnik Zabrze

Starszy od Morawskiego o cztery miesiące. Przez wiele lat stanowili o sile polskiej bramki w kolejnych reprezentacjach młodzieżowych. Mateusz broni w Górniku Zabrze, zdarza się, że musi odbijać rzuty starszego o rok brata Huberta, który gra w Wybrzeżu Gdańsk. Bracia odebrali edukację nie tylko sportową.


– Rodzice namówili nas na szkołę muzyczną, w której spędziliśmy dwa lata. Mateusz grał na klarnecie, a ja na trąbce. Potem zaczęła się przygoda z piłką ręczną i już do tego nie wróciliśmy - opowiadał w jednym z wywiadów starszy z braci.

 

Turniej we Francji Mateusz Kornecki rozpocznie jako rezerwowy


Adam Malcher, Gwardia Opole

Najbardziej doświadczony z powołanych bramkarzy. W maju będzie świętował 31. urodziny. Raz był już na wielkiej imprezie, przywiózł z niej nawet medal. W mistrzostwach świata 2009 w Chorwacji był zmiennikiem Sławomira Szmala. Kolejni trenerzy uczulają go, by "nie obniżał zbyt szybko pozycji", bo - paradoksalnie - choć ma dwa metry wzrostu, łatwiej pokonać go rzutem w górne rejony bramki.


Od lat ma za to sprawdzony sposób na stres. - Odpowiedzialność jest duża, więc i stres jest spory. Ale mam na to sposób: przed meczem się wyłączam i słucham polskiego hip-hopu - wyjawia.

 


ROZGRYWAJĄCY:

 

Krzysztof Łyżwa, Azoty Puławy

Unikat. Bardzo rzadko występujący w przyrodzie okaz szczypiornisty, który może rzucać i lewą, i prawą ręką. Z natury praworęczny, już jako młodziutki chłopak postanowił nauczyć się rzucać ręką lewą. A wpadł na ten pomysł przypadkiem. - Kiedyś na treningu złapałem piłkę i oddałem rzut lewą ręką. Spodobało mi się - opowiadał. Nad techniką, siłą i precyzją rzutu "gorszą" ręką pracował wytrwale trzy lata. Cel osiągnął.


A propos celu. Łyżwa to żywy dowód na to, że aby do celu dojść, warto czasem zrobić krok wstecz. Kiedy jego kariera znalazła się na zakręcie, kiedy do słowa "talent" zaczęto coraz częściej doklejać "niespełniony", podjął odważną decyzję. Czołowy polski zespół Azoty Puławy zamienił na grającą na drugim poziomie rozgrywek Ostrovię. W rodzinnym Ostrowie Wielkopolskim odbudowywał się fizycznie i psychicznie. Hartował, dojrzewał. Grę w klubie łączył z pracą w ostrowskim magistracie.

 

Takie oczyszczenie pomogło. Po powrocie do Puław, gra na miarę potencjału. Jest czołowym rozgrywającym Superligi, a z 80 bramkami w 15 meczach zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych.


Rafał Przybylski, Azoty Puławy

Klubowy kolega Krzysztofa Łyżwy i sąsiad w tabeli najskuteczniejszych strzelców Superligi (4. miejsce, 75 bramek). Na szansę w dużym turnieju czekał wyjątkowo cierpliwie. - Od pięciu lat brałem udział w przygotowaniach zespołu narodowego do ważnych imprez. W końcu doczekałem się powołania na mistrzostwa świata - mówi.

 

Wcześniej zawsze ten trzeci, nawet czwarty na swojej pozycji. Do Kataru nie pojechał przegrywając rywalizację z Krzysztofem Lijewskim, Michałem Szybą i Andrzejem Rojewskim. We Francji, przynajmniej w pierwszych meczach, będzie zapewne podstawowym prawym rozgrywającym, bo wracający do zdrowia Paweł Paczkowski znalazł się w turniejowej szesnastce w ostatniej chwili.


Na pierwszy rzut oka nie sprawia takiego wrażenia, ale Rafał Przybylski to człowiek, który potrafi rozbawić kolegów do łez. Kiedy przed rokiem zawodnicy przygotowujący się do EURO 2016 mieli wypełnić ankiety przybliżające ich kibicom, jeden z punktów brzmiał: Największe poczucie humoru z polskich szczypiornistów ma... Na piętnastu ankietowanych, aż dziesięciu wskazało Rafała Przybylskiego, który tym samym, rzecz jasna, zdeklasował konkurencję.


Paweł Niewrzawa, Wybrzeże Gdańsk

Triumf ducha nad materią. Upór i siła woli sprawiły, że po zerwaniu więzadeł w kolanie zdążył wrócić do gry na tyle wcześnie, by pojechać na mundial.

 

Talent, który rozwija się krętymi ścieżkami. W 2012, jako 20-latek, podpisał kontrakt z Vive Kielce, skąd natychmiast został wypożyczony do niemieckiego TuS N-Lübbecke. Kiedy wydawało się, że jest coraz bliżej regularnej gry w Bundeslidze, zdecydował się wrócić do Polski skuszony ofertą Górnika Zabrze. Miał przez wiele lat stanowić o sile śląskiego zespołu, tymczasem odszedł z Górnika na dwa lata przed końcem kontraktu w atmosferze ognistego konfliktu z prezesem i właścicielem klubu, Bogdanem Kmiecikiem. - Prezes Kmiecik bawi się w Dona Corleone. Widać, że sprawia mu frajdę niszczenie ludzi - nie przebierał w słowach na łamach katowickiego Sportu.


Jeszcze dwa miesiące przed mundialem nie miał klubu! Kontrakt z Wybrzeżem podpisał w listopadzie. To powrót w rodzinne strony, bo Paweł jest rodowitym gdańszczaninem. Jego tata Andrzej to z kolei ceniony trener, obecnie prowadzi Start Elbląg w żeńskiej Superlidze.


Łukasz Gierak, TuS N-Lubbecke (Niemcy)

Charakter stworzony do sportu. Jego zaangażowanie, pracowitość, ambicję zgrabnie skomplementował prowadzący go swego czasu w Pogoni Szczecin trener Rafał Biały: - Dajcie mi więcej Gieraków, a zdobędę medal.


Wychowanek Nielby Wągrowiec, w której zanotował fantastyczne wejście do Superligi. Znalazł się nawet w kręgu zainteresowań Wisły Płock, ale w 2012 roku trafił do Pogoni Szczecin. Długo czekał na debiut w reprezentacji, wcześniej powoływany - w meczach szans nie dostawał. Doczekał się w kwietniu, w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Rio, na które pojechał.

 

Jedyny z powołanych na MŚ, który nie gra w polskiej lidze. Wspólnie z Piotrem Grabarczykiem walczy o awans do Bundesligi w barwach TuS N-Lubbecke. Idzie im nieźle, po osiemnastu kolejkach są wiceliderem drugiej ligi.


W wolnym czasie Łukasz ogląda mnóstwo filmów, najchętniej horrorów oraz gotuje - jak sam twierdzi, całkiem dobrze.


Piotr Chrapkowski, Vive Tauron Kielce

Kaszub z Kartuz. Od ponad trzech lat gra w barwach Vive, ale swego czasu doprowadził kieleckich kibiców do rozpaczy. W drugim finałowym meczu sezonu 2010/2011 rzucił dla Wisły Płock 13 bramek, z których aż sześć w dogrywce, czym otworzył Nafciarzom drogę do tytułu mistrzowskiego.


Później zamienił Płock na Kielce, a już latem wyprowadzi się do Magdeburga. To zresztą taki typ, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Uwielbia podróże. Kiedy wielu kolegów na wakacjach wygrzewa się na plaży, on potrafił przejechać z jednego na drugie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, a także zdobyć szczyt Kilimandżaro.


Jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w obecnej reprezentacji. To będzie jego drugi mundial, grał już także dwukrotnie w mistrzostwach Europy.


Paweł Paczkowski, Vive Tauron Kielce

Talent odwrotnie proporcjonalny do zdrowia. Zawodnik o niesamowitej smykałce do gry kombinacyjnej, który potrafi także zdobywać bramki z dystansu. Niestety rozwój jego kariery co chwilę hamują kontuzję. Kolejną z nich zdążył wyleczyć "za pięć dwunasta". Ale udało się i turniej we Francji rozpocznie w kadrze meczowej.

 

Wciąż młody chłopak, ale już teraz jego CV mogło wyglądać dużo bardziej imponująco. W reprezentacji debiutował cztery i pół roku temu, kilka dni po 19. urodzinach!


Urazy sprawiały, że w trakcie wielkich imprez częściej niż na parkiecie występował jako ekspert w telewizyjnym studiu. Inteligentny, błyskotliwy, oczytany - i w tej roli spisywał się znakomicie. W 2014 roku bohater głośnego transferu z Płocka do Kielc, czyli z jednego do drugiego okopu "świętej wojny" polskiego szczypiorniaka.


Tomasz Gębala, Wisła Płock

21-latek choć próbuje, nie jest w stanie uciec od porównań z Karolem Bieleckim. Wysoki lewy rozgrywający, obdarzony świetnym rzutem i rudą czupryną. Jako osiemnastolatek wyjechał do Magdeburga (gdzie i Karol swego czasu występował). To była prawdziwa szkoła piłki ręcznej: "Wyjechałem z polskiej pierwszej ligi do Bundesligi, na pierwszych treningach odbijałem się od wszystkich". I życia: - W Magdeburgu, zwłaszcza na początku, kiedy gotowaliśmy, to na stole stawialiśmy...komputer. Mama przez skype'a mówiła, co i jak - opowiadał przed kamerą Polsatu Sport.
Od tego sezonu w Płocku, gdzie rozwija się pod okiem specjalisty od szlifowania talentów, trenera Piotra Przybeckiego.

 


OBROTOWI:

 

Maciej Gębala, Wisła Płock

Rok starszy od Tomka. No i gra na kole, a nie na rozegraniu. Poza tym - niemal identyczna biografia. Z Trójmiasta, skąd pochodzi wspólnie z bratem trafił do Magdeburga. Na początku wcale nie był tym zachwycony. - Nigdy nie spędzaliśmy ze sobą aż tyle czasu, nie byliśmy ze sobą po 24 godziny na dobę. Po miesiącu mieliśmy się dość - wspominał. Po jakimś czasie bracia odnaleźli się w roli współlokatorów. Teraz - znów wspólnie - występują w Wiśle Płock.


Maciek, jak przystało na starszego brata, ma więcej reprezentacyjnego doświadczenia. Rok temu grał w mistrzostwach Europy w Polsce. Spisywał się bardzo solidnie, tumult w krakowskiej Tauron Arenie zupełnie mu nie przeszkadzał. Może to kwestia przyzwyczajenia? - Mamy jeszcze dwóch starszych braci. Czterech chłopaków w domu - nigdy nie było cicho - opowiadał w materiale wyemitowanym w magazynie Polska 2016.


Patryk Walczak, Vive Tauron Kielce

- Walczak to... walczak - tak najczęściej charakteryzowali obrotowego koledzy z Pogoni Szczecin. Choć nie od zawsze. Bo o ile predyspozycje i warunki fizyczne widać było u Patryka gołym okiem, o tyle równie łatwo można było dostrzec pewien, powiedzmy, brak zdecydowania. Przez jakiś czas nie sprawiał wrażenia człowieka, który jest przekonany, że piłka ręczna to jego pomysł na życie.

 

Ale w końcu wszystko sobie w głowie poukładał, dojrzał i zabrał się ostro do pracy. Błyskawiczne postępy zaowocowały transferem do Kielc, a stąd droga do reprezentacji jest już wyjątkowo krótka.


W Vive trenuje i gra u boku najlepszego obrotowego świata ostatnich lat Julena Aguinagalde. Walczak nie ukrywa, że chce z tej współpracy wynieść jak najwięcej, ale jednocześnie nie zamierza wzorem Baska skupiać się wyłącznie na grze w ataku. - Chcę być zawodnikiem uniwersalnym, pomagać zespołowi i w ataku, i w obronie - deklaruje.


Wszechstronność zawsze była zresztą jego mocną stroną. - Jak większość chłopaków grałem w piłkę nożną, ale potem trenowałem karate i pływanie. Próbowałem swoich sił też w koszykówce, bo w szkole mieliśmy drużynę. (...) Na koniec drugiej klasy gimnazjum wysłano mnie do trenera od piłki ręcznej  - opowiadał po transferze do ViVe Pawłowi Matysowi z kieleckiej Gazety Wyborczej.


Marek Daćko, Górnik Zabrze

W reprezentacji debiutował w połowie 2013 roku. Ale przez kolejne lata występy kolegów oglądał w telewizji. U Michaela Bieglera jego notowania stały niżej niż Bartosza Jureckiego, Kamila Syprzaka, Piotra Grabarczyka, Macieja Gębali. Talant Dujszebajew z kolei początkowo zdecydowanie wyżej cenił Mateusza Kusa.

 

Nic dziwnego, że wymarzone powołanie podziałało na Marka, jak łyk napoju magicznego na Asteriksa. W dniu, w którym otrzymał zaproszenie do reprezentacji od Talanta Dujszebajewa, rzucił w ligowym meczu prowadzonemu przez Kirgiza Vive Kielce jedenaście bramek! Jest zresztą w tym sezonie wyjątkowo bramkostrzelny. Z 73 golami zajmuje piąte miejsce w zestawieniu najskuteczniejszych - zdecydowanie najwyższe ze wszystkich obrotowych Superligi.


26-letni, pochodzący z Warmii absolwent gdańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, nie miał szczęścia do klubów. BKS Stalprodukt Bochnia, który podupadał organizacyjnie i sportowo, zamienił na Piotrkowianina, który w 2014 roku zleciał z Superligi. Spokojną przystań znalazł dopiero w Górniku Zabrze, którego barw broni już trzeci sezon.

 


SKRZYDŁOWI:

 

Przemysław Krajewski, Azoty Puławy

Rozgrzewka przed meczem Pogoń Szczecin - Azoty Puławy. Wspólnie z trenerem Ryszardem Skutnikiem oglądamy akcje i rzuty Przemka Krajewskiego. Doświadczony szkoleniowiec z uznaniem kiwa głową i mówi: - Kilkanaście centymetrów więcej i byłby Karabatić.


Trudno się Krajewskim nie zachwycać. Szybki, dynamiczny, skoczny, silny. Na tyle dobry, że radzi sobie również na środku rozegrania i to na poziomie reprezentacji. A do tego twardy i waleczny. Dwukrotnie złamanego na boisku nosa nie miał czasu "naprawić". Jeśli już trafi się wolna chwila, łapie wędkę i jedzie nad Wisłę lub nad Wieprz. Ale złowione okazy zazwyczaj wypuszcza do wody, a sam zajada się ulubionym spaghetti. 


Drugi w kadrze na mundial, obok Adama Morawskiego, wychowanek Czarnych Regimin. Fenomen małego klubu słynącego z wielkich wychowanków próbowaliśmy swego czasu wyjaśnić na antenie Polsatu Sport.

 

Mateusz Jachlewski, Vive Tauron Kielce

W ciągle zmieniającej się, bezustannie udoskonalanej maszynerii Vive Tauronu Kielce kluczowy trybik. W Kielcach nieprzerwanie od dziesięciu lat - zdecydowanie najdłużej ze wszystkich zawodników mistrza Polski. Dorobek w klubie imponujący, w kadrze - mógłby być okazalszy, ale Mateusz przez kilka lat nie chciał występować w drużynie narodowej. Dał się namówić dopiero Talantowi Dujszebajewowi. Ale i tak jeden z weteranów w obecnej kadrze - uczestnik choćby dwóch turniejów olimpijskich.


Niestrudzony propagator zdrowego stylu życia. Kiedy akurat nie trenuje, za pośrednictwem mediów społecznościowych dzieli się z kibicami przepisami na zdrowe potrawy i wydajne ćwiczenia.


Michał Daszek, Wisła Płock

Od kilku lat bezkonkurencyjny na prawym skrzydle. Z nieskrępowaną wyobraźnią i techniką, która pozwala wcielać w życie najbardziej śmiałe pomysły. Choć uprawia inną dyscyplinę, momentami na boisku przypomina swojego sportowego idola z dzieciństwa - Michaela Jordana. Poza boiskiem człowiek niesłychanie rodzinny. Tak na szpaltach Gazety Tczewskiej opisywał chwile po powrocie do Polski z brązowym medalem mistrzostw świata:
"Z kadry wróciliśmy w poniedziałek, a już w środę mieliśmy mecz w Puławach. Dostaliśmy jeden dzień wolnego, a właściwie wolne popołudnie. Z Płocka do Tczewa nie jest tak daleko, jest przecież autostrada. Przyjechałem dosłownie na dwie godziny porozmawiać z rodziną i znajomymi. (...) Było widać, że są dumni, szczególnie mama".


Arkadiusz Moryto, Zagłębie Lubin

W jego przypadku przejście z piłki juniorskiej do seniorskiej odbywa się wyjątkowo płynnie. Ze zgrupowania dorosłej kadry przed mundialem we Francji wyjechał pomóc reprezentacji młodzieżowej w eliminacjach MŚ. A następnie ponownie zameldował się do usług Talanta Dujszebajewa. Wychowany w Krakowie, talent szlifował w SMS Gdańsk.


- Dlatego po Krakowie i Gdańsku trochę się bałem przeprowadzki do dużo mniejszego miasta, ale w Lubinie jest mi bardzo dobrze - mówił Moryto dziennikarzom klubowej telewizji Zagłębia.  W barwach "Miedziowych" 19-latek spisuje się naprawdę wybornie. W 13 meczach tego sezonu rzucił 58 bramek, najwięcej ze wszystkich powołanych na mundial polskich skrzydłowych.

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze