Co z tą Resovią? "To klub niestabilny i brakuje w nim chemii"

Siatkówka

Kolejny raz trofeum Pucharu Polski nie powędruje w ręce zawodników Asseco Resovii Rzeszów. Porażka w ćwierćfinale z Lotosem Trefl Gdańsk i brak awansu do turnieju finałowego rozpętało w środowiskach siatkarskich dyskusję. Goście Magazynu Polska 2017 zastanawiali się w czym tkwią przyczyny tej porażki.

Asseco Resovia Rzeszów po Puchar Polski sięgała trzykrotnie, z tym, że ostatni raz było to w sezonie 1986/87. Oczywiste wiec jest, że co roku jednym z celów zespołu jest, lub powinno być sięgnięcie właśnie po to trofeum. Ostatni raz w finale grali w 2015 roku, wówczas przegrali z Lotosem Trefl Gdańsk 1:3 . Teraz na drodze do Final Four PP także stanął zespół z Gdańska.

 

- Resovia była faworytem  tego spotkania, zwłaszcza, że Lotos do tego spotkania przystępował osłabiony brakiem dwóch zawodników, m. in. Mateusza Miki - zauważył były reprezentant Polski i ekspert siatkarski, Tomasz Wójtowicz.

 

Eksperci zastanawiali się, czy brak premii w postaci awansu do Ligi Mistrzów dla zwycięscy Pucharu Polski, spodował mniejsze zaangazowanie zawodników.  - Decydowało podejście ambicjonalne, ale się nie udało - dodał Wójtowicz.

 

- Patrząc jak grali m. in. z Zaksą stawiałem ich w roli faworyta. Niestety drużyna w ćwierćfinale doznała porażki z Lotosem, co daje dużo do myslenia - powiedział były libero klubu z Rzeszowa, Krzysztof Ignaczak.

 

- Klub z Rzeszowa jest jednym z lepiej zorganizowanych sportowo i marketingowo klubów na polskim rynku, stabilny z wysokim budżetem. Słyszałem, że wdrożony został w tym sezonie plan naprawczy. Trener Kowal miał pomysł na pomysł na wyciągnięcie Resovii z kryzysu, pojawiły się momenty w lidze, gdzie ta drużyna zbierała punkty w meczach, w których myślałem, ze nie są w stanie ich zdobyć – zauważył Łukasz Kadziewicz.

 

Rzeszowianie dobrze rozpoczęli obecny sezon Plus Ligi, w pierwszych kolejkach pewnie wygrali z Politechniką i Espadonem 3:0. Stracili tylko jednego seta ze Skrą Bełchatów, ale w następnej kolejce ponieśli dotkliwa porażkę 0:3 z Cuprum Lubin. Potem w musieli uzanć wyższość drużyn Jastrzębskiego Wegla (1:3) i GKS Katowice (2:3), ale w ostatniej kolejce pierwszej części rundy zasadniczej zwyciężyli na wyjeździe z mistrzem Polski, ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle.

 

- Resovia jest dobrze zorganizowanym klublem  pod względem organizacyjnym, ale wymiana ośmiu-dziesięciu zawodników co sezon to nie jest dobra sytuacja -  zauważył Kadziewicz.

 

Kibice z Rzeszowa przyzwyczajeni są już do sporych roszad przed każdym z sezonów. w 2016 roku zespół opuściło siedmiu zawodników, w tym trzy klubowe ikony: Olieg Achrem, Krzysztof Ignaczak i grający nieprzerwanie od czternastu lat w Resovii, Łukasz Perłowski.

 

Swoja opinie przedstawił też trener Ireneusz Mazur: - Nad brakiem Resovii w finale PP nie można przejść do porządku dziennego. Wydaje mi się, że z takim zespołem jak Lotos, przede wszystkim gra drużyna. W tym spotkaniu nie było zawodnika, który wziąłby odpowiedzialność za wynik.  To nie jest sprawa trenera, tylko osobowości zawodników. Graczy na boisku nic nie usprawiedliwia od przegrania meczu, który powinien być wygrany. Wygranie turniejów - to jest właśnie budowanie jakości zespołu.

 

A Kadziewicz dodał: - Często mówi się, że w Resovii brakuje chemii, nie ma atmosfery, że jeden zawodnik za drugim „pójdzie w ogień”.  Czy to jest wina zawodników? Ciężko poczuć ducha zespołu, jeśli co dziewięć miesięcy są duże roszady w składzie.

 

- Atmosferę w zespole buduje się pojedynczymi meczami, zwycięstwami.  Ważne są osobowości, które budują klimat do grania, dlatego tak ważne jest wygrywanie - zakończył trener Mazur.

jk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze