W grupie A znalazły się G2, Fnatic, Misfits, GIANTS i Team ROCCAT, a w grupie B będziemy mogli zobaczyć H2k, Splyce, Team Vitality, Unicorns of Love oraz Origen. Nie ulega wątpliwości, że jeszcze dwa tygodnie temu tą silniejszą grupą byłoby zestawienie B, ale od tego czasu wiele się wydarzyło, a większość rotacji last-minute i nerwowych ruchów dotyczy właśnie zespołów z tej grupy. W konsekwencji na obecną chwilę ciężko więc jednoznacznie wybrać tę mocniejszą piątkę. Kto jest zbyt mocny na walkę o utrzymanie, a za słaby na czołówkę?
Zanim przejdziemy do treści merytorycznej, warto powiedzieć kilka słów o samym systemie. Zawodnicy zostali ocenieni możliwie obiektywnie, z uwzględnieniem zaprezentowanego potencjału, ostatnich występów oraz przypuszczalnej skali talentu. Ponadto noty odnoszą się do sytuacji w obrębie konkretnej pozycji, więc porównywanie ocen przykładowo midlanera i toplanera pozbawione jest sensu. Pod względem „zgrania i komunikacji” tymczasem brane pod uwagę były czynniki takie jak staż wspólnej gry, płynność komunikacyjna i kwestie charakterologiczne. Format zastosowany przy tworzeniu zestawienia jest jednak nieidealny. Nie sposób usystematyzować wszystkich czynników, które zostały wspomniane w omówieniach, przez co sam ranking należy traktować z pewną dozą sceptycyzmu.

 

7. Unicorns of Love (Grupa B - 19)

 

Jeszcze na początku listopada Unicorns of Love pośrednio deklarowało, że będzie chciało zatrzymać cały dotychczasowy skład. Tymczasem – bum! Zespół przeprowadził nie jedną, ale aż dwie zmiany, tracąc tym samym szanse na odegranie w wiosennym splicie roli czarnego, nomen omen, konia i powalczenie nawet o ostateczny triumf. Nie, nie chodzi tu nawet o to, że nowi zawodnicy są ewidentnie czy znacząco słabszymi graczami niż ich poprzednicy. Sednem jest fakt, że Jednorożce stanowiły do tej pory kolektyw, a dotychczasowa piątka świetnie się rozumiała i właśnie to było największą zaletą tej formacji.


Kiedy bowiem patrzyliśmy na skład Jednorożców na wiosnę 2016, mogliśmy im wróżyć tylko jedno – relegacje. Nie przekonywało ani zatrudnienie niemieckiego midlanera Fabiana „Exileh” Schuberta, ani koreańskiego strzelca Kima „Veritas” Kyoung-mina. Niespecjalnie optymistycznie wyglądała też obsada dżungli w osobie wracającego po dość długiej przerwie Kanga „Move’a” Min-su, a formy sprzed pierwszych splitów za żadne skarby nie potrafił odnaleźć Zdravets „Hylissang” Galabov. Jednak kiedy przygotowywaliśmy się już do wyrzucenia UoL z LCS po słabiutkim starcie splitu, ekipa przebudziła się i, grając z tygodnia na tydzień coraz lepiej, zadała kłam wszelkim prognozom. Ta drużyna naprawdę działała! I to jak działała – niemal zakwalifikowała się na Mistrzostwa Świata, w tyle pozostawiając takie firmy jak Fnatic, Origen czy Team Vitality. Było jednak widać, że Unicorns of Love ma apetyty i możliwości (!) na dołączenie do najlepszej trójki europejskiego LCS. Te aspiracje potwierdził dobry występ na IEM w Oakland, gdzie Jednorożce pozbawiły złudzeń takie zespoły jak amerykański Team SoloMid czy tajwańskie Flash Wolves. Hylissang nawiązał do dawnej, dobrej gry, Vizicsacsi wniósł się na wyżyny swoich umiejętności, a Veritas, który prawdopodobnie nie odnalazłby się w żadnej innej drużynie z poziomu LCS, do Unicorns of Love pasował znakomicie. Ale największym zaskoczeniem był Exileh – midlaner, do którego eksperci podchodzili bardzo sceptycznie okazał się fantastyczną inwestycją. Niemiec błyskawicznie odnalazł się na najwyższym regionalnym poziomie zmagań i dołączył do czołówki graczy środkowej alei Starego Kontynentu, a na wiosnę jest tym midlanerem, na którego, obok Capsa, trzeba zwrócić największą uwagę, a także tym, który miał poprowadzić UoL do walki o najwyższe cele. No właśnie – miał. Bo o ile można spekulować na ile pozbycie się rodaka (Move’a) miało wpływ na postawę Veritasa, to z pewnością strzelec zachował się bardzo nieodpowiedzialnie, o swoich planach odejścia z zespołu informując ekipę ledwie tydzień przez blokadą składów. Zastąpi go więc hiszpański weteran Samuel „Samux” Fernandez Fort, czyli zawodnik którego mogliśmy oglądać w… pierwszym w historii splicie LCS, cztery lata temu. Strzelec zbierał w ostatnim czasie umiarkowanie dobre recenzje i jego angaż w Challenger Series nie byłby aż tak ogromnym zaskoczeniem, choć z pewnością nie byłby spodziewany, ale gra półkę wyżej, w LCS, może przytłoczyć Hiszpania - choć warto zauważyć, że wcześniej podobnie miało być z Veritasem.

 

 

 

 

Szkoda w tej sytuacji przede wszystkim Tamasa „Vizicsacsi” Kissa, który był i prawdopodobnie nadal będzie najważniejszą postacią UoL. Węgier w ostatnim czasie zgłaszał poważny akces do miana najlepszego europejskiego toplanera, ale w wyniku ostatnich rotacji ponownie nie będzie mu dane powalczyć o najwyższe pozycje. Sporym znakiem zapytania nadal pozostaje też Andrei „Xerxe” Dragomir. Rumuński dżungler, który zrobił furorę w Turcji, występując w zespole Dark Passage, otrzymał angaż w LCS zaraz po tym jak skończył siedemnaście lat. Talent to może być jednak za mało, by z miejsca stać się topowym leśnikiem, tym bardziej że rywalizacja na tej pozycji w EU LCS jest ogromna. Wydaje się więc, że będzie to ciężki split dla gracza z Bałkanów, ale właśnie takie wyzwania z talentów wykuwają legendy – warto więc rzucić okiem na poczynania młodego dżunglera.


Tak czy inaczej teraz synergię trzeba będzie budować niemalże od postaw, co drastycznie ogranicza szanse UoL na wiosenny sukces. Poprzednio więź między graczami i problemy rywali skutecznie przesłoniły braki indywidualne i problemy z wizją, jakie niezmiennie posiada Unicorns of Love. Teraz formacja nad wszystkim musi pracować niemal od postaw Zbyt szybkie skreślenie Jednorożców rok temu okazało się jednak błędem. Czy podobnie będzie i tym razem?

 

 

 

6. Team Vitality (Grupa B – 20,5)

 

Vitality zawiodło w tym splicie jeszcze zanim zmagania wystartowały. Mieliśmy otrzymać pieczołowicie dopieszczony super-team, który do rozpoczęcia splitu ogrzewałby się w oparach hype’u tworzonego przez europejskich kibiców. Tymczasem mamy chaos, chaos i jeszcze trochę chaosu. Nie wiemy obecnie tak naprawdę nawet tego, w jakim składzie Vitality rozpocznie split, choć możemy podejrzewać, że zespół ma kłopoty z wizami dla koreańskich zawodników. Stąd zatrudnienie rumuńskiego wspierającego Baltata „AoD” Alin-Cipriana oraz francuskiego dżunglera Charly’ego „Djoko” Guillarda. Jednocześnie akurat kandydatura Francuza brzmi znacznie solidniej niż wybór Lee „GBM” Chang-seoka, który również dołączył do ekipy w ostatnich dniach. Teoretycznie, według oficjalnych informacji podanych przez organizację, to jednak Djoko zajmie miejsce w lesie Vitality na cały split. Zresztą GBM, który niezbyt przekonująco wypadł na testach w Misfits przegranych z kretesem – zarówno w rywalizacji z Lee „KaKaO” Byung-kwona, jak i z młodym Leonem „Lamabear” Krugerem, ma problemy w nowej roli. Przenosiny na dżunglę to w ogóle drażliwy temat dla wielu koreańskich graczy. Zawodnicy z ojczyzny e-sportu bardzo często w pewnym momencie kariery decydują się spróbować swoich sił w dżungli - albo wychodzi to fenomenalnie jak w przypadku Go „Score” Dong-bin, ale nieźle po początkowych kłopotach jak u Kanga „Ambition” Chan-yonga, albo zgoła fatalnie, czego dowodem są chociażby przygody Yoo „Ryu” Sang-ooka czy Jeona „Lilac” Ho-jina. A i w teorii, biorąc pod uwagę styl gry GBM-a na środkowej alei, ciężko wyobrazić sobie tego zawodnika odnoszącego sukcesy w roli leśnika.


Zastanawiające jest to, że wszystko w Vitality dzieje się na ostatnią chwilę. Jeszcze niedawno wydawało się, że tworzy się nam kolejny europejski superteam – formacja zatrudniła objawienie ostatniego roku – francuskiego strzelca Pierre’a „Steeelback” Medjaldi oraz fantastycznego koreańskiego wspierającego Ha „Hachani” Seung-chana. Przedłużono też kontrakty z silnymi lanerami w osobach francuskiego gracza górnej alei Lucas „Cabochard” Simon-Meslet i norweskiego midlanera Erlend „Nukeduck” Holm, a blisko Vitality był dżungler z LCK, Nam „LirA” Tae-yoo. Porozumienie z koreańskim leśnikiem nagle się jednak posypało i Vitality znalazło się w nieciekawej sytuacji. W kontekście dżungli tej formacji wymieniane były przynajmniej cztery dodatkowe nicki, a ostatecznie bardzo późno do zespołu dołączyła dwójka Djoko-GBM. Co ciekawe, oprócz Francuza w podstawowym składzie split zacznie także Baltat „AoD” Alin-Ciprian, co jest fatalną informacją dla formacji – rumuński wspierający wraca bowiem do profesjonalnego grania po ponad dwóch latach przerwy i jest opcją BARDZO awaryjną. A Hachani, zawodnik, który miał dowodzić zespołem, a którego jedyną wadą jest brak znajomości angielskiego, nie zagra z drużyną, przynajmniej na początku splitu. Koreańczyk to obecnie najlepszy wspierający w EU LCS, ale zagadką jest jak poradzi sobie w nowym środowisku - w KT Rolster początkowo nie mógł się odnaleźć po wielu roszadach w składzie wynikających z połączeniu obydwu dywizji, a tu zmienia nie tylko cały zespół, a także region i kulturę. Ciężko nawet powiedzieć czy jego absencja jest faktycznie spowodowana problemami wizowymi czy po prostu tak fatalnie wyglądała jego komunikacja z resztą zespołu.

 

 

 


Ale powiedzmy, że Vitality gra już w pełnym składzie, wszystkie kłopoty z Hachanim są za francuską organizacją i mamy docelową piątkę. Skład wygląda fantastycznie. Cabochard był nawet wskazywany jako najlepszy toplaner w Europie, a od tego czasu jego umiejętności nie spadły tak znacząco. Francuz nie miał po prostu zbyt wielu możliwości, by potwierdzić swoje aspiracje. Teraz otrzymał do pomocy rodaka i nie trzeba być jasnowidzem, żeby, biorąc pod uwagę zamiłowanie Cabocharda do dominowania linii, przewidzieć że Djoko, dość toksyczny, ale zdecydowanie wyróżniający się na scenie Challenger zawodnik, będzie częstym gościem na górnej alei. Tymczasem Nukeduck prawdopodobnie będzie cierpiał. Znowu. Już w poprzednim splicie, ze względu na żarłoczność swojego toplanera, Norweg był bardzo ekonomicznym midlanerem, a teraz Vitality ma trzech świetnych prowadzących. Z trio Cabo-Nukeduck-Steeelback każdy uwielbia dostawać w swoje ręce duże ilości złota, a podział nie będzie łatwy i jeśli norweski gracz środka nie ustąpi, to może to okazać się poważnym kłopot formacji. Ponadto, będąc w temacie prowadzących, warto wspomnieć o francuskim strzelcu. Steeelback ma za sobą genialną wiosnę, kiedy to został okrzyknięty objawieniem EU LCS i bardzo przeciętne lato, kiedy prezentował się nieźle, ale tylko nieźle. Francuz ewidentnie czekał na koniec sezonu i nowe wyzwania - bardzo szybko ogłosił dołączenie do Vitality. Wydawało się, że to będzie świetna decyzja dla obydwu stron, ale teraz ciężko powiedzieć czy Steeelback faktycznie zanotuje spektakularny awans w tabeli elitarnych rozgrywek.

 

 

 

5. Fnatic (Grupa B – 21,5)


Styczeń 2015 roku. Fnatic ogłasza swój skład, w którym znajduje się trzech młokosów – stosunkowo anonimowy koreański duet Heo „Huni” Seong-hoon i Kim „Reignover” Yeu-jin oraz debiutujący w LCS Fabian „Febiven” Diepstraten, a także dwóch doświadczonych graczy – Martin „Rekkles” Larsson i Bora „Yellowstar” Kim. Skład zespołu, jak się później okazuje - dość lekkomyślnie, skazywany jest na walkę w dolnych częściach tabeli, tymczasem okazuje się fenomenem – dwukrotnie wygrywa EU LCS, ustanawia niemożliwy do pobicia rekord i dociera do półfinału Mistrzostw Świata. W zestawieniu zakontraktowanym przez organizację na sezon 2017 można dostrzec kilka analogii. Połączenie weteranów z debiutantami – jest. Zawodnik, który chce odbudować się po nieudanych występach – jest. Gracze, którzy chcą udowodnić skalę swojego talentu – są. Doświadczony duet, który ma za sobą długą współpracę – jest. To prawda, że proporcje poszły zdecydowanie w kierunku weteranów, ale jednocześnie nowy skład na pewno nie będzie trapiony przez jakiekolwiek bariery komunikacyjne.


Nowemu Fnatic brakuje jednak kapitana w stylu Yellowstara. Żaden z piątki graczy nie jest naturalnym liderem i specjalistą od makro strony gry, a to prawdopodobnie rodzić będzie pewne problemy związane z prowadzeniem rozgrywki. Zaraz, zaraz… Specjalista od strony makro? Może w tej roli odnajdzie się Jesse „Jesiz” Le, odpowiednio wspomagany przez weteranów? Transfer Duńczyka to najbardziej nieoczekiwany wybór Fnatic. Wydawało się, że były midlaner SK Gaming karierę zawodniczą ma już za sobą. Po niezbyt udanej przygodzie z amerykańskim Team Dignitas w roli supporta Jesiz zajął się bowiem zadaniami analityka i przygotowywał się do rozpoczęcia kariery trenerskiej. Tymczasem ostatnio Duńczyk doskonale radził sobie w koreańskiej kolejce solowej i wraca do profesjonalnego grania - gotowy, by udowodnić wszystkim krytykom jak bardzo się mylili w kontekście jego osoby. W przeszłości wielu kibiców zarzucało bowiem Jesizowi brak odpowiednich umiejętności, a głosy te tylko nieznacznie ucichły w konsekwencji sporego progresu, jaki podczas występów w LCS zrobił pochodzący z Danii zawodnik. Jesiz nie jest jednak sam – nowy/stary toplaner Paul „sOAZ” Boyer, oraz nowy nabytek a pozycję dżunglera, Maurice „Amazing” Stuckenschneider dysponują ogromnym doświadczeniem. Obydwaj mają też na swoim koncie znaczące osiągnięcia i dobre występy na Mistrzostwach Świata, a także czołowe miejsca w LCS – w przypadku Amazinga zarówno w europejskich rozgrywkach, jak i w zmaganiach za Oceanem. Dodatkowo sOAZ uchodzi na scenie za mechanicznego geniusza i najlepszego pod tym względem gracza na Starym Kontynencie. Zapał studzi jednak fakt, że ten duet ma za sobą katastrofalny letni split, podczas którego razem z Origen ledwo uniknęli relegacji, a ich występy w niczym nie przypominały fantastycznej postawy sprzed roku.

  

 

 

 

Najlepiej ostatniego sezonu nie wspomina też Rekkles, który po półfinale Mistrzostw Świata 2015 z pewnością miał apetyt na regionalną dominację i podobny, bądź jeszcze lepszy, rezultat na arenie międzynarodowej. Tymczasem Fnatic nie potrafiło spełnić tych nadziei i drużyna całkowicie rozsypała się pod koniec letniego splitu. Gdzieś w zgliszczach najbardziej utytułowanej europejskiej organizacji umknął jednak fakt, że Rekkles indywidualne prezentował się naprawdę dobrze i było widać, że jego styl gry ewoluował, a przesadna bierność zniknęła na rzecz znacznie bardziej pro aktywnej wersji szwedzkiego strzelca. Liczby Szweda z ostatniego splitu wyglądały imponująco i wydaje się, że na wiosnę zobaczymy Rekklesa 5.0, który może znowu powalczyć ze Zvenem o miano najlepszego europejskiego strzelca. Dużo będzie jednak zależało od tego jak potoczy się współpraca ambitnego marksmana z nowym partnerem z dolnej alei.


Nowy skład formacji uzupełnia debiutant – 17-letni Duńczyk Rasmus „Caps” Winther. Nie ulega wątpliwości, że midlaner jest nieprawdopodobnie utalentowanym graczem, w którym wielu ekspertów widzi przyszłego króla środkowej alei w EU LCS. Zawodnicy jednak różnie reagują na tak drastyczną zmianę poziomów, jaka ma miejsce pomiędzy Challenger Series a LCS. Wydaje się, że wiosenny split będzie raczej okresem ochronnym dla duńskiego gracza. Choć jednocześnie nie można wykluczyć, że Duńczyk od razu odnajdzie się na najwyższym poziomie i z miejsca dołączy do czołówki europejskiego mida, podobnie jak miało to ostatnio miejsce w przypadku innych wielkich talentów – Fabiana „Febiven” Diepstratena czy Luki „PerkZ” Perkovicia.


Fnatic jest specyficzną formacją, która może być zarówno niespodziewanym pretendentem do korony, jak i przeciętniakiem z pogranicza utrzymania i występu w play-offach. Wydaje się, że wiele będzie zależało od tego, jak zespół rozpocznie zmagania w wiosennej edycji EU LCS. Duet sOAZ-Amazing to bowiem dwójka zawodników bardzo emocjonalnych i podatnych na atmosferę w zespole i jeśli Fnatic dobrze zacznie wiosenny split, to formacja powinna zadomowić się w górnej części tabeli, ale jeśli pierwsze występy nie pójdą po myśli drużyny, to ekipie może być ciężko odnaleźć właściwe tory.

 

 

4. Misfits (Grupa A – 22)


Wielu kibiców widzi w Misfits drużynę, która po awansie do LCS błyskawicznie dołączy do czołówki rozgrywek. To jak ciężkim zadaniem nawet dla najbardziej utalentowanego składu jest dostosowanie się do nowego poziomu pokazał jednak przykład Splyce. Formacja, występująca na wiosnę w składzie niemal identycznym jak obecnie, prawie pożegnała się z elitarnym cyklem, a topowym zespołem została dopiero w kolejnym splicie. Równie trudne zadanie czeka teraz Misfits – Challenger Series i LCS to dwa zupełnie różne światy nie tylko pod względem poziomu e-sportowego, ale i całej otoczki. Tegoroczny beniaminek do nowego wyzwania podchodzi jednak nieco inaczej niż chociażby duńscy poprzednicy i zamiast rzucać stary roster na głęboką wodę, uzupełnia go kilkoma przetasowaniami.


I tak w zespole pozostało trio graczy: brytyjski toplaner Barney „Alphari” Morris, francuski strzelec Steven „Hans sama” Liv i koreański support Lee „IgNar” Dong-geun. Trzeba przyznać, że w Misfits pozostali więc podstawowi gracze stanowiący szkielet zespołu. Cała trójka jest bardzo utalentowana i możliwość porównania ich możliwości z umiejętnościami najlepszymi graczy ze Starego Kontynentu będzie nie lada gratką. Niekwestionowaną gwiazdą jest w tym gronie Hans sama, któremu wieszczona jest naprawdę wielka kariera. Już split temu Misfits musiało zapłacić za niego Millenium niemałą kwotę, ale strzelec udowodnił, że był warty każdego grosza i wydatnie pomógł swojej nowej formacji w wywalczeniu awansu do LCS. Jednak także Alphari i IgNar mają potencjał na rzucenie rękawicy najlepszym zawodnikom ze swoich pozycji i całe trio zostaje naznaczone mianem „gracze do obserwacji”.

 

 

 

 

Niestety w wyniku nieporozumień na linii sztab-zawodnik z Misfits pożegnał się utalentowany polski midlaner Marcin „SELFIE” Wolski, na którego powrót do elitarnego cyklu bardzo liczyli wszyscy polscy kibice. Polak wnosił do Misfits pierwiastek szaleństwa i wysokie umiejętności indywidualne, i choć nie zawsze był odpowiednio skomunikowany z resztą drużyny, z pewności był jej ważnym elementem. Ostatecznie SELFIE’ego zastąpił Tristan „PowerOfEvil” Schrage, który niedawno zamknął przed Misfits pierwszą furtkę do LCS, razem z Origen ogrywając beniaminka 3-2 w barażach. MSF oczywiście skorzystało z drugiej szansy, a teraz to w jego szeregach znajdzie się PoE. Niemiecki midlaner jest z pewnością wzmocnieniem, jeśli chodzi o radzenie sobie z presją i doświadczenie, ale dysponuje chyba mniejszą pulą talentu w porównaniu do poprzednika. PowerOfEvil był bowiem nieprawdopodobnie krytykowany po przeprowadzce do Origen i często to właśnie na niego zrzucana była odpowiedzialność za zaskakująco słabe wyniki formacji w 2016 roku. Nie do końca słusznie, bo Niemiec, po fatalnym starcie w nowej drużynie, później całkiem nieźle się w niej zaadaptował i w lecie był jej bardzo ważnym elementem. A także zawodnikiem z najwyższym procentowym udziałem w obrażeniach spośród wszystkich graczy EU LCS. Ponadto, oprócz nierównych występów w Origen, w jego przypadku nie należy zapominać także o wcześniejszych sukcesach w barwach Unicorns of Love, gdzie PowerOfEvil wyrósł na ogromną nadzieję europejskiej sceny – co prawda później nie do końca potrafił sprostać oczekiwaniom, ale nadal jest to bardzo interesujący zawodnik.
Ale o ile zmiana midlanera była działaniem pod wpływem impulsu, o tyle rotacja na pozycji dżunglera to już całkowicie przemyślane działanie. Wisdom nie do końca sprawdził się jako leśnik Misfits i formacja zdecydowała się przeprowadzić try-outy na tę pozycję. Testowano między innymi Lee „GBM” Chang-seoka, a blisko miejsca w składzie był młody i utalentowany Leon „Lamabear” Kruger. Ostatecznie jedna slot w składzie przypadł koreańskiemu weteranowi – Lee „KaKaO” Byung-kwonowi. Koreańczyk przeżywał ostatnio okres bessy, kręcąc się w dolnych i środkowych częściach tabeli LSPL (zaplecze LPL) w barwach Wan Yoo oraz WyDream. Jednak jeszcze dwa lata temu KaKaO był powszechnie uznawany za najlepszego dżunglera świata, a sezon 2015 uwieńczył występem na Mistrzostwach Świata z Invictus Gaming. Koreański leśnik dysponuje wysokimi umiejętnościami i bezcennym doświadczeniem, co powinno wydatnie pomóc Misfits w walce o najwyższe cele. Bo apetyty są ogromne. Dominacja EU LCS? Zmiażdżenie G2? To trochę za dużo, ale miejsce w górnej części tabeli to coś, w co formacja śmiało może celować, a i walka o podium brzmi całkiem realnie. Misfits z pewnością będzie na wiosnę drużyną, której poczynania warto śledzić.