Jan Urban: W drużynie nie ma podziałów

Piłka nożna

Jan Urban objął Śląsk Wrocław, który ma wielkie ambicje, ale na razie jest nisko w tabeli. Najważniejsze, żeby dostać się do grupy mistrzowskiej.

Łukasz Majchrzyk: Musiał pan mieć mocne nerwy na karuzeli trenerskiej. Zgłaszało się Zagłębie Sosnowiec z ambicjami walki o ekstraklasę, a pan odmówił. I czekał.

Jan Urban: Każdy decyduje o swoim losie, każdy prowadzi karierę na swój sposób. W danym momencie, po odejściu z Lecha, mogłem trenować zespół w 1 lidze, ale uważałem, że to nie jest jeszcze ten moment, żeby to zrobić. Do końca roku nie mogłem podjąć pracy w Ekstraklasie, ale 1 stycznia, kiedy już mogłem, to skorzystałem z oferty. Bardzo się cieszę, że jestem w Śląsku. To jest klub z historią, zawsze z ambicjami, ale to rzecz normalna, bo ma bardzo piękną historię. Na chwilę obecną chcę się wszystkim zawodnikom przyjrzeć, żeby ocena potencjału była jak najbardziej konkretna i zbliżona do rzeczywistości. Wiem, że mają umiejętności, to są zawodnicy doświadczeni, mamy wielu obcokrajowców. Za krótko jestem, aby powiedzieć, o co możemy walczyć w drugiej części sezonu. Nie lubię wyciągać pochopnych.

No właśnie, szatnia Śląska jest wielonarodowa. Nie za bardzo?

Obcokrajowców jest dużo, to prawda, ale z tego, co widzę, to atmosfera w drużynie jest naprawdę dobra. Nie ma konflitków między Polakami a resztą zespołu. Widać, że wszystkim zależy na tym, aby Śląsk grał zdecydowanie lepiej. To jest coś, co nas interesuje. Pracujemy nad tym, bo nic innego nam nie pozostało. Potem tę pracę potwierdzić dobrymi.

Jest dużo zawodników z południa Europy. Pewnie taki Joan Roman bardzo się ucieszył, że to pan został trenerem.

Trudno mi powiedzieć, czy się ucieszył (śmiech). Jest Joan Roman, Sito Riera, są Portugalczycy, z którymi też się można dogadać, ale na pewno jest to ważne, żeby mieć bliski kontakt z zawodnikiem, móc rozumieć i wysłuchać to, co zawodnik mówi. To na pewno dodaje pewności siebie zawodnikowi.

Śląskowi brakowało pewności siebie? Trzeba było ich podnosić na duchu? To było pana pierwsze zadanie?

Nie ma potrzeby, żeby ich konsolidować. Relacje między zawodnikami są naprawdę dobre. Koncentrujemy się tylko nad tym, aby jak najlepiej zaprogramować okres przygotowawczy, żeby on był jak najbardizej efektywny. Najważniejsze jest tych 10 spotkań rundy wiosennej, bo w nich się rozstrzygnie, o co zagramy w końcówce sezonu. Mamy tylko cztery puntky straty do najlepszej ósemki, z drugiej strony tylko cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. Wiemy, jaka jest nasza polska liga. Musimy się dobrze przygotować, bo różnice między drużynami są niewielkie.

Przede wszystkim trzeba mieć naładowane akumulatory?

Wydaje mi się, że w polskiej lidze co raz mniej spotyka się spotkań, gdzie można powiedzieć, że któryś zespół fizycznie odstaje od drużyny przeciwnika. Być może w pojedynczych spotkaniach się to zdarzy, ale to nie z powodu złego przygotowania, tylko z powodu jakichś wirusów, przeziębień, czy zbyt dużej ilości spotkań. Różnice w przygotowaniu fizycznym są naprawdę niewielkie. Czasami nawet samopoczucie psychiczne może decydować, że któraś z drużyn lepiej wygląda na boisku.

Narzeka pan na brak środkowych, defensywnych pomocników.

Z tej formacji odeszło kilku zawodników i musimy sobie z tym problemem poradzić, bo to niesamowicie ważna strefa boiska. Ci ludzie decydują o obronie i o atakowaniu, decydują o rytmie spotkania.

Jakiego zawodnika pan szuka na tę pozycję?

To musi być zawodnik inteligentny, dobry pod względem taktycznym, taki, który widzi, co się dzieje na boisku i bardzo dobre podanie po odbiorze.

Gdzie takich w Polsce znaleźć?

Oj, nie jest aż tak biednie. Tomasz Hołota, Tom Hateley, Abdul Tetteh, czy Łukasz Trałka potrafili to zrobić, chociaż oczywiście, zawsze można szukać jeszcze kogoś lepszego. Taki zawodnik musi szybko analizować to, co się dzieje na boisku, podejmować decyzje. Wystarczy, że bardzo dobrze przewiduje, nie musi być rębajłą. Jeden woli walkę bark w bark, inny bazuje na sprycie. Odbiór piłki może się odbywać w różny sposób.

Wymienił pan zawodników, którzy albo odeszli niedawno ze Śląska, albo są w tym momencie nieosiągalni.

To jest początek okienka transferowego i będziemy nad tym pracowali.

Pojawiły się pogłoski, że chcecie ściągnąć Adama Matuszczyka.

Nie widziałem go od bardzo dawna, dlatego trzeba byłoby wsyzstko sprawdzić, a nie na wszystko jest czas. Tyle jest rzeczy, którymi się trzeba zająć w okresie przygotowawczym. Mam ludzi od tego, żeby obserwować potencjalnych kandydatów, zdobyć informacje o nim.

Czyli potwierdza pan, że się nim interesujecie?

Nic nie potwierdzę, ani nie powiem (śmiech). Można napisać, że jest na liście 60 zawodników, którymi się interesujemy (śmiech).

Problemy są nie tylko w środku pola, ale też pod bramką rywali.

Z tym też musimy sobie poradzić. Śląsk strzela bardzo mało bramek i mamy dwa wyjścia: albo poprawimy zdecydowanie grę w defensywie i będziemy wygrywać po 1:0, albo polepszymy naszą grę w ataku. Połączenie obu rzeczy byłoby najlepsze. Nie ma innego wyjścia. Musimy pracować nad wszystkim. Takie wyzwanie stoi przed nami.

Łukasz Majchrzyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze